Niemniej Trump otwarcie powiedział o możliwości nałożenia karnych ceł i trudno jednoznacznie ocenić, na ile te groźby mogą znaleźć potwierdzenie w rzeczywistości, a na ile są tylko elementem kampanii wyborczej. Zwłaszcza, że powrócił też wątek potencjalnego nie wywiązywania się Chin z zobowiązań wynikających z umowy handlowej.

W poniedziałek najsłabsze są tzw. scandies, czyli SEK i NOK, a jedyną walutą, która zachowuje się lepiej niż dolar, jest JPY. W Azji nastroje były dzisiaj słabsze po tym, jak pierwszy raz od kilkunastu lat doszło do wymiany ognia w tzw. strefie zdemilitaryzowanej pomiędzy Koreą Północną, a Południową. Stało się to dzień po tym, jak Kim Dżong Un pojawił się publicznie zaprzeczając wcześniejszym pogłoskom o swojej śmierci. 

OKIEM ANALITYKA – wynajdywanie powodów

Motorem do wyraźniejszych zmian trendów na rynkach finansowych są te informacje, które niosą ze sobą zaskoczenie i zmieniają (a nieraz wywracają) dotychczasowy porządek. Odgrzewanie wątku Chin, jako kraju odpowiedzialnego za "niepowodzenia" USA w tak trudnym dla globalnej gospodarki momencie, w jakim jesteśmy teraz, wydaje się być fatalnym posunięciem amerykańskiej administacji. Miejmy nadzieje, że to tylko element gry wyborczej, a realne restrykcje w postaci nałożenia karnych ceł i innych restrykcji, będą ostatecznością.

Niemniej na rynki już wkradła się niepewność, a znana sprzed kilku tygodni "karuzela spadków", być może została już ponownie uruchomiona. Rewelacje ekipy Trumpa zbiegły się z faktem publikacji słabszych wyników przez technologicznych gigantów (Apple'a i Amazon'a), oraz zdyskontowaniem faktu planów częściowego znoszenia gospodarczych ograniczeń nałożonych przez pandemię koronawirusa. Teraz rynki może czekać rozczarowanie tym, że przyniosą one niewielką poprawę - konsumpcja nie wzrośnie za sprawą zniesienia obostrzeń, a dopiero wtedy, kiedy pojawią się konkretne szczepienia na COVID-19.