W notowaniach średnich kursów walut NBP z 30 marca (nr 061/A/NBP/2026) dolar został wyceniony na 3,7257 zł, euro na 4,2832 zł, frank szwajcarski na 4,6564 zł, a funt brytyjski na 4,9312 zł. Na pierwszy rzut oka, poza widocznym wzrostem dolara o 0,67 proc., zmiany te mogą wydawać się kosmetyczne względem końcówki zeszłego tygodnia.

Tabela NBP pokazuje jednak kurs średni, a nie cenę, po której waluta jest w danym momencie realnie kupowana i sprzedawana. W notowaniach na żywo (Forex) obraz pod koniec dnia był zupełnie inny. Wieczorne notowania pokazały dolara oscylującego już wokół 3,7460 zł, franka szwajcarskiego na poziomie 4,6806 zł, a kurs euro zbliżył się do 4,2932 zł. Ten rozdźwięk pomiędzy fixingu NBP a rynkiem doskonale pokazuje, że złoty wszedł w fazę podwyższonej zmienności.

RPP pozostaje kluczowa dla złotego

Z krajowego punktu widzenia najważniejszym czynnikiem kształtującym rynek pozostaje polityka pieniężna. Zgodnie z rynkowymi przewidywaniami, Rada Polityki Pieniężnej rozpoczęła w marcu cykl obniżek stóp procentowych, sprowadzając stopę referencyjną do poziomu 3,75 proc.

Mechanizm jest w tym przypadku prosty: gdy inwestor widzi, że różnica między oprocentowaniem w Polsce a innymi gospodarkami maleje, złoty przestaje wyglądać atrakcyjnie. Niższe stopy oznaczają mniejszą premię za trzymanie aktywów w danej walucie. To właśnie dlatego, mimo optymistycznych prognoz części banków zakładających powrót dolara do 3,58 zł, amerykańska waluta utrzymuje się dziś znacznie wyżej. Im mocniej rynek wierzy w dalsze łagodzenie polityki pieniężnej, tym trudniej o trwałe umocnienie polskiej waluty w obliczu globalnej niepewności.

Dolar w centrum uwagi, euro jako „poduszka”

Największą uwagę tradycyjnie przyciąga dolar. Pod koniec marca wrócił on na poziomy wyraźnie wyższe niż te, do których rynek przyzwyczaił się na początku roku (kiedy to spadał nawet poniżej 3,55 zł). Gdy para USD/PLN przesuwa się wyżej, natychmiast rośnie nerwowość wśród importerów, osób planujących wydatki za granicą i przedsiębiorstw rozliczających kontrakty w amerykańskiej walucie.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku euro. Tu ruchy są spokojniejsze, a kurs od dłuższego czasu porusza się w relatywnie wąskim przedziale. Co więcej, na szerokim rynku główna para walutowa EUR/USD notowana była 30 marca wieczorem na wysokim poziomie 1,1460. Silne euro działa jak swoista „poduszka ochronna” dla złotego – zniechęca globalny kapitał do gwałtownej ucieczki w stronę dolara i stabilizuje naszą walutę względem europejskiego partnera.

Frank i funt pod lupą

Frank szwajcarski pozostaje walutą o szczególnej wadze psychologicznej. Choć aktywnych kredytów waloryzowanych w CHF jest dziś mniej niż przed laty, rynek wciąż uważnie śledzi jego notowania. W okresach globalnego napięcia – a z takim mamy obecnie do czynienia w związku z geopolityką – frank zyskuje jako tzw. bezpieczna przystań. Kurs rzędu 4,68 zł na rynku na żywo to sygnał, że awersja do ryzyka na świecie wciąż jest wysoka.

Z kolei funt brytyjski (GBP) nie wykonywał w poniedziałek gwałtownych ruchów, ale utrzymywał się na historycznie wysokim poziomie w okolicach 4,94 zł. Funt korzysta na mocniejszym euro i relatywnie dobrej kondycji brytyjskiej gospodarki, co oznacza, że osoby wysyłające tam środki czy spłacające zobowiązania muszą wciąż liczyć się z wysokimi kosztami wymiany.

Co z tego wynika dla czytelnika?

Na koniec marca obraz jest klarowny: złoty nie jest w rozsypce, ale wszedł w zdecydowanie bardziej wymagające otoczenie. W relacji do euro pozostaje względnie stabilny, natomiast wobec dolara i franka wyraźniej odczuwa presję.

Najbliższe dni na rynku walutowym będą zależeć od kluczowych odczytów makroekonomicznych, w tym wskaźników PMI oraz raportu z amerykańskiego rynku pracy (NFP) na początku kwietnia. Dopóki na świecie utrzymuje się nerwowość, osoby i firmy potrzebujące waluty obcej nie powinny patrzeć wyłącznie na popołudniową tabelę NBP – realny koszt transakcji może bowiem na żywym rynku zmienić się w ciągu zaledwie kilku godzin.