Złotówka nie pokazuje gwałtownych ruchów, ale w tle narasta napięcie związane z możliwą trzecią w tym roku obniżką stóp procentowych w USA. Obraz globalnego tła monetarnego jest dziś bardzo wyraźny: rynek z ponad 85–90-procentowym prawdopodobieństwem dyskontuje kolejne cięcie stóp Fed o 25 punktów bazowych, z poziomu 3,75–4,00% do przedziału 3,50–3,75%. To byłaby trzecia obniżka w 2025 roku, domykająca cykl łagodzenia rozpoczęty po serii zacieśnień z poprzednich lat. W centrum zainteresowania znajduje się nie tyle sama decyzja, co komunikat i projekcje (tzw. dot-plot) na 2026 rok, a także przekaz Jerome’a Powella w kontekście nasilającej się presji politycznej ze strony prezydenta Donalda Trumpa, który otwarcie zapowiada, że kluczowym kryterium dla nowego szefa Fed będzie gotowość do dalszych cięć.

Na ocenę sytuacji przez FOMC mocno rzutuje rekordowo długi, 43-dniowy shutdown amerykańskiej administracji, który poważnie zaburzył publikację kluczowych danych makroekonomicznych. Oficjalne wskaźniki inflacji, rynku pracy oraz aktywności gospodarczej za jesienne miesiące dopiero są „dogrywane”, część raportów za październik została odwołana, a inne łączone z kolejnymi odczytami. To sprawia, że Fed w grudniu podejmuje decyzję w warunkach większej niż zwykle niepewności danych, a wewnątrz Komitetu narasta spór: część członków naciska na ostrożność, inni – w tym kandydaci do fotela po Powellu – sygnalizują „spory zapas” miejsca do dalszych cięć.

Dla złotówki to otoczenie ma kilka wymiarów. Po pierwsze, słabszy dolar amerykański działa w średnim terminie na korzyść walut rynków wschodzących, w tym PLN, ograniczając ryzyko gwałtownego odpływu kapitału z rynków lokalnych. Po drugie, brak pełnych danych z USA utrudnia globalnym inwestorom szacowanie skali spowolnienia za oceanem, co przekłada się na ostrożne pozycjonowanie na parze USD/PLN i relatywnie wąski przedział wahań. W środę kurs USD/PLN na rynku Forex oscyluje w okolicach 3,62–3,64 zł, a na rynku oficjalnych średnich NBP dolar amerykański jest wyceniany na około 3,63 zł. To poziomy zbliżone do obserwowanych w ostatnich dniach, co potwierdza, że kluczowe ruchy mogą dopiero nadejść po wieczornym komunikacie z Waszyngtonu.

Z perspektywy inwestorów krajowych ważne jest to, że złotówka pozostaje silna przede wszystkim względem euro – kurs EUR/PLN utrzymuje się blisko 4,22–4,23, czyli w dolnych rejonach przedziału obserwowanego w ostatnich tygodniach. Tło fundamentalne wciąż sprzyja polskiej walucie: rynek wycenia umiarkowanie łagodny, ale stabilny kurs polityki pieniężnej RPP, inflacja jest blisko celu, a dane o aktywności przemysłowej i usługowej nie sugerują gwałtownego pogorszenia koniunktury. Jednocześnie wciąż obecne są dyskusje o potencjalnym cięciu stóp w Polsce w kolejnym roku, ale to temat raczej na początek 2026 niż na najbliższe tygodnie.

W tle toczy się także wątek Banku Kanady. Po serii agresywnych obniżek – łącznie o 275 punktów bazowych – dolar kanadyjski wchodzi w obecny tydzień z konsensusem rynkowym, że stopy na poziomie 2,25% pozostaną bez zmian przynajmniej do 2027 roku. To oznacza, że rynek skupi się bardziej na tonie komunikatu niż na samej decyzji. Na parze CAD/PLN przekłada się to na stosunkowo stabilne notowania – obecnie 1 dolar kanadyjski kosztuje na globalnym rynku w okolicach 2,61–2,63 zł, co potwierdzają zarówno serwisy walutowe, jak i bieżące kwotowania kantorów online. Dla polskich eksporterów i importerów powiązanych z Kanadą najważniejsze jest więc to, czy Bank Kanady zasugeruje dłuższą pauzę, czy też pozostawi furtkę do kolejnych ruchów, jeśli globalne ryzyko recesji wzrośnie.

