Po prostu wywiązała się korekta, w szczególności reakcja na dane makro, które się wczoraj pojawiły (np. indeks Philadelphia Fed). Były one dobre, ale pod dobre wartości rynek ustawił się już wcześniej. W dodatku wieczorem czynnikiem zaburzającym okazała się wypowiedź Trumpa, w której - co jest nietypowe dla prezydentów USA - skrytykował szefostwo Fed. Trumpowi nie podoba się koncepcja podwyższania stóp, to jego zdaniem szkodzi polityce uprawianej przez prezydencką administrację. Wymowa była mniej więcej taka: gdy tylko coś zaczyna nam wychodzić w gospodarce, oni podnoszą stopy. Przyznał jednak, że nie chce ingerować w działania FOMC.

Dziś nie ma w programie za wielu wieści z USA. O 14:00 wypowie się James Bullard z Fed. Poza tym mamy dane kanadyjskie: mianowicie o 14:30 sprzedaż detaliczną za maj i inflację CPI. O 19:00 będziemy mogli się przekonać, ile wież wiertniczych ropy było aktywnych w tygodniu.

Co w Polsce?

Złoty jest w stanie osłabienia, potwierdziły się generalne trendy, tylekroć przez nas opisywane. Ostatnio stały pod znakiem zapytania, ale siłę naszego orła ostatecznie skontrowano. Tak np. para dolar-złoty przesunęła się wczoraj z ok. 3,70 do 3,74. Zresztą, jeśli teraz mamy 3,7250, to i tak jest to wyraz aprecjacji naszego pieniądza w ramach korekty i próby obrony wartości.

Euro-złoty wybił w nocy i nad ranem do 4,3515, teraz mamy 4,3350. Tymczasem czekamy na dane o sprzedaży detalicznej za czerwiec, które pojawią się o 10:00. Prognoza to +7,9 proc. r/r. Im lepsze dane, tym lepiej dla złotego, zwłaszcza średnioterminowo (bo długofalowo w grę wchodzą raczej czynniki globalne, a z kolei na bieżąco reakcje bywają paradoksalne).