Około południa czasu polskiego główne kursy walut wobec złotówki pozostają stosunkowo spokojne. Euro kosztuje na rynku międzybankowym w przybliżeniu 4,23 zł, co potwierdzają zarówno serwisy z bieżącymi notowaniami, jak i ostatnie odniesienia Europejskiego Banku Centralnego. Dolar amerykański (USD) jest notowany w rejonie 3,63–3,64 zł, z lekką różnicą pomiędzy rynkiem międzybankowym a ofertami bankowych kantorów internetowych. Frank szwajcarski, CHF, pozostaje w okolicach 4,52 zł, a za funt brytyjski, GBP, inwestorzy płacą około 4,84 zł. W tle widać także stabilizację walut surowcowych: dolar kanadyjski kosztuje w okolicach 2,60 zł, a jedna korona norweska (NOK) około 0,36 zł.
Na szerokim rynku kluczowy pozostaje układ sił między euro a dolarem. Po serii mocnych sesji, wspartych słabszymi danymi z rynku pracy w USA oraz rosnącą wyceną przyszłych obniżek stóp Fed, para EUR/USD krąży dziś w pobliżu 1,17, a euro utrzymuje pięciotygodniowe maksima wobec dolara. Inwestorzy wyraźnie zakładają scenariusz, w którym główna faza zacieśniania polityki pieniężnej w Stanach jest już za nami, a kolejne kwartały przyniosą stopniowe łagodzenie. W efekcie dolar amerykański jest pod presją na szerokim rynku, a waluty o wyższym ryzyku – w tym PLN – korzystają z przesunięcia kapitału w stronę aktywów bardziej ryzykownych.
Dla złotówki kluczowe jest zachowanie pary EUR/PLN. Od kilku tygodni kurs oscyluje w wąskim przedziale wokół 4,22–4,24 zł, co pokazują zarówno dzienne referencje EBC, jak i notowania rynkowe z ostatnich sesji. Tak stabilny obraz sugeruje, że rynek złotego pozostaje zakotwiczony przede wszystkim w europejskim kontekście, a nie w krótkoterminowych wahaniach dolara. Gdy EUR/PLN pozostaje blisko tego zakresu, zmiany na USD/PLN są w dużej mierze pochodną ruchów na parze EUR/USD – co oznacza, że to kondycja amerykańskiej waluty i oczekiwania wobec Fed decydują, czy złotówka zyskuje, czy traci wobec dolara.
Polska gospodarka wchodzi w końcówkę roku z relatywnie znośnym zestawem wyzwań: inflacja została wyraźnie wyhamowana względem szczytów sprzed dwóch lat, a dynamika wzrostu – choć niższa niż w najlepszych latach – nie wskazuje na głęboką recesję. W takim otoczeniu złotówka dla inwestorów portfelowych pozostaje klasyczną walutą „carry” w Europie Środkowej – rentowności krajowych obligacji wciąż są wyższe niż w strefie euro, a ryzyka polityczne nie dominują już narracji tak silnie, jak w przeszłości. Nie oznacza to pełnej immunizacji na globalne szoki, ale sprawia, że PLN często zachowuje się lepiej niż inne waluty rynków wschodzących, gdy nastroje są neutralne lub umiarkowanie pozytywne.
Odrębną historią jest CHF. Frank szwajcarski pozostaje jedną z głównych „bezpiecznych przystani” na świecie, a decyzje tamtejszego banku centralnego są wnikliwie analizowane przez inwestorów posiadających ekspozycję na Europę. Ostatnie miesiące przyniosły umiarkowane osłabienie CHF wobec PLN, co odzwierciedla nie tylko łagodniejsze postrzeganie ryzyka w regionie, ale też stopniowe dostosowanie wycen po wcześniejszym rajdzie franka. Dla polskich kredytobiorców i firm zadłużonych we franku szwajcarskim oznacza to nieco lżejszy oddech, ale jednocześnie przypomnienie, że każda kolejna fala globalnej awersji do ryzyka może szybko podbić kurs CHF/PLN.
