Jeszcze przed pandemią słabnący globalny popyt i coraz bardziej wyśrubowane normy środowiskowe sprawiły, że zamówienia były na początku 2020 roku na poziomie… z roku 2014. Pandemia przyniosła gwałtowne, acz chwilowe załamanie zamówień i to co wydarzyło się później mogło być postrzegane jako szansa na przełom. Globalna stymulacja popytu (szczególnie w USA) doprowadziła do skokowego wzrostu popytu na niemieckie dobra przemysłowe, szczególnie popytu zagranicznego. Jednak braki półproduktów i komplikacje procesów logistycznych uniemożliwiły wykorzystanie tego potencjału i jak w wielu innych gospodarkach efektem ubocznym stymulacji jest inflacja. Teraz zaś obserwujemy spadek zamówień. Co prawda dane są bardzo zmienne i gdy wyłączymy największe zamówienia spadek wynosi już tylko 1,8% m/m, ale wygasający wpływ programów stymulacyjnych i powolna normalizacja pieniężna mogą sprawić, że będzie to tendencja trwała.
Na rynku nie widać wielkiej reakcji na dane, ale one zwykle nie budzą emocji. W tym tygodniu nacisk będzie położony na najbliższą decyzję Fed. Tę co prawda poznamy dopiero 15 grudnia, ale w piątek opublikowane zostaną dane o inflacji za listopad w USA i mogą one przesądzić o przekazie grudniowego posiedzenia. W Polsce oczywiście duże emocje budzić będzie grudniowa decyzja RPP, którą poznamy w środę. Złoty w ubiegłym tygodniu znacznie się umocnił i rynek oczekuje, że Rada nie „popsuje” nastrojów brakiem lub zbyt małą skalą podwyżki (lub podwyżką i zapowiedzią zakończenia cyklu). W poniedziałek o 9:45 euro kosztuje 4,5880 złotego, dolar 4,0644 złotego, frank 4,4098 złotego, zaś funt 5,3906 złotego.