Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę ponad miesięczny goverment shutdown, oraz obawy rynku związane ze spowolnieniem gospodarki, to dane wyglądają nieźle i stanowią kolejny argument za tym, że FED nie powinien się nadmiernie spieszyć z „gołębimi sformułowaniami” – pisałem o tym w ostatnich komentarzach.
W grupie G-10 dolar zyskuje najbardziej wobec walut safe-haven, czyli CHF i JPY (rynek nie boi się wyników rozmów handlowych USA-Chiny?), a z europejskich najsłabsze są korona szwedzka (słabsze dane rano), oraz euro. W ostatnim przypadku zaszkodziły informacje z Niemiec. Tamtejszy rząd obniżył dzisiaj prognozy wzrostu gospodarczego na ten rok z 1,8 proc. do 1,0 proc. – potwierdziły się tym samym spekulacje dziennika Handelsblatt, który pisał o tym jeszcze w ostatni czwartek po południu. Informacja ta nie była, zatem większym zaskoczeniem, ale warto zauważyć jej drugie dno – skoro Niemcy będą się rozwijać w niewielkim tempie, to co ze słabszymi gospodarczo krajami południa Europy i czy w związku z tym za chwilę nie wypłyną ponownie problemy związane z dyscypliną fiskalną (np. Włochy). To może w dłuższym okresie rzutować negatywnie na euro, ale pamiętajmy o tym, że jest to jeden z wielu czynników. Druga sprawa, to słabszy odczyt szacunków inflacji HICP dla Niemiec – w styczniu spadła ona do 1,4 proc. r/r z 1,7 proc. r/r. Wprawdzie szef ECB przestrzegał na ostatnim posiedzeniu, że dane makro ze strefy euro będą w najbliższych miesiącach słabsze, ale teraz inwestorzy zaczynają dostawać konkrety.
Technicznie EURUSD zszedł w rejon wyraźniejszego wsparcia przy 1,1400-05. Jeżeli po dzisiejszych sygnałach z FED dolar zyska globalnie, to zobaczymy test rejonu 1,1355-70, który bazuje m.in. na dolnym ograniczeniu kanału wzrostowego. Taki scenariusz był prezentowany jeszcze w poniedziałek.