Ciekawy obraz rysuje także korona norweska, która po burzliwym okresie w 2024 i pierwszej połowie 2025 roku ustabilizowała się wobec złotego – obecnie 1 NOK na rynku Forex kosztuje około 0,36 zł. W ostatnich dniach pomaga jej lekko drożejąca ropa i oczekiwania, że Norges Bank pozostanie ostrożny w cięciach, biorąc pod uwagę wciąż relatywnie wysoką inflację bazową. Dla PLN oznacza to ograniczoną przestrzeń do dalszego umocnienia na parze NOK/PLN – różnice w stopach procentowych i perspektywach fiskalnych są mniejsze niż jeszcze rok temu, a inwestorzy zamiast spekulacyjnych ruchów preferują budowanie zdywersyfikowanych koszyków walut skandynawskich.

Nie można pominąć sytuacji na parach z funtem brytyjskim i frankiem szwajcarskim, które tradycyjnie pełnią rolę barometru dla bardziej ostrożnych uczestników rynku. Funt brytyjski jest dziś notowany w pobliżu 4,82–4,85 zł, a frank szwajcarski w okolicach 4,50–4,52 zł, utrzymując umiarkowaną przewagę nad złotówką, ale bez oznak nerwowej ucieczki kapitału z Polski. W przypadku GBP inwestorzy śledzą głównie perspektywy polityki Banku Anglii – rynek coraz wyraźniej zaczyna dopuszczać scenariusz pierwszych cięć stóp w 2026 roku, co może ograniczać potencjał do dalszego umocnienia funta wobec PLN. Frank natomiast reaguje przede wszystkim na nastroje risk-off globalnie i komunikację SNB w sprawie interwencji walutowych; na razie brak sygnałów, by szwajcarski bank centralny miał wrócić do agresywnych zakupów dewiz.

Na tym tle rynek złotego zachowuje się jak typowa waluta „drugiej linii frontu” – nie jest głównym bohaterem globalnych historii, ale korzysta z poprawy nastrojów i stopniowego spadku rynkowej zmienności. PLN od kilku tygodni porusza się w stosunkowo wąskich przedziałach wobec euro i dolara, a większe ruchy pojawiają się głównie na parach z walutami surowcowymi, takimi jak dolar kanadyjski czy korona norweska. Dla wielu inwestorów instytucjonalnych Polska pozostaje rynkiem, w którym można relatywnie bezpiecznie parkować kapitał w lokalnych obligacjach, licząc na dodatnią realną stopę zwrotu, przy umiarkowanym ryzyku kursowym.

Kluczowe pytanie na kolejne dni brzmi: co stanie się z dolarem amerykańskim po dzisiejszym komunikacie Fed? Jeżeli Rezerwa Federalna nie tylko obniży stopy, ale jednocześnie mocno zasugeruje przerwę w cyklu łagodzenia, rynek może odebrać to jako sygnał lekkiego „jastrzębiego zwrotu”, co w krótkim terminie sprzyjałoby umocnieniu USD względem walut rynków wschodzących, w tym PLN. Taki scenariusz mógłby podnieść USD/PLN z okolic 3,63 w stronę 3,70 zł, choć wiele zależeć będzie także od reakcji rynku długu w USA. Analogicznie, bardziej gołębi przekaz – z mocnym zaakcentowaniem gotowości do kolejnych cięć w 2026 roku – zwiększałby szanse na osłabienie dolara i dalsze, choć raczej umiarkowane, wzmocnienie złotego.

Nie mniej istotny jest wątek polityczny w samej Ameryce. Otwarta presja Białego Domu na nominację przyszłego szefa Fed spośród kandydatów jednoznacznie opowiadających się za szybkimi cięciami stóp podnosi pytania o niezależność banku centralnego. Rynki na razie traktują te wypowiedzi jako element gry politycznej, ale im bliżej końca kadencji Powella, tym większe znaczenie będą mieć spekulacje dotyczące składu FOMC po połowie 2026 roku. Dla złotówki to już jednak perspektywa długoterminowa – w krótkim horyzoncie liczy się przede wszystkim to, czy dzisiaj wieczorem Fed potwierdzi drogę do łagodniejszej polityki, bez jednoczesnego dramatyzowania sytuacji gospodarczej USA.

Polski złoty wchodzi w środowe popołudnie jako waluta względnie stabilna, wspierana lokalnymi fundamentami i słabszym dolarem, ale jednocześnie bardzo wrażliwa na każdy niuans w komunikacji Fed i Banku Kanady. W horyzoncie kilku godzin to nie krajowe dane przesądzą o zachowaniu par złotowych, lecz decyzje i słowa płynące z Waszyngtonu i Ottawy. Dla uczestników rynku oznacza to klasyczną sytuację „ciszy przed potencjalnym wiatrem” – zmienność może gwałtownie przyspieszyć już dziś wieczorem, a czwartkowy poranek pokaże, czy złotówka wykorzysta globalny cykl obniżek stóp jako argument do dalszego umocnienia, czy też będzie musiała oddać część dotychczasowych zysków.