W efekcie w kraju USDPLN jeszcze w piątek wieczorem był handlowany poniżej 3,70. Potwierdziła się, zatem koncepcja, że na dolarze mieliśmy tylko krótkoterminowe odreagowanie i trend spadkowy pozostanie kluczowy.
W poniedziałek rano za euro płacimy 4,2650 zł, a dolar jest wart 3,6850 zł. Rynek w niewielkim stopniu reaguje też na krajową politykę (scenariusz bazowy nie zakłada podważania wyników wyborów prezydenckich). W większym stopniu inwestorzy mogą zastanawiać się na ile ewentualne skoki na rynku ropy mogą przełożyć się na inflację i podejście RPP do dalszych obniżek stóp procentowych - perspektywa kolejnego ruchu najwcześniej na jesieni może paradoksalnie działać stabilizująco na złotego.
Największy wpływ na złotego będzie mieć w najbliższych dniach EURUSD. Jeżeli główna para wróci do zwyżek (a na to wygląda), to USDPLN może zejść w tym tygodniu na nowe, tegoroczne minima.