Na rynku Forex bieżące notowania potwierdzają, jak bardzo BGN jest „przyklejony” do wspólnej waluty. Kurs EUR/BGN pozostaje blisko ustalonego parytetu, a w praktyce oznacza to, że 1 BGN kosztuje obecnie około 2,18–2,20 PLN w zależności od platformy i bieżącego kursu EUR/PLN. Widać tu typowy dla końcówki roku, umiarkowany rozrzut kwotowań, ale nie widać żadnej paniki ani prób spekulacyjnych ataków. Uczestnicy rynku dobrze wiedzą, że na kilka tygodni przed formalną zamianą lewa na euro ryzyko kursowe jest ograniczone do minimum.
Z polskiego punktu widzenia kluczowym punktem odniesienia pozostaje fixing Narodowego Banku Polskiego. W ostatnich tabelach kursów średnich NBP kurs BGN/PLN i tak odzwierciedla przede wszystkim relację złotego do euro: NBP wycenia 1 lewa bułgarskiego zbliżone do 2,18 PLN, co praktycznie pokrywa się z poziomami z rynku międzybankowego. Dla firm rozliczających się w BGN ma to proste znaczenie – ryzyko kursowe względem złotego jest dziś w praktyce tym samym ryzykiem, które dotyczy pary EUR/PLN. Lew nie żyje już „własnym życiem”, ale od dawna funkcjonuje jako pochodna euro.
Bułgaria budowała taki model przez lata. Po kryzysie lat 90. wprowadzono system izby walutowej, który nakazał pełne pokrycie bazy monetarnej rezerwami dewizowymi i twardą kotwicę kursową wobec marki niemieckiej, a później euro. W praktyce lew bułgarski od dawna jest euro z innym nadrukiem – polityka monetarna jest importowana z Frankfurtu, a Bułgaria dobrowolnie zrezygnowała z samodzielnego sterowania stopami procentowymi. Dzięki temu kraj cieszył się względną stabilnością cen i kursu, ale zapłacił za to utratą jednego z klasycznych narzędzi reagowania na szoki gospodarcze.
Przyjęcie euro od 1 stycznia 2026 roku jest więc logicznym zwieńczeniem tego modelu. Z punktu widzenia instytucji unijnych kluczowe było spełnienie kryteriów z Maastricht – inflacyjnego, fiskalnego, zadłużeniowego i kursowego. W ostatnich latach Sofia prowadziła dość konsekwentną politykę zaciskania fiskalnego pasa oraz trzymania się ram ERM II, choć wewnętrznie kosztowało to sporo sporów politycznych. Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny w kolejnych raportach podkreślały, że Bułgaria jest „blisko” dojrzała do przyjęcia euro, a ostatnie pozytywne opinie otworzyły drogę do ostatecznej decyzji.
W bułgarskiej debacie publicznej spór dotyczył nie tyle samego kierunku, ile tempa i sposobu wprowadzenia wspólnej waluty. Zwolennicy euro argumentują, że wejście do strefy euro obniży koszty finansowania długu, przyciągnie więcej inwestycji zagranicznych i na stałe włączy Bułgarię do „twardego rdzenia” UE. Przeciwnicy zwracają uwagę na obawy związane z potencjalnym wzrostem cen oraz utratą „symbolicznej” suwerenności monetarnej. Ostatecznie przeważyła narracja pragmatyczna: skoro lew i tak jest sztywno związany z euro i od lat nie ma własnej polityki pieniężnej, lepiej w pełni korzystać z przywilejów członkostwa w unii walutowej.
Dla przeciętnego mieszkańca Sofii czy Warny kluczowe są konkrety. Wynagrodzenia, emerytury, depozyty i kredyty zostaną automatycznie przeliczone na euro według niezmiennego kursu przeliczeniowego, który zostanie zapisany w prawie. Przez pewien okres po 1 stycznia obowiązywać będzie podwójne wyświetlanie cen – w lewach i euro – tak, aby ograniczyć ryzyko „zaokrąglania w górę” i ułatwić konsumentom orientację. Gotówka w lewach będzie mogła być przez określony czas wymieniana w bankach komercyjnych i banku centralnym bez opłat, potem zostanie już tylko wymiana w banku centralnym. Bułgarski bank centralny oraz rząd zapowiadają kontrole i sankcje wobec firm, które próbowałyby wykorzystać zmianę waluty do ukrytego podnoszenia cen.
W perspektywie kilku miesięcy najważniejszym testem będzie zachowanie inflacji. Kraje, które wcześniej wchodziły do strefy euro, pokazały, że krótkoterminowy „efekt cenowy” da się ograniczyć, jeśli proces jest dobrze przygotowany, ale nie da się uniknąć subiektywnego wrażenia części społeczeństwa, że „wszystko podrożało”. Doświadczenia Słowacji, państw bałtyckich czy ostatnio Chorwacji pokazały, że realny wpływ wprowadzenia euro na inflację zazwyczaj jest umiarkowany, a główne ryzyka leżą nie w samej zmianie waluty, lecz w globalnym otoczeniu cenowym i polityce fiskalnej. Bułgaria wchodzi do strefy euro w czasie, gdy Europa wciąż zmaga się z dziedzictwem wysokiej inflacji po pandemiczno-energetycznym szoku, co może utrudniać komunikację z obywatelami.
