W godzinach porannych na rynku międzybankowym PLN jest notowany wobec głównych walut na poziomach zbliżonych do piątkowego zamknięcia. Dolar amerykański (USD/PLN) kosztuje około 3,63 zł, według rynkowych kursów średnich publikowanych dziś rano. Euro utrzymuje się w pobliżu 4,23 zł za 1 EUR, co potwierdzają zarówno dane serwisów walutowych, jak i referencyjne notowania europejskiego banku centralnego, wskazujące na stabilizację w wąskim paśmie 4,22–4,24 zł w ostatnich dniach.
Frank szwajcarski (CHF/PLN) kosztuje dziś około 4,51–4,52 zł, co oznacza lekki spadek zmienności po wcześniejszych wahaniach na początku miesiąca. Funt brytyjski (GBP/PLN) jest wyceniany w okolicach 4,84 zł, pozostając w pobliżu lokalnych maksimów z ostatniego tygodnia. Korona norweska, czyli NOK, wyceniana jest na rynku w okolicach 0,359 zł za 1 NOK, od kilku sesji pozostając praktycznie płaska wobec złotego. W tle widać także stabilne notowania mniej popularnych par – według dzisiejszej tabeli NBP dolara kanadyjskiego (CAD) wycenia się w przedziale mniej więcej 2,59–2,64 zł, co przekłada się na kurs rynkowy w okolicach 2,62 zł.
Dla krajowych uczestników rynku to oznacza, że kursy walut pozostają obecnie bardziej funkcją czynników globalnych niż nagłych zwrotów w polityce pieniężnej w Polsce. Po ubiegłotygodniowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej tempo zmian stóp procentowych wydaje się na razie umiarkowane, a inwestorzy koncentrują się na tym, jak NBP będzie reagował na dane o inflacji w kolejnych miesiącach.
Na posiedzeniu w dniach 2–3 grudnia RPP zdecydowała się na kolejne, niewielkie cięcie. Jak wynika z opublikowanego komunikatu, Rada obniżyła główną stopę referencyjną NBP o 0,25 pkt proc., do poziomu 4,00 proc., najniższego od marca 2022 roku. Decyzja była szeroko oczekiwana przez rynek; analitycy podkreślali, że większe znaczenie mogą mieć teraz słowa prezesa banku centralnego i sygnały co do ścieżki stóp w 2026 roku, niż sam grudniowy ruch.
W komentarzach bankowych powtarza się teza, że rynek złotego w dużej mierze „wycenił” grudniowe cięcie jeszcze przed posiedzeniem. Ekonomiści jednego z dużych krajowych banków komercyjnych zwracali uwagę, że dalsze wzmocnienie PLN wobec euro czy dolara wymagałoby albo bardziej jastrzębiego tonu ze strony NBP, albo wyraźnego zwrotu w globalnym sentymencie do walut rynków wschodzących. Z kolei analitycy zagranicznych instytucji, m.in. ING, podkreślają, że w najbliższym czasie wiele zależeć będzie od tego, czy proces dezinflacji w Polsce nie wyhamuje zbyt szybko – w przeciwnym razie przestrzeń do dalszych obniżek może się zawęzić.
To właśnie połączenie ostrożnej, ale już łagodniejszej polityki NBP z łagodnie słabnącym dolarem amerykańskim sprzyja obecnie umiarkowanej sile złotówki. W ostatnich dniach indeks dolara na świecie pozostaje pod presją oczekiwań na pierwsze w przyszłym roku obniżki stóp w USA, podczas gdy inwestorzy przyjmują do wiadomości poprawiające się odczyty inflacji w strefie euro. W efekcie dolar amerykański traci część wcześniejszej premii, co wprost pomaga walutom takim jak PLN, czeska korona czy węgierski forint.
Na tle regionu polski złoty utrzymuje się w ścisłej czołówce najsilniejszych walut rynków wschodzących Europy. Jak wynika z ostatnich depesz agencji informacyjnych, jeszcze przed grudniową decyzją RPP złotówka była wskazywana jako lider umocnienia w Europie Środkowo-Wschodniej, gdy EUR/PLN zszedł w okolice 4,23, a inwestorzy testowali determinację banku centralnego w dalszym luzowaniu polityki. Od tamtej pory zmienność pozostała ograniczona – rynek najwyraźniej uznał, że obecne poziomy równoważą atrakcyjność polskich aktywów z ryzykiem dalszych cięć stóp.
Z perspektywy gospodarstw domowych i firm najważniejsze pozostaje pytanie, jak zmiany na rynku walutowym przełożą się na codzienne decyzje. Dla kredytobiorców zadłużonych w CHF czy we funtach brytyjskich obecny poziom kursu oznacza wciąż odczuwalnie wyższe raty niż przed kilku laty, ale niższe niż w szczycie napięć po pandemii. Stabilizacja notowań CHF/PLN w okolicach 4,5 zł ogranicza ryzyko gwałtownych skoków rat, choć przy perspektywie dalszych cięć stóp w Polsce przewaga oprocentowania złotowych kredytów nad frankowymi nadal się zmienia.
