Otóż Donald Trump wyszedł ze spotkania, na którym debatowano na temat government shutdown i tego, czy Kongres wyasygnuje pieniądze na budowę muru na granicy z Meksykiem, chroniącego przed niekontrolowaną imigracją. Stan zamknięcia działań rządu federalnego trwa od 22 grudnia i chodzi o to, by ów impas przełamać - ale Trump upiera się, że może go raczej przedłużyć, jeśli Partia Demokratyczna nie zgodzi się na budowę muru.

Agencja Fitch wliczyła w swe obawy ryzyko zbyt długiego czasu zamknięcia prac rządu i zagroziła, że może w razie czego zredukować rekordowo dobry rating kredytowy USA. Tak więc jest to reakcja na możliwe pogłębienie perturbacji politycznych i ewentualne niekorzyści gospodarcze, jakie mogą z tego wyniknąć.

Wreszcie, atmosfera wynikająca z protokołu obrad FOMC też nie skłaniała do inwestowania w dolara. Wygląda na to, że FOMC co prawda nie rezygnuje z polityki podwyżek, ale ścieżka ta może zostać w jakiś sposób złagodzona - np. były osoby przeciwne grudniowemu zacieśnieniu (w słowach; bo ostatecznie głosowanie było jednogłośnie na 'tak'). Dziś zresztą będziemy mogli posłuchać samego Jerome Powella, szefa Fed, mianowicie o 18:45. Poza tym w programie m.in. dane o produkcji przemysłowej we Francji (8:45) czy sprzedaży detalicznej we Włoszech (o 10:00). Ukaże się też protokół z obrad Europejskiego Banku Centralnego.

Na złotym

Rada Polityki Pieniężnej zakłada teraz, że inflacja w przyszłych miesiącach wzrośnie mniej niż to pierwotnie, tj. w listopadzie, zakładano. Aktualny poziom stóp, zdaniem Rady, jest dobry dla gospodarki - więc nie należy go zmieniać.

Złoty wzmocnił się do dolara, także i tu przełamano konsolidację, tyle że dołem. Mamy kurs 3,7190, a nawet niższy. To odbicie sytuacji z głównej pary. EUR/PLN jest tymczasem w pobliżu 4,30. Tu nie dzieje się wiele, wahania mieszczą się w uprzednim zakresie, a nawet można rzec, iż wczoraj złoty stracił - inaczej niż na parze dolarowej.