Globalni inwestorzy, wystraszeni wizją wojny handlowej w Ameryce Północnej oraz zbliżającym się "government shutdown", masowo upłynniają aktywa dolarowe, szukając rentowności na rynkach wschodzących, gdzie polski złoty wyrasta na niekwestionowanego lidera regionu.
Katalizatorem tej bezprecedensowej przeceny "greenbacka" pozostają echa weekendowej deklaracji Donalda Trumpa o nałożeniu drakońskich, 100-procentowych ceł na towary z Kanady. Rynki finansowe odebrały ten ruch jako zapowiedź stagflacyjnego koszmaru dla amerykańskiej gospodarki, co w połączeniu z usztywnieniem stanowiska Demokratów w Kongresie w sprawie limitu zadłużenia tworzy toksyczną mieszankę niepewności. W efekcie dolar traci szeroko: traci nie tylko do złotego, ale i do euro (kurs EUR/USD wzrósł do poziomu 1,187 dolara) oraz jena japońskiego, który zyskał ponad 3% w ciągu ostatnich sesji. Sytuację dodatkowo komplikują rekordowe notowania metali szlachetnych – złoto przebijające barierę 5100 USD za uncję jest jasnym sygnałem, że "papierowy pieniądz" zza oceanu traci zaufanie w oczach globalnego kapitału.
W tym turbulentnym otoczeniu polska waluta pokazuje nadzwyczajną siłę, która wynika nie tylko ze słabości rywala, ale i z solidnych fundamentów krajowych. Kurs EUR/PLN stabilnie oscyluje wokół poziomu 4,21 zł, co potwierdza, że aprecjacja złotego jest zjawiskiem szerokim, a nie tylko pochodną krachu dolara. Inwestorzy zagraniczni z optymizmem patrzą na polskie dane makroekonomiczne – oczekiwany solidny odczyt sprzedaży detalicznej za grudzień może oddalić perspektywę obniżek stóp procentowych przez RPP, co czyni polskie aktywa jeszcze bardziej atrakcyjnymi w środowisku spadających rentowności na Zachodzie. Złoty zyskuje także do innych walut: funt brytyjski (GBP) kosztuje około 4,85 zł, a frank szwajcarski (CHF), mimo swojej roli bezpiecznej przystani, utrzymuje się w ryzach przy poziomie 4,57 zł.
Scenariusz na najbliższe godziny i dni wydaje się być napisany przez emocje i politykę. Jeśli z USA nie napłyną sygnały deeskalacji napięcia budżetowego, presja na dolara może się jeszcze nasilić. Analitycy przestrzegają jednak przed huraoptymizmem – rynek jest skrajnie wyprzedany, a tak gwałtowne ruchy często kończą się równie dynamicznym odreagowaniem. Niemniej jednak, dla polskich importerów i osób planujących zagraniczne wakacje, obecne poziomy kursowe są najlepszym prezentem od lat, podczas gdy eksporterzy z niepokojem patrzą na topniejącą opłacalność sprzedaży na rynki dolarowe. Wtorek 27 stycznia 2026 roku może okazać się punktem zwrotnym, który zdefiniuje układ sił na rynku walutowym na całe pierwsze półrocze.