Silna złotówka na starcie grudnia: słaby dolar amerykański, niska inflacja i nerwowe rynki wokół Fed
Komentarz walutowy Oanda TMS Brokers
Polski złoty wchodzi w nowy miesiąc w bardzo dobrej formie, pozostając jedną z najsilniejszych walut rynków wschodzących w regionie. Początek tygodnia przyniósł dalsze umocnienie PLN na tle koszyka głównych walut, mimo że dane o inflacji z Polski teoretycznie zwiększają szanse na obniżkę stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej już na najbliższym posiedzeniu. Rynek jednak wycenia taki ruch dość ostrożnie, a inwestorzy koncentrują się przede wszystkim na kombinacji dwóch czynników: solidnych fundamentów krajowej gospodarki oraz utrzymującej się słabości dolara amerykańskiego w skali globalnej.
Silna pozycja PLN nie jest zaskoczeniem, jeśli spojrzeć na dane z krajowej gospodarki. GUS pokazał wstępny odczyt inflacji CPI za listopad na poziomie 2,4 proc. rok do roku – wyraźnie poniżej średnich z ostatnich lat i bardzo blisko celu inflacyjnego NBP. Tak niska inflacja przy wciąż solidnym wzroście gospodarczym to rzadkie połączenie, które czyni polski złoty szczególnie atrakcyjnym dla zagranicznych inwestorów. Oficjalne dane PKB za trzeci kwartał – z dużym prawdopodobieństwem potwierdzające tempo wzrostu gospodarki w okolicach 3,7 proc. r/r – wpisują się w obraz Polski jako jednego z najszybciej rosnących krajów UE, bez oznak makroekonomicznego przegrzania.
Dodatkowym argumentem za mocnym PLN okazał się poniedziałkowy odczyt indeksu PMI dla przemysłu. Wskaźnik wzrósