Złoty od kilku tygodni należy do najlepiej radzących sobie walut regionu. Pod koniec stycznia kurs dolara spadał nawet do 3,48 zł, choć później nastąpiła korekta i umocnienie dolara. Rynek zdaje się ignorować typowe czynniki ryzyka – różnica między polskimi a amerykańskimi stopami procentowymi działa na korzyść złotego, a oczekiwane przyspieszenie wzrostu gospodarczego w Polsce do 4 procent przyciąga kapitał.
Mirosław Budzicki z PKO BP zwraca uwagę na mechanizm, który może dodatkowo wspierać polską walutę. Jeśli złoty zacznie słabnąć w kierunku 4,35 zł za euro, Ministerstwo Finansów może bardziej aktywnie wymieniać środki unijne na rynku, co naturalnie ograniczy skalę deprecjacji. To istotny element stabilizujący, o którym rynek dobrze wie.
Rada Polityki Pieniężnej w styczniu utrzymała stopy procentowe bez zmian – stopa referencyjna wynosi 4,00 procent. Rynek spodziewa się jeszcze dwóch obniżek po 25 punktów bazowych w ciągu najbliższych miesięcy, co obniżyłoby koszt pieniądza do 3,5 procent. Paradoksalnie jednak, podczas gdy obniżki stóp w USA wspierają złotego, polskie cięcia mogą go osłabiać – to różnica, którą warto mieć na uwadze.
Pod koniec stycznia Rezerwa Federalna utrzymała stopy na poziomie 3,5-3,75 procent. Większość analityków zakłada jeszcze dwie obniżki w 2026 roku, co dałoby łącznie 50-75 punktów bazowych w dół. Fed zmierza do poziomu neutralnego około 3,0 procent – takiego, który ani nie hamuje gospodarki, ani jej nadmiernie nie napędza. To scenariusz wspierający osłabienie dolara, choć nie w takim tempie jak rok temu.
Prognozy banków inwestycyjnych są dość zgodne co do kierunku. Crédit Agricole widzi USD/PLN w okolicy 3,68 zł w połowie roku, Wells Fargo wskazuje na możliwy ruch w stronę 3,87 zł w dłuższej perspektywie. Ciekawe jest to, że JP Morgan – jeszcze niedawno największy sceptyk wobec złotego – teraz zalicza się do grupy optymistów. To tzw. konwersja wynika z lepszych perspektyw polskiej gospodarki i rosnącego zainteresowania inwestorów zagranicznych.
Na horyzoncie pojawia się też czynnik geopolityczny. Ewentualne zakończenie konfliktu za wschodnią granicą mogłoby dać dodatkowy impuls złotemu. Według szacunków PKO BP rozejm mógłby umocnić złotego o 5-10 groszy wobec euro, sprowadzając kurs w okolice 4,15 zł. To oczywiście scenariusz warunkowy, ale pokazuje skalę potencjału.
Dla gospodarki stabilny złoty to konkretne konsekwencje. Importerzy i firmy rozliczające się w walutach mają przewidywalność kosztów, co ułatwia planowanie. Eksporterzy tracą trochę na konkurencyjności cenowej, ale korzystają z tańszych surowców. Konsumenci widzą niższe ceny paliw i elektroniki – to wszystko działa, gdy waluta jest mocna.
Analitycy zgodnie mówią, że rok 2026 może być spokojny na rynku walutowym, jeśli nie pojawią się większe wstrząsy. Budzicki zakłada, że kurs euro będzie krążył wokół 4,20 zł. Większa zmienność może wrócić w drugiej połowie roku, szczególnie jeśli amerykańska administracja wdroży planowane cła handlowe – to mogłoby podbić inflację w USA do 3,0-3,5 procent i wymusiłoby zmianę polityki Fed.
W najbliższych tygodniach kluczowe będą dane makroekonomiczne z Polski oraz sygnały z banków centralnych. Lutowy odczyt inflacji i dane o PKB za IV kwartał 2025 roku pokażą, czy RPP ma przestrzeń do kolejnych ruchów. Równocześnie komentarze z Fed będą obserwowane pod kątem marcowego posiedzenia. Polski złoty na razie wykazuje odporność na zawirowania, co jest efektem zarówno krajowych fundamentów, jak i korzystnego układu czynników zewnętrznych.