Głównym katalizatorem wyprzedaży dolara stała się weekendowa eskalacja napięć na linii Waszyngton-Ottawa. Groźba nałożenia przez Donalda Trumpa 100-procentowych ceł na wszystkie towary z Kanady, jako odwet za jej zbliżenie handlowe z Chinami, wstrząsnęła rynkami. Inwestorzy, którzy dotąd traktowali zapowiedzi prezydenta USA jako element negocjacyjnego "pokera", zaczynają realnie obawiać się wojny handlowej wewnątrz bloku północnoamerykańskiego. Choć część analityków widzi w tym jedynie taktykę przed zbliżającymi się wyborami połówkowymi, ryzyko skoku inflacji w USA staje się na tyle realne, że kapitał w panice szuka bezpieczniejszych przystani, omijając dolara szerokim łukiem. Sytuacji nie poprawia widmo kolejnego "government shutdown" z końcem stycznia. Protesty w Minnesocie przeciwko polityce imigracyjnej usztywniły stanowisko Demokratów, co czyni porozumienie budżetowe niemal niemożliwym do osiągnięcia w terminie.
Na tym tle polski złoty wyrasta na jednego z liderów rynków wschodzących. Słabość dolara to woda na młyn dla walut naszego regionu, a para EUR/PLN, oscylująca w poniedziałek wokół poziomu 4,20-4,21 zł, potwierdza stabilną pozycję złotego również wobec euro. Inwestorzy ignorują na razie lokalne ryzyka polityczne, skupiając się na twardych danych z gospodarki. Oczekiwania wobec dzisiejszego odczytu sprzedaży detalicznej za grudzień są wysokie – konsensus rynkowy zakłada wzrost o ponad 5% rdr, co byłoby kolejnym argumentem dla Rady Polityki Pieniężnej, by nie spieszyć się z obniżkami stóp procentowych. Taki scenariusz dodatkowo zwiększa atrakcyjność złotego w oczach zagranicznego kapitału, który szuka rentowności w świecie spadających stóp procentowych.
Rynkowa układanka jest jednak bardziej skomplikowana. O ile złoty triumfuje wobec dolara, o tyle sytuacja na innych parach walutowych jest mieszana. Frank szwajcarski (CHF) pozostaje drogi, kosztując około 4,56 zł, co pokazuje, że w obliczu globalnej niepewności inwestorzy wciąż cenią sobie "bezpieczne przystanie". Funt brytyjski (GBP) utrzymuje się powyżej 4,85 zł, a korona norweska (NOK) dryfuje w okolicy 0,36 zł, co odzwierciedla wahania na rynku surowców. Ciekawostką jest zachowanie jena japońskiego, który po interwencjach werbalnych Banku Japonii wyraźnie zyskał na wartości, dokładając kolejną cegiełkę do osłabienia dolara na szerokim rynku.
Czy to trwały trend? Analitycy są podzieleni. Choć technicznie zejście USD/PLN poniżej 3,60 zł otwiera drogę nawet w kierunku 3,30-3,40 zł, to fundamenty amerykańskiej gospodarki wciąż pozostają relatywnie silne. Jednak polityczna nieprzewidywalność obecnej administracji USA sprawia, że premia za ryzyko przy inwestowaniu w dolara rośnie. Dla polskich konsumentów i importerów to świetna wiadomość – tańszy dolar to tańsze paliwa i elektronika. Dla eksporterów – sygnał ostrzegawczy. Najbliższe dni, a zwłaszcza finał budżetowej batalii w Kongresie, rozstrzygną, czy obserwujemy tylko chwilową anomalię, czy początek dłuższego odwrotu od amerykańskiej waluty. Na razie jednak na rynku walutowym w Warszawie panuje ostrożny optymizm, a złoty korzysta z każdej słabości swojego wielkiego rywala zza oceanu.