Niewykluczone, że informacje zaczną spływać dopiero po godz. 22:00, kiedy rynki będą już zamknięte, co powoduje, że niedzielny wieczór, kiedy pierwsze transakcje na poczet nowego tygodnia dokonywane są w Singapurze, będzie bardzo emocjonujący. Niska płynność, jaka ma wtedy miejsce może generować większą zmienność, pomijając już to, że większość instrumentów najpewniej otworzy się z większymi, lub mniejszymi lukami względem piątkowego zamknięcia.

Dzisiaj największa uwagę przyciągał, zatem funt. Po śniadaniu z udziałem szefa unijnych negocjatorów Michela Barniera z brytyjskim ministrem ds. Brexitu ten pierwszy udał się później zrelacjonować przebieg dyskusji unijnym ambasadorom, po czym ogłosił, że dostał „zielone” światło do zintensyfikowania rozmów z Brytyjczykami, tak aby zdążyć z przedstawieniem nowego rozwiązania ws. Brexitu na szczyt UE zaplanowany na 17-18 października. Rynek zaczął na poważnie wyceniać możliwość przeprowadzenia uporządkowanego Brexitu jeszcze z końcem października. Czy to dobrze? Teoretycznie w krótkim okresie liczy się to, że zdjęłoby to niepewność, jaka ciągnęła się od kilkunastu miesięcy i mogłaby potrwać jeszcze nawet drugie tyle, bo nie ma żadnej pewności, czy udałoby się doprowadzić do drugiego referendum, a jego wynik odwracałby decyzję z 2016 r. Oczywiście w dłuższym okresie powstanie wiele pytań, czy Brexit sam w sobie nie będzie jednak obciążeniem dla gospodarki, która, aby móc skutecznie konkurować na globalnym rynku będzie musiała znaleźć dla siebie jakąś niszową strategię.

O wykresie GBPUSD można powiedzieć na razie tyle, że ważne opory są łamane jak zapałki…