Na rynku międzybankowym kursy walut wobec złotówki pozostają w wąskich widełkach. Euro kosztuje blisko 4,24 zł (EUR/PLN ok. 4,24), według bieżących notowań rynkowych, które od kilku dni poruszają się w przedziale 4,23–4,24. Dolar amerykański jest notowany w pobliżu 3,64 zł za 1 USD, co oznacza bardzo niewielkie odchylenie od poziomów obserwowanych w ostatnim tygodniu. Frank szwajcarski porusza się wokół 4,51 zł, a więc nieco powyżej psychologicznej bariery 4,50, ale bez wyraźnej tendencji do wybicia w górę.

Funt brytyjski pozostaje jedną z droższych walut w relacji do złotego: GBP/PLN utrzymuje się dziś w okolicach 4,85, lekko powyżej średnich poziomów z ostatnich tygodni. Z kolei korona norweska, czyli NOK, wyceniana jest na rynku w pobliżu 0,36 zł za 1 NOK, co odzwierciedla dość spokojny obraz notowań surowcowych walut skandynawskich wobec PLN. W tle stabilnie zachowuje się również dolar kanadyjski – najnowsze dane z serwisów walutowych pokazują kurs w rejonie 2,62–2,63 zł za 1 CAD. Przy takiej konfiguracji złotówka utrzymuje wypracowaną w tym roku przewagę nad szeregiem walut gospodarek rozwiniętych i surowcowych.

Jednym z kluczowych elementów tła dla rynku złotego pozostaje grudniowa decyzja Rady Polityki Pieniężnej. Na posiedzeniu w dniach 2–3 grudnia 2025 r. RPP zdecydowała się na kolejne, niewielkie złagodzenie polityki pieniężnej. Z oficjalnego komunikatu wynika, że „Rada postanowiła obniżyć stopę referencyjną NBP o 0,25 pkt proc., do poziomu 4,00 proc.”. Oznacza to, że po serii wcześniejszych cięć oprocentowanie w Polsce wróciło w okolice poziomów sprzed okresu najwyższej inflacji, ale wciąż pozostaje wyższe niż w wielu krajach strefy euro.

Prezes NBP i członkowie Rady sygnalizują, że polityka pieniężna wchodzi teraz w fazę „czekania i obserwacji”. W publicznych wypowiedziach szef banku centralnego podkreślał, że inflacja w Polsce powinna pozostawać w najbliższych latach w pobliżu celu NBP, a dalsze cięcia stóp – jeśli w ogóle – będą miały raczej charakter kosmetyczny. W praktyce oznacza to, że rynek złotego coraz mocniej reaguje na czynniki globalne, a nie na samą ścieżkę krajowych stóp procentowych.

W szerszej perspektywie regionu Europy Środkowo-Wschodniej najnowsze analizy zwracają uwagę, że większość lokalnych walut – w tym PLN – osiągnęła w 2025 roku poziomy uznawane za „mocne” na tle historii. W opublikowanym kilka dni temu badaniu ankietowym analityków podkreślono, że w 2026 r. waluty regionu mogą lekko oddalić się od tegorocznych maksimów, a wśród nich polski złoty jest wskazywany jako waluta, dla której potencjał dalszego umocnienia jest ograniczony. Jednocześnie zwraca się uwagę, że fundamenty polskiej gospodarki – skala rynku, dywersyfikacja eksportu i wciąż relatywnie atrakcyjne stopy procentowe – nadal stanowią poduszkę bezpieczeństwa dla PLN.

Dzisiaj spojrzenie inwestorów na waluty w dużej mierze kształtują także informacje napływające z USA. Rynek oczekuje na świeże dane z tamtejszego rynku pracy, w tym odczyt JOLTS dotyczący liczby wolnych miejsc pracy, który według wielu komentarzy może wpłynąć na krótkoterminowe wahania dolara amerykańskiego. Jeżeli dane z gospodarki USA wskażą na większe spowolnienie, presja na USD może utrzymać się, co zwykle działa wspierająco na waluty rynków wschodzących, w tym na PLN. W przypadku bardziej „jastrzębiej” niespodzianki – silniejszy dolar amerykański może ponownie wypchnąć kurs USD/PLN nieco wyżej, choć na razie rynek zakłada raczej scenariusz stabilizacji.

Patrząc na poszczególne pary, EUR/PLN pozostaje dla polskiej gospodarki kluczową relacją. Kurs w rejonie 4,24 zł za euro jest dziś postrzegany przez wielu eksporterów jako wciąż relatywnie komfortowy – złotówka jest mocniejsza niż w okresach podwyższonej nerwowości, ale nie na tyle silna, by masowo pogarszać opłacalność sprzedaży na rynki strefy euro. Dla importerów obecne kursy walut, szczególnie stabilny eurozłoty, oznaczają bardziej przewidywalne koszty zakupów oraz mniejsze ryzyko nagłego skoku cen dóbr sprowadzanych do Polski.

Na parze USD/PLN widać od kilku dni lekkie wahania wokół poziomu 3,64, ale bez wyraźnego kierunku. Zestawiając bieżący kurs z notowaniami z początku roku, dolar amerykański pozostaje wyraźnie tańszy w przeliczeniu na PLN niż w momentach największej niepewności na rynkach globalnych. To z jednej strony korzystne dla importerów surowców i towarów rozliczanych w USD, z drugiej jednak ogranicza konkurencyjność cenową polskich eksporterów działających na rynkach dolarowych. Inwestorzy podkreślają, że do większego ruchu na tej parze potrzebne byłyby silne impulsy ze strony Rezerwy Federalnej lub istotne zmiany w globalnym apetycie na ryzyko.