W handlu zagranicznym kluczowe pozostają pary EUR/PLN i USD/PLN. Eksporterzy rozliczający się w euro korzystają z faktu, że polski złoty – choć mocniejszy niż jeszcze rok czy dwa lata temu – nie umocnił się dramatycznie poniżej 4,20 zł za euro. Dla wielu firm poziomy w okolicach 4,20–4,30 zł za euro wciąż są uznawane za „komfortowe” z punktu widzenia marż. Importerzy z kolei zyskują na relatywnie tanim dolarze amerykańskim, co obniża koszt zakupów surowców czy komponentów wycenianych w USD i częściowo łagodzi presję kosztową w przemyśle.
Na osobną uwagę zasługuje sytuacja na parze GBP/PLN. Funt brytyjski pozostaje wrażliwy na dane z brytyjskiej gospodarki i perspektywy stóp Banku Anglii, ale w ostatnich tygodniach rynki zdają się zakładać, że cykl łagodzenia będzie tam bardziej ostrożny niż w strefie euro. Skutkiem jest utrzymywanie się kursu w rejonie 4,8–4,85 zł za 1 GBP – poziomie istotnym zarówno dla polskich konsumentów robiących zakupy w brytyjskich sklepach internetowych, jak i dla firm transportowych czy usługowych powiązanych z rynkiem brytyjskim. Dla osób zarabiających w funtach i wymieniających środki na PLN obecny kurs funta brytyjskiego oznacza nadal korzystny przelicznik.
Podobnie ciekawie wygląda układ sił na parze NOK/PLN. Korona norweska tradycyjnie reaguje na wahania cen ropy naftowej i decyzje tamtejszego banku centralnego, ale od kilku tygodni notowania NOK wobec złotówki poruszają się niemal jak po sznurku, w okolicach 0,36 zł. To dobra wiadomość m.in. dla firm powiązanych z sektorem offshore czy transportem morskim, które rozliczają część kontraktów w NOK – ryzyko kursowe jest obecnie stosunkowo łatwe do zabezpieczenia.
Dolar kanadyjski jest z kolei ciekawym barometrem dla inwestorów szukających dywersyfikacji poza klasycznym duetem dolar–euro. Zależność CAD od cen surowców energetycznych oraz polityki Banku Kanady sprawia, że wahania pary CAD/PLN bywają inne niż na USD/PLN. Z danych NBP wynika, że obecnie dolar kanadyjski jest notowany w przedziale około 2,60–2,65 zł, co przy stabilnej złotówce czyni tę walutę raczej niszowym, ale coraz częściej obserwowanym instrumentem w portfelach bardziej doświadczonych inwestorów indywidualnych.
Z ekonomicznego punktu widzenia obecny układ sił na rynku Forex odzwierciedla kilka kluczowych zjawisk. Po pierwsze, spadająca inflacja w Polsce przy wciąż dodatnich realnych stopach procentowych utrzymuje atrakcyjność złotego na tle wielu innych walut rynków wschodzących. Po drugie, ryzyko polityczne w regionie – choć wciąż obecne – w ostatnich miesiącach nie generuje tak gwałtownych skoków awersji do ryzyka, jak jeszcze kilka lat temu. Po trzecie, globalni inwestorzy wciąż pamiętają, że gospodarka Polski, mimo spowolnienia, pozostaje jedną z największych i najbardziej zdywersyfikowanych w regionie.
W centrum tych procesów pozostaje zwykła złotówka w portfelach obywateli. Dla części oszczędzających mocniejszy PLN oznacza mniejszą atrakcyjność ulokowania środków w walutach, jeśli różnica oprocentowania rachunków czy lokat nie rekompensuje ryzyka kursowego. Dla innych – zwłaszcza planujących wyjazdy zagraniczne – obecne kursy walut są impulsem, by wcześniej zarezerwować wakacje i zawczasu kupić euro, dolary czy franki. Widać to m.in. w rosnącej aktywności klientów na rachunkach wielowalutowych w bankach i w kantorach internetowych, gdzie spread na parach typu EUR/PLN czy USD/PLN bywa zauważalnie niższy niż w tradycyjnych oddziałach.
Patrząc w przód, kluczowe dla rynku złotego będą kolejne miesiące. Z jednej strony NBP sygnalizuje, że dalsze obniżki stóp procentowych są możliwe, ale uzależnione od ścieżki inflacji i kondycji gospodarki. Z drugiej strony, jeśli globalny dolar amerykański odzyska część siły – na przykład po kolejnej serii „jastrzębich” komunikatów z Fed – polski złoty może ponownie znaleźć się pod presją, szczególnie na parach USD/PLN i CHF/PLN.
Na dziś jednak obraz jest względnie spokojny. Polski złoty, przy kursach w okolicach 4,23 za euro, 3,63 za dolara amerykańskiego i 4,51 za franka szwajcarskiego, pozostaje walutą stabilną, ale wciąż wrażliwą na globalne przepływy kapitału. Dla wielu uczestników rynku to wręcz komfortowa sytuacja: zmienność jest na tyle umiarkowana, że pozwala planować budżety i strategie zabezpieczeń, a jednocześnie na tyle duża, by na rynku Forex nie zabrakło okazji do handlu.
Na tym tle rynek złotego wchodzi w końcówkę roku z delikatną przewagą – inwestorzy traktują PLN jako jedną z ciekawszych walut regionu, o ile krajowa polityka i dane makroekonomiczne nie dostarczą nagłych negatywnych niespodzianek.