Państwa Unii Europejskiej uzgodniły założenia pakietu ratunkowego, który wydaje się być bardziej rozbudowany wobec planu Paulsona. Zgodnie z nim, każdy kraj członkowski podejmuje decyzje we własnym zakresie, poczynając od pełnych gwarancji dla emisji nowych obligacji emitowanych przez banki do końca 2009 r., poprzez objęcie akcji uprzywilejowanych w przeżywających problemy instytucjach (czyli ich czasową, faktyczną nacjonalizację), co ma stać się skutecznym panaceum na wyjście z kryzysu. W pewnym sensie jest on dość podobny do pakietu brytyjskiego, który został przedstawiony w połowie ubiegłego tygodnia. Napływały także sygnały o tym, iż amerykańskie władze rozważają dokapitalizowanie swoich instytucji. Słowem – świat myśli jak zaradzić kryzysowi – ale nadwyrężone zaufanie nie powraca szybko. Dzisiejsze odreagowanie może równie szybko przerodzić się w kolejną falę spadków, jeżeli inwestorzy uznają, że przedstawione propozycje nie zdołają zażegnać kryzysu. Jedno jest pewne – naprawa sektora finansowego będzie kosztowna i zapłacą za nią podatnicy. I niestety poniosą oni podwójny koszt, jakim będzie nadciągająca poważna recesja w gospodarce.
Dzisiaj Amerykanie świętują Dzień Kolumba, w związku z tym aktywność tamtejszych inwestorów będzie nieco mniejsza, przez co zwyżka indeksów na Wall Street może być znacznie niższa. W efekcie mocno odreagowujący dzisiaj ostatnie spadki kurs EUR/USD (ponad 400 pkt. od piątkowego minimum na 1,3257), może powrócić do zniżek jeszcze dzisiaj po południu. Prawdopodobny wydaje się test okolic 1,35. W średnim terminie można jednak zauważyć pewne sygnały zbliżającego się przesilenia – sygnał kupna na dziennym wykresie EUR/USD wygenerował wskaźnik RSI (9). Nie wykluczone, zatem, że pod koniec miesiąca za euro będziemy płacić ponad 1,40 USD.
W kraju inwestorzy będą z uwagą śledzić założenia „pakietu zaufania”, które zostaną przedstawione po dzisiejszym spotkaniu Rady Polityki Pieniężnej, a także wyniki posiedzenia rządu, który ustosunkuje się do założeń, jakie zapadły w niedzielę w Paryżu. Zewsząd padają zapewnienia, że polskim bankom nie grozi kryzys płynności, stąd też nie wydaje się, aby podjęte zostały jakieś drastyczne środki. Niskie prawdopodobieństwo wiąże się z ewentualną obniżką stóp procentowych. Chociaż jak zauważył dzisiaj prof. Dariusz Filar z RPP, niewątpliwie, aby wejść do systemu ERM-II (przedsionka do strefy euro), trzeba będzie przeczekać okres zaburzeń na rynkach finansowych. O godz. 14:00 opublikowana została wartość sierpniowego deficytu na rachunku obrotów bieżących, który wzrósł do poziomu -1.736 mld EUR, co odzwierciedla stopniowo słabnącą dynamikę polskiego eksportu. Znacznie większe znaczenie dla notowań złotego będą mieć jednak jutrzejsze publikacje danych o wrześniowej inflacji konsumenckiej (prognoza 4,4 proc. r/r) i dynamiki wynagrodzeń w środę (10,8 proc. r/r). Ten po chwilowym umocnieniu dzisiaj rano (w pewnym momencie euro potaniało nawet do 3,4850 zł, a dolar do 2,5550 zł), w trakcie kolejnych godzin zaczął ponownie tracić. Część inwestorów zdecydowała się wykorzystać ranną przecenę walut do ich ponownego zakupu, w obliczu cały czas utrzymującej się niepewności na świecie. Wydaje się jednak, że ten tydzień, w przeciwieństwie do poprzednich dni, przyniesie dalsze umocnienie naszej waluty. Tym samym bardziej zyskowna może okazać się strategia sprzedaży walut za złote na lokalnych „górkach”. W piątek euro może być warte 3,46 zł, a dolar 2,49 zł.