Decyzja Donalda Trumpa o przedłużeniu ultimatum dla Iranu o kolejne 10 dni – do 6 kwietnia – nie przyniosła rynkom oczekiwanego odprężenia. Kontrakty na amerykańskie indeksy giełdowe w piątek rano kontynuują spadki, ropa naftowa drożeje, a dolar amerykański zyskuje na wartości. Tryb risk-off, czyli ucieczka od ryzykownych aktywów, pozostaje dominującym schematem zachowań inwestorów. Irańska strona oficjalnie nie przystąpiła do negocjacji, choć nieformalnie kontaktowała się z Waszyngtonem za pośrednictwem pośredników. Sygnały z Teheranu wskazują, że 15-punktowy plan amerykański uznawany jest za wygórowany.
Agencje informacyjne donoszą, że administracja USA coraz poważniej rozważa opcję skoordynowanej operacji lądowej w Iranie, co Iran kwituje groźbami intensyfikacji działań wobec krajów ościennych. Choć szanse na przeprowadzenie takiej akcji już w najbliższy weekend pozostają niewielkie z uwagi na logistykę, ryzyko eskalacji po 6 kwietnia może rosnąć gwałtownie – a rynki mogą zacząć to dyskontować znacznie wcześniej.
Na rynku Forex para EUR/USD notowana jest na poziomie około 1,1519–1,1528, zbliżając się do kluczowego wsparcia technicznego przy 1,1510. Przebicie tego poziomu może otworzyć drogę do testu tegorocznego minimum w rejonie 1,1410 jeszcze na początku przyszłego tygodnia. W szerszej perspektywie euro pozostaje w trendzie spadkowym – najwyższy poziom EUR/USD w 2026 roku wynosił 1,2019, a obecne notowania znajdują się wyraźnie niżej.
W piątkowej sesji najsłabiej radzą sobie waluty rynków wschodzących, a wśród walut G10 największą słabość wykazują europejskie waluty – frank szwajcarski, funt brytyjski i euro. Zmiany nie są jeszcze dramatyczne, ale kierunek jest jednoznaczny. Dolar kanadyjski, notowany w okolicach 2,67 zł, oraz korona norweska – około 0,38 zł za jednostkę – jako waluty surowcowe reagują na zmienność cen ropy, choć ich zachowanie pozostaje relatywnie stabilne na tle walut europejskich. Norges Bank utrzymuje stopy procentowe na poziomie 4,00–4,25 proc. i nie planuje obniżek w 2026 roku, co wspiera koronę norweską w średnim terminie.
Dane makroekonomiczne opublikowane w piątek rano nie zmieniły zasadniczo obrazu rynkowego. Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii za luty wzrosła o 2,5 proc. rok do roku. Ważniejsze okazały się szacunki inflacji CPI i HICP z Hiszpanii za marzec – wzrost wyniósł 3,3 proc. rok do roku, znacząco poniżej prognoz zakładających odpowiednio 3,9 i 3,7 proc. To sygnał, że rynki mogły nazbyt jastrzębio wycenić przyszłe ruchy banków centralnych w odpowiedzi na obawy przed skokiem cen. Pełniejszy obraz inflacyjny w Europie poznamy po danych z kolejnych krajów w przyszłym tygodniu. Po południu uwagę inwestorów przyciągną dane o nastrojach konsumentów w USA z Uniwersytetu Michigan oraz komentarze przedstawicieli Rezerwy Federalnej – Mary Daly i Anny Paulson.
Szerszy kontekst makroekonomiczny rysuje się w coraz ciemniejszych barwach dla Europy. Wojna z Iranem przestaje być wyłącznie ryzykiem geopolitycznym – staje się realnym problemem makroekonomicznym, który może zepchnąć europejską gospodarkę w kierunku stagflacji. Rosnące ceny energii, napięcia wokół cieśniny Ormuz i zakłócenia w łańcuchach dostaw uderzają przede wszystkim w sektory energochłonne, z niemieckim przemysłem chemicznym na czele. Część firm już ogranicza produkcję. Koszty paliw, transportu i ubezpieczeń przenikają do coraz szerszych segmentów gospodarki, redukując realną siłę nabywczą konsumentów. Zaufanie niemieckich konsumentów spadło do dwuletniego minimum.
Europejskie rządy przygotowują się do obniżenia prognoz wzrostu, a banki centralne mogą zostać zmuszone do utrzymania restrykcyjnego nastawienia. EBC sygnalizuje gotowość do działania „na każdym posiedzeniu" w celu przeciwdziałania inflacji napędzanej energią. Problem w tym, że przestrzeń fiskalna wielu krajów strefy euro jest dziś znacznie bardziej ograniczona niż podczas poprzednich szoków energetycznych. Każda decyzja o wsparciu gospodarstw domowych oznacza coraz trudniejszy wybór między stabilizacją gospodarczą a dyscypliną budżetową.
Wielka Brytania znajduje się w szczególnie delikatnym położeniu – rosnące koszty życia podsycają napięcia społeczne, a Bank Anglii może być zmuszony do bardziej jastrzębiego podejścia, jeśli wzrost cen energii okaże się trwały. Funt brytyjski, choć wspierany relatywnie wysoką rentownością obligacji, pozostaje jedną z walut narażonych na dalsze osłabienie w scenariuszu przedłużającego się konfliktu.
Z perspektywy polskiego złotego kluczowe pozostaje to, jak długo utrzyma się tryb risk-off na globalnych rynkach. PLN jako waluta rynku wschodzącego jest szczególnie wrażliwy na odpływ kapitału w stronę bezpiecznych przystani. W scenariuszu eskalacji konfliktu po 6 kwietnia dolar amerykański może kontynuować umacnianie, co przełoży się na dalszą presję na złotówkę i inne waluty regionu. Jeśli jednak inwestorzy za kilka tygodni zaczną bardziej obawiać się wyhamowania globalnej gospodarki niż samej inflacji, dolar może wygrywać jeszcze wyraźniej na tle niemal wszystkich walut. Najbliższy weekend i pierwszy tydzień kwietnia mogą okazać się przełomowe dla kształtowania się nastrojów na rynku walutowym na kolejne tygodnie.