Frank szwajcarski – CHF – pozostaje walutą wrażliwą dla części polskich gospodarstw domowych. Kurs w okolicy 4,51 zł oznacza, że raty kredytów frankowych nadal są istotnie wyższe niż w okresie sprzed kilkunastu lat, ale nie tak dotkliwe jak w szczytowych fazach umocnienia CHF. W ostatnich dniach brak jest sygnałów, które mogłyby pchnąć frank w jednym, zdecydowanym kierunku, a decyzje Szwajcarskiego Banku Narodowego o utrzymaniu ostrożnego podejścia do polityki stóp procentowych sprzyjają raczej powolnym, niż gwałtownym zmianom kursu. Dla wielu kredytobiorców stabilizacja CHF/PLN powyżej 4,50 zł to nie powód do radości, ale przynajmniej ograniczenie ryzyka nagłych skoków rat.

Funt brytyjski, czyli GBP, zachowuje się wobec złotego nieco inaczej niż euro czy dolar. Notowania GBP/PLN w rejonie 4,85 zł odzwierciedlają zarówno specyfikę brytyjskiej gospodarki, jak i oczekiwania co do polityki Banku Anglii, który może luzować politykę pieniężną wolniej niż Europejski Bank Centralny. Dla Polaków zarabiających w funtach brytyjskich i przesyłających pieniądze rodzinom w kraju obecny kurs oznacza cały czas korzystny przelicznik na PLN, natomiast dla importerów korzystających z usług i towarów z Wysp podwyższa koszty zakupu.

Na radarze inwestorów znajdują się także mniej popularne z punktu widzenia masowego odbiorcy waluty, takie jak korona norweska czy dolar kanadyjski. Korona norweska (NOK) jest mocno powiązana z rynkiem ropy naftowej i polityką banku centralnego Norwegii, a jednocześnie istotna dla tysięcy Polaków pracujących w tym kraju. Kurs w okolicach 0,36 zł za 1 NOK, przy relatywnie niskiej ostatnio zmienności, sprzyja przewidywalności dochodów po przewalutowaniu na złotówkę. Z perspektywy firm działających w sektorze offshore i transportu morskiego to ułatwienie w zarządzaniu ryzykiem walutowym, bo zabezpieczenia kursowe mogą być tańsze i prostsze do zaplanowania.

Dolar kanadyjski, CAD, jest z kolei walutą typowo „surowcową”, silnie powiązaną z sytuacją na rynku ropy i gazu oraz z decyzjami Banku Kanady. Obecny kurs CAD/PLN w rejonie 2,63 zł zachęca część inwestorów indywidualnych do traktowania dolara kanadyjskiego jako elementu dywersyfikacji portfela walutowego obok klasycznych pozycji w USD czy EUR. Dla osób mieszkających lub pracujących w Kanadzie stabilny kurs wobec PLN oznacza także większą przewidywalność dochodów po ich transferze do Polski.

Warto zwrócić uwagę, że rynek złotego jest obecnie wypadkową kilku nakładających się trendów: stabilizującej się inflacji w Polsce, umiarkowanie łagodnej polityki NBP oraz globalnej narracji o stopniowym osłabianiu dolara amerykańskiego. Analitycy podkreślają, że przy stopie referencyjnej na poziomie 4,00 proc. i inflacji mieszczącej się w pobliżu celu NBP realne oprocentowanie aktywów w PLN jest atrakcyjne na tle części innych rynków wschodzących. To jeden z powodów, dla których złotówka w 2025 roku utrzymywała korzystną pozycję w regionie, a napływy kapitału portfelowego do polskich obligacji i akcji były zauważalne.

Z punktu widzenia przeciętnego gospodarstwa domowego i małych firm sytuacja na rynku walutowym oznacza mieszankę szans i ryzyk. Mocniejszy PLN ogranicza koszty wakacji za granicą oraz zakupy w zagranicznych sklepach internetowych, szczególnie rozliczanych w euro i dolarach. Jednocześnie osoby spłacające zobowiązania w CHF czy GBP pozostają wrażliwe na każdy nagły ruch tych walut. Dla przedsiębiorstw decyzje dotyczące zabezpieczania przychodów i kosztów w walutach obcych stają się dziś bardziej strategiczne niż taktyczne – chodzi mniej o łapanie „idealnego kursu”, a bardziej o budowanie stabilności marży.

Dalsze losy złotówki w najbliższych tygodniach będą zależały w dużej mierze od napływających danych makroekonomicznych oraz komunikatów z głównych banków centralnych świata. Jeżeli scenariusz „miękkiego lądowania” gospodarki globalnej i stopniowego łagodzenia polityki pieniężnej w USA i strefie euro się utrzyma, polski złoty ma szansę pozostać jedną z ciekawszych walut rynków wschodzących, choć rynek coraz wyraźniej zakłada, że największe umocnienie PLN jest już za nami.

Na dziś obraz jest jednak klarowny: przy kursach w okolicach 4,24 za euro, 3,64 za dolara amerykańskiego, 4,51 za franka szwajcarskiego, 4,85 za funt brytyjski oraz około 0,36 za koronę norweską i 2,63 za dolara kanadyjskiego rynek złotego pozostaje spokojny, a złotówka – mimo pojedynczych wahań – wciąż jest notowana jako waluta silna na tle ostatnich lat.