Bieżące kwotowania na rynku walutowym Forex: USD/PLN 3,6138, EUR/PLN 4,2264, GBP/PLN 4,9684, a frank – liczony z notowania pary pośredniej – to CHF/PLN ok. 4,5188. W koszyku walut surowcowych widać dwie rzeczy naraz: korona norweska jest nadal wrażliwa na wahania cen energii, a dolar kanadyjski „oddycha” razem z ropą. Dzisiejsze poziomy to NOK/PLN 0,3634 i CAD/PLN ok. 2,6096. Te liczby nie wyglądają jak rynek w panice, ale też nie przypominają spokojnej, przewidywalnej końcówki roku – to raczej zawieszenie między dwoma scenariuszami: powrotem do silniejszego dolara albo utrzymaniem miękkiej presji spadkowej na USD przy stabilnym EUR/PLN.
W ostatnich dniach kluczowym mechanizmem napędzającym rynek był dolar i to, co inwestorzy dopisują do jego „historii”. Z jednej strony, część danych z USA przestała jednoznacznie wspierać szybkie i głębokie cięcia stóp; z drugiej – pojawił się czynnik, którego klasyczne modele makro nie obejmują: ryzyko polityczne wokół Fed. Dolar osłabł po doniesieniach o dochodzeniu przeciwko Jerome’owi Powellowi i narracji, że temat może być wykorzystywany jako dźwignia nacisku na niezależność banku centralnego. W tym samym czasie wybrzmiały sygnały „hamulcowe” po stronie Senatu, co rynek odczytał jako ograniczenie prawdopodobieństwa frontalnego starcia administracji z Fed.
Wątek jest o tyle rynkotwórczy, że inwestorzy w praktyce wyceniają nie tylko poziom stóp, ale i wiarygodność instytucji. W normalnych warunkach mocniejszy rynek pracy i solidna aktywność gospodarcza premiowałyby dolara przez kanał rentowności obligacji. Tym razem dochodzi „szum” polityczny: w przekazie publicznym pojawiły się ostre sformułowania pod adresem szefa Fed (Donald Trump miał mówić o Powellu jako „either incompetent or crooked”), a równolegle zarysował się front obrony stabilności instytucjonalnej – od części senatorów po głosy z rynku finansowego, które ostrzegają, że podważanie banku centralnego może mieć koszt w premii za ryzyko. Taki układ tłumaczy, dlaczego dolar potrafi tracić nawet wtedy, gdy w kalendarzu makro nie ma „twardego” argumentu do wyprzedaży.
Na złotym efekt jest bardziej przyziemny: nie ma tu spektakularnych zwrotów, jest za to walka o poziomy, które od tygodni pełnią rolę punktów odniesienia. Kluczowe wsparcie dla USD/PLN to okolice 3,60 – rynek już kilkukrotnie schodził w te rejony i równie często wracał wyżej, gdy tylko dolar łapał oddech na szerokim rynku. Przy euro dominuje inercja handlu zagranicznego i stabilniejsza struktura przepływów: dla EUR/PLN rynek nadal „klei się” do strefy 4,20–4,23, gdzie równoważą się interesy importerów i eksporterów, a spekulacyjny kapitał nie ma wystarczająco mocnego impulsu, by „przestawić” trend na dłużej.
W tle krajowym ważne było to, co wydarzyło się na posiedzeniu RPP w tym tygodniu. RPP utrzymała stopę referencyjną na 4,00%, co z punktu widzenia rynku walutowego jest komunikatem: bank centralny nie chce dokładać paliwa do wahań kursowych ani rozhuśtywać oczekiwań inflacyjnych. Dla złotego to krótkoterminowo neutralne do lekko wspierające, bo usuwa ryzyko „niespodzianki” w postaci szybkiej obniżki, która mogłaby uruchomić klasyczny schemat: słabsze stopy → słabsza waluta w koszyku EM. Jednocześnie utrzymanie stóp nie załatwia wszystkiego: jeśli dolar globalnie wróci do umocnienia, PLN – jak większość walut regionu – zwykle dostaje rykoszetem, nawet przy dobrych fundamentach.
Drugi temat, który przez kilka sesji podbijał nerwowość, to geopolityka. W ostatnich dniach rynki przełknęły wątek Wenezueli zaskakująco spokojnie, ale spokój nie musi oznaczać trwałego zamknięcia ryzyka. Rynek zakłada, że temat Wenezueli „poszedł gładko”, ale ryzyko eskalacji pozostaje, zwłaszcza jeśli sytuacja zacznie wciągać inne ośrodki wpływu i przełoży się na realne zakłócenia w handlu surowcami. W krótkim terminie to widać raczej na rozkładzie sił w towarach i walutach surowcowych niż na EUR/PLN: złoto zyskało argument do odbicia, ropa potrafiła zareagować spadkiem, gdy rynek uznał, że infrastruktura i przepływy nie zostały naruszone w sposób trwały. To ważne, bo każdy gwałtowny ruch na ropie automatycznie przenosi się na NOK i CAD, a pośrednio na nastroje w całym segmencie ryzyka.
W praktyce dla złotego liczą się dziś trzy kanały. Pierwszy to globalny dolar: jeżeli temat Fed ucichnie, a dane z USA będą wystarczająco solidne, rynek może szybko wrócić do „pro-dolarowego” ustawienia i wtedy USD/PLN łatwiej utrzymuje się powyżej 3,60–3,62. Drugi kanał to Europa: słabsze perspektywy wzrostu w strefie euro zwykle ograniczają potencjał EUR, ale paradoksalnie mogą szkodzić złotemu przez kanał handlu i nastrojów w regionie. Trzeci to geopolityka i „risk-off”: każda nagła fala awersji do ryzyka podbija popyt na bezpieczne przystanie, co często wzmacnia CHF i bywa niekorzystne dla walut rynków wschodzących.