Powinny wpisać się one w pozytywny "flow" jaki widać po publikacji wstępnych danych o PKB za IV kwartał w ubiegły czwartek, które wskazały na mocne 4,0 proc. r/r. To podbiło narrację o silnej gospodarce, która od kilku miesięcy stoi za "przepływami" na polskiej giełdzie, czy też złotym. W ostatnim czasie doszedł do tego też polski dług - rentowności 10-letnich obligacji zeszły w ubiegłym tygodniu poniżej istotnej bariery 5,0 proc. r/r, a wraz z tym idzie też duży popyt na przetargach organizowanych przez resort finansów. Wprawdzie większe zainteresowanie obligacjami widać na globalnych rynkach bazowych (patrz spadki rentowności w USA), ale i my dorzucamy tu nasz krajowy komponent - są nim oczekiwania na marcową obniżkę stóp przez Radę Polityki Pieniężnej o czym półtora tygodnia temu wspominał na konferencji prasowej prof. Glapiński.

Dla złotego większy wpływ od tego, co dzieje się na rynkach długu ma jednak globalny sentyment i zachowanie się dolara. Amerykańska waluta w ubiegłym tygodniu nieco przystopowała spadki na względem głównych majors, choć perspektywy na jej mocniejsze odreagowanie są niewielkie. Rynki zaczęły mocniej grać czerwcowym terminem cięcia stóp przez FED, po tym jak dane makro zaczęły sprzyjać temu scenariuszowi (mowa o spadku inflacji CPI w styczniu do 2,4 proc. r/r, ale i też "właściwej" interpretacji tylko z pozoru mocnych danych z rynku pracy). Utrzymująca się zmienność nastrojów na Wall Street (niepewny klimat wokół AI i spółek tech) nie pozwoliła jednak mocniej rozegrać tego czynnika, jako "kreatora" sentymentu.

Technicznie układ na złotym pozostaje nadal "umiarkowanie" pozytywny, a kluczem do silniejszego złotego pozostaje USDPLN w dużej mierze zależny od EURUSD. W poniedziałek rano ta para oscylowała wokół 3,5450. Z kolei na EURPLN kręciliśmy się wokół 4,2050. Szanse na zejście poniżej istotnej bariery 4,20 pozostają duże. Na dziennym wykresie widać, że wsparciem w kolejnych dniach mogą być okolice 4,1930 z końcówki stycznia b.r.