Dla Polski i polskich podmiotów kontaktujących się z Bułgarią – od turystów po przedsiębiorców – zmiana jest w dużej mierze pozytywna. Polacy wyjeżdżający nad Morze Czarne nie będą już musieli zastanawiać się nad kursem BGN/PLN ani szukać kantorów z lewem – zamiast waluty narodowej Bułgarii w portfelach pojawi się euro, co ułatwi porównywanie cen z innymi kierunkami wakacyjnymi i zredukuje koszty wymiany. Z kolei firmy handlujące z bułgarskimi kontrahentami zyskają prostsze rozliczenia – szczególnie tam, gdzie do tej pory faktury były wystawiane w BGN, a ryzyko kursowe trzeba było osobno zabezpieczać na rynku.
Z perspektywy regionu wejście Bułgarii do strefy euro oznacza kolejne zmniejszenie obszaru, w którym funkcjonują odrębne waluty narodowe. Pozostaną jeszcze m.in. polski złoty, rumuński lej, węgierski forint czy serbski dinar. Polski złoty pozostanie jedną z niewielu dużych walut regionu spoza strefy euro, co z jednej strony daje Polsce więcej autonomii w prowadzeniu polityki pieniężnej, z drugiej – sprawia, że to właśnie PLN będzie w większym stopniu wystawiony na globalne wahania kapitału niż w przyszłości BGN. Dla inwestorów portfelowych oznacza to, że z czasem bułgarskie aktywa będą coraz częściej klasyfikowane razem z innymi peryferyjnymi krajami strefy euro, a nie z rynkami wschodzącymi.
Rynek finansowy przygląda się też operacyjnej stronie całej operacji. Banki, domy maklerskie, systemy płatności i giełda papierów wartościowych w Sofii muszą bezbłędnie przejść na nową jednostkę rozliczeniową. Kontrakty terminowe, obligacje emitowane w BGN, leasingi czy długoterminowe umowy komercyjne – wszystko to wymaga aktualizacji, ale przy zachowaniu ekonomicznej neutralności dla stron. Im bardziej „nudne” będą pierwsze dni stycznia w systemach finansowych, tym większym sukcesem skończy się wymiana lewa bułgarskiego na euro. Ewentualne potknięcia techniczne mogłyby bowiem na chwilę zachwiać zaufaniem do instytucji, choć nie zmieniłyby fundamentalnego faktu, że BGN i tak był już od dawna przyspawany do euro.
W tym kontekście aktualne notowania z rynku pokazują, że nie ma mowy o żadnym „uciekaniu” od lewa. Spread między kursem BGN/PLN wynikającym z parytetu do euro a kursami z platform handlowych jest wąski, co świadczy o tym, że inwestorzy nie widzą tu pola do spekulacji. Dla porównania – w sytuacjach, w których rynek wątpił w utrzymanie sztywnego kursu w innych krajach, różnice między kursem oficjalnym a rynkowym potrafiły być znaczne. Tymczasem w przypadku Bułgarii rynek z wyprzedzeniem uznał przyjęcie euro za przesądzone wydarzenie o niskim ryzyku, a nie ruch, który mógłby doprowadzić do kryzysu walutowego.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie pytania mają już gotowe odpowiedzi. Dyskusja w Bułgarii coraz częściej dotyczy nie tego, „czy” euro, ale „jak” wykorzystać członkostwo w strefie do przyspieszenia rozwoju. Chodzi o konkurencyjność eksportu, produktywność, reformy strukturalne, zdolność do przyciągania nowoczesnych inwestycji. Strefa euro nie rozwiązuje tych wyzwań sama z siebie – daje tylko stabilne monetarne tło. Lew bułgarski znika z obiegu, ale prawdziwy test dla bułgarskiej gospodarki dopiero się zaczyna – będzie nim umiejętność wykorzystania euro jako narzędzia, a nie celu samego w sobie.
Patrząc z dzisiejszej perspektywy początku grudnia, można więc powiedzieć, że historia BGN jako codziennej waluty dobiega końca w atmosferze spokoju, a nie kryzysu. Kurs jest stabilny, przygotowania techniczne trwają, a komunikacja rządu i banku centralnego koncentruje się na praktycznych aspektach wymiany. Lew bułgarski (BGN) tylko do końca roku – Bułgaria wprowadza euro – to hasło, które dobrze oddaje symboliczny wymiar zmiany, ale z rynkowego punktu widzenia jest raczej opisem procesu, który trwa od lat i właśnie wchodzi w finałową fazę. Dla Polaków oznacza to prostsze podróże, łatwiejsze rozliczenia i kolejny krok regionu w stronę pełniejszej integracji walutowej z centrum Unii Europejskiej, przy jednoczesnym zachowaniu przez złotówkę statusu ważnej, niezależnej waluty naszego rynku.