Szef Fed, Jerome Powell, też pozwolił sobie na gołębie tony - również jego zdaniem słaba inflacja to argument na rzecz redukcji stóp. Mało tego, stwierdził on, że w razie czego istnieje przestrzeń do realizacji kolejnego odcinka operacji QE.
Rynki obiegł też przeciek z kręgów okołoprezydenckich w USA, według którego prezydent Trump wprost uważa, iż dolar jest za silny, a euro za słabe.
Ale wszystkie te informacje nie były już teraz zaskoczeniem. Od 19 czerwca widzieliśmy dość klarowny proces osłabiania dolara, tak więc dziś co prawda osiągnięto 1,1410 na szczycie, niemniej wieczorem jesteśmy przy 1,1370-75. Kreślono w dołku nawet 1,1345. Dolar więc trochę odzyskał, mimo że np. dane o sprzedaży nowych domów, indeks Conference Board czy indeks Fed z Richmond były słabsze od prognoz.
Na złotym
Para euro-złoty lokuje się aktualnie na 4,2550. Wczorajszy chwilowy dołek to ok. 4,2460. Ogólnie rzecz biorąc, stara konsolidacja trwa bez zmian już od sierpnia 2018. Górna jej granica to ostatecznie ok. 4,3440, ale od dobrych kilkunastu sesji krążymy przy granicy dolnej.
Na parze dolarowej widzimy 3,7410. Wstępnie można sądzić, że złoty już swoje zarobił i teraz przyjdzie korekta, być może w okolice 3,7550-90.