Inaczej wygląda sytuacja na parze z funtem. Funt brytyjski reaguje w ostatnich dniach na mieszankę rozczarowujących prognoz wzrostu w Wielkiej Brytanii oraz rosnące oczekiwania na obniżki stóp Banku Anglii w 2026 roku. Skutkiem jest funt, który na szerokim rynku nie jest już tak zdecydowanym „liderem” jak w fazie postpandemicznego odbicia. W relacji do PLN widać to w kursie GBP/PLN w okolicach 4,82–4,85 zł – poziomach odbiegających zarówno od tegorocznych szczytów, jak i minimów, ale sygnalizujących, że polska waluta nie ustępuje funtowi pola tak łatwo jak kilka lat temu.
Ciekawie prezentuje się także segment walut surowcowych, w tym dolar kanadyjski oraz korona norweska. CAD pozostaje pod wpływem zarówno oczekiwań wobec Banku Kanady, jak i sytuacji na rynku ropy naftowej. Bieżące notowania CAD/PLN w okolicach 2,60 zł wskazują, że inwestorzy nie widzą tu ani skrajnej słabości Kanady, ani wyjątkowej siły Polski – raczej dostosowanie do globalnego przesunięcia kapitału w stronę mniej ryzykownych aktywów po okresach mocniejszych wahań surowców. Korona norweska, NOK, pozostaje z kolei walutą silnie skorelowaną z cenami energii, ale w relacji do złotego jej notowania w okolicach 0,36 zł za 1 NOK pokazują, że PLN trzyma się bardzo solidnie również wobec walut rynku ropy.
Na horyzoncie wciąż wisi pytanie, jak zachowa się dolar amerykański w końcówce roku. Dane o inflacji w USA, raporty z rynku pracy oraz komunikaty członków Fed podtrzymują narrację o możliwym rozpoczęciu cyklu obniżek w 2026 roku, ale skala tych ruchów i tempo ich wprowadzania pozostają niepewne. Część analiz wskazuje, że grudzień historycznie bywa miesiącem umiarkowanej słabości USD, co w tym roku dodatkowo wzmacnia fakt, że euro wyraźnie wyszło z wcześniejszej fazy spadków i utrzymuje się przy lokalnych maksimach. Dla PLN oznacza to, że scenariusz dalszego, gwałtownego umocnienia dolara – przynajmniej na razie – zszedł na dalszy plan, a szanse i zagrożenia dla złotówki są bardziej równoważone niż jeszcze kilka kwartałów temu.
Nie można jednak zapominać, że kursy walut pozostają silnie uzależnione od oczekiwań wobec stóp procentowych oraz nagłych zmian nastrojów na rynkach globalnych. Każdy mocniejszy odczyt inflacji w USA, słabsze dane z Europy czy nowe napięcia geopolityczne mogą w krótkim czasie wywołać powrót kapitału do „bezpiecznych przystani” i wygenerować presję na waluty rynków wschodzących, w tym na rynek złotego. Z drugiej strony bardziej wyraźne oznaki spowolnienia w Stanach Zjednoczonych, przy jednocześnie stabilnej sytuacji w strefie euro, mogłyby umocnić euro i jednocześnie sprzyjać dalszej aprecjacji złotówki wobec dolara.
Na dziś bilans wygląda jednak dość klarownie: złotówka nie wygląda jak waluta obarczona wysoką premią za ryzyko, lecz raczej jak względnie stabilny komponent portfela w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. PLN korzysta z dobrej kombinacji fundamentów wewnętrznych, pozycji fiskalnej państwa oraz poprawy sentymentu do rynków wschodzących, a jednocześnie nie jest wolny od globalnych zawirowań. Dla importerów i eksporterów obecne poziomy EUR/PLN, USD/PLN czy GBP/PLN dają przestrzeń do spokojniejszego planowania niż w okresach skrajnej zmienności, ale historia ostatnich lat przypomina, że stabilizacja na rynku walutowym bywa zjawiskiem przejściowym.