W bieżących kwotowaniach z rynku Forex w poniedziałek rano widać stabilny, „równo rozłożony” obraz głównych par względem PLN. Dolar amerykański (USD) jest notowany w okolicach 3,599 za złotówkę, euro około 4,222, frank szwajcarski (CHF) w pobliżu 4,520, a funt brytyjski (GBP) przy 4,810. Korona norweska (NOK) pozostaje w rejonie 0,355, natomiast dolar kanadyjski (CAD) jest notowany około 2,612. To poziomy, które sugerują spokojny start tygodnia na rynku złotego, bez gwałtownych odchyleń na otwarciu.
Równolegle warto odróżnić kwotowania rynkowe od oficjalnych tabel referencyjnych. W tabeli kursów średnich NBP z 12 grudnia euro wynosi 4,2271 PLN, USD 3,6045 PLN, CHF 4,5326 PLN, GBP 4,8216 PLN, NOK 0,3579 PLN, a CAD 2,6181 PLN. Dodatkowo NBP publikuje tabelę kursów kupna i sprzedaży (tabela C) obowiązującą od 15 grudnia, pokazującą widełki dla transakcji przeliczeniowych, m.in. dla USD, EUR, CHF, GBP, NOK i CAD. Różnice między „średnim” z tabeli a notowaniami Forex w danej chwili wynikają z godziny fixingu, metodologii oraz tego, że rynek walut pracuje w trybie ciągłym.
W ostatnich trzech dniach (końcówka ubiegłego tygodnia i wejście w poniedziałek) dominowały dwa tematy: zmiana tonu globalnego ryzyka oraz kalibracja oczekiwań wobec polityki pieniężnej w największych gospodarkach. W piątek w Europie poprawa sentymentu była widoczna na giełdach, którym pomagała narracja o łagodniejszej ścieżce stóp w USA i rotacja sektorowa; w komentarzach rynkowych podkreślano, że sama wiara w niższy koszt pieniądza potrafi podbić skłonność do aktywów cyklicznych. To środowisko sprzyja zwykle walutom rynków wschodzących, w tym PLN, o ile nie pojawia się nagły zwrot w stronę „bezpiecznych przystani”.
Poniedziałek rozpoczął się jednak bardziej zachowawczo w Azji: tamtejsze indeksy spadały po wyprzedaży w USA i przy odświeżonych obawach o sektor nieruchomości w Chinach. W tym samym rynkowym obrazie pojawił się wątek spadku rentowności amerykańskich obligacji 10-letnich na otwarciu tygodnia oraz wzrostu cen wybranych aktywów defensywnych, co wskazywało na ograniczanie ryzyka przed serią decyzji banków centralnych. To nie musi być sygnał trwałej ucieczki od ryzyka, ale wystarczy, by ograniczyć zapędy do szybkiego umacniania walut takich jak złotówka w pierwszych godzinach tygodnia.
Znaczenie tego tła dla polskiej waluty jest bardzo praktyczne. Polski złoty jest jedną z bardziej płynnych walut regionu, dlatego w krótkim terminie bywa „instrumentem do gry na sentyment” – kapitał portfelowy potrafi zwiększać lub zmniejszać ekspozycję na PLN szybciej niż na waluty mniej płynne. Jeżeli rynek globalny przechodzi w tryb „risk-off”, złotówka z reguły reaguje wcześniej niż lokalne dane makro zdążą cokolwiek zmienić w fundamentach. Jednocześnie, gdy napięcie opada, PLN potrafi równie szybko odrabiać, zwłaszcza jeśli spread stóp i rentowności pozostaje atrakcyjny na tle strefy euro.
Ostatnie trzy dni przyniosły też istotne sygnały z Kanady, ważne dla pary CAD/PLN i pośrednio dla szerokiego obrazu walut surowcowych. Bank Kanady pozostawił stopy bez zmian na poziomie 2,25%, a prezes Tiff Macklem mówił o odporności gospodarki przy utrzymującej się niepewności. W komentarzu rynkowym TD Securities zwracano uwagę na gołębi wydźwięk komunikatu i na to, że trwała przewaga CAD wymagałaby poprawy w obszarze ryzyk handlowych, których szybkie rozwiązanie nie jest przesądzone. W praktyce dla dolara kanadyjskiego kluczowe pozostają jednocześnie stopy, handel i ropa – a to trio potrafi generować zmienność nawet przy „spokojnym” kalendarzu krajowym.
Na drugim biegunie – z perspektywy ryzyka – pozostaje frank szwajcarski. CHF jest walutą, która w okresach podwyższonej niepewności często zyskuje jako „bezpieczna przystań”, a przy uspokojeniu nastrojów oddaje część premii. W poniedziałkowych notowaniach CHF/PLN w pobliżu 4,52 widać brak gwałtownych przepływów w stronę defensywy, ale sam poziom franka pozostaje dla polskich odbiorców istotny, bo jest najbardziej wrażliwy na krótkie fale awersji do ryzyka. CHF w relacji do PLN jest w Polsce odbierany nie tylko jako kurs waluty, lecz także jako wskaźnik globalnego stresu rynkowego.
Funt brytyjski, czyli GBP, wchodzi w nowy tydzień na poziomach wskazujących na umiarkowaną stabilizację wobec złotówki. Dla tej pary znaczenie ma nie tylko dolarowy sentyment, ale też oczekiwania dotyczące Banku Anglii i danych z Wielkiej Brytanii, które w końcówce roku często wywołują szybszą reakcję krótkiego końca krzywej stóp. W samym globalnym przeglądzie rynków na poniedziałek sygnalizowano, że inwestorzy czekają na decyzje największych banków centralnych, w tym Banku Anglii. To element, który w najbliższych dniach może podbijać wahania na GBP/PLN nawet wtedy, gdy EUR/PLN pozostanie „spięty” w węższym paśmie.
Z kolei korona norweska i para NOK/PLN pozostają klasycznym przykładem tego, jak czynniki zewnętrzne – zwłaszcza surowce, polityka monetarna i szeroki sentyment do ryzyka – przenikają do wycen ważnych dla polskiego biznesu. NOK/PLN jest notowane w okolicach 0,355, przy dziennym zakresie wskazywanym w danych rynkowych jako relatywnie ograniczony. W tle pozostaje fakt, że oficjalne kursy publikowane przez Norges Bank są „middle rates” ustalanymi o określonej godzinie, co dodatkowo tłumaczy, dlaczego obraz z poranka i obraz z końca dnia potrafią się różnić bez wystąpienia „nadzwyczajnego” wydarzenia. Korona norweska potrafi być spokojna przez wiele sesji, po czym reagować skokowo, gdy zmienia się percepcja ryzyka lub ceny surowców.
W przypadku euro i pary EUR/PLN kluczowy jest kontekst europejski i oczekiwania wobec Europejskiego Banku Centralnego, bo strefa euro pozostaje dla Polski najważniejszym partnerem handlowym. Końcówka ubiegłego tygodnia w Europie przebiegała pod znakiem rynkowego „dyskontowania” łagodniejszego kosztu pieniądza w USA oraz wyczekiwania na kolejne ruchy EBC. Dla złotówki oznacza to jedno: jeśli euro jest stabilne globalnie, a region nie dostaje negatywnego impulsu, EUR/PLN ma tendencję do handlu w ograniczonym zakresie – i w poniedziałek rano ten schemat jest widoczny w poziomach około 4,22. Na rynku złotego obecnie częściej wygrywa logika „różnic w stopach i nastrojów” niż logika jednego przełomowego czynnika lokalnego.
Z perspektywy odbiorców w Polsce – zarówno firm, jak i gospodarstw domowych – poniedziałkowy obraz jest czytelny: kursy walut startują bez szoku, ale układ sił może się zmieniać szybko wraz z komunikacją banków centralnych i reakcją rynków na dane. Dolar amerykański pozostaje barometrem globalnych stóp i nastrojów, funt brytyjski jest wrażliwy na brytyjską ścieżkę stóp, frank szwajcarski reaguje na stres i bezpieczeństwo, a waluty surowcowe, takie jak dolar kanadyjski oraz korona norweska, przenoszą na PLN wypadkową ropy, handlu i apetytu na ryzyko. W najbliższych dniach kluczowe będzie to, czy globalny rynek utrzyma ostrożny ton z poniedziałkowego otwarcia, czy wróci do podejścia „risk-on”, które wzmacnia waluty regionu.
Warto przy tym podkreślić, że nawet przy stabilnych kursach na ekranie, warunki wymiany w praktyce zależą od marż i spreadów w instytucjach finansowych. Tabele NBP – zarówno średnie, jak i kupna/sprzedaży – pozostają punktem odniesienia dla rozliczeń i księgowań, ale nie zastępują rynkowego kursu Forex w danym momencie. Dla porównań „tu i teraz” najbardziej miarodajne są notowania rynkowe, a dla rozliczeń formalnych – kursy referencyjne publikowane przez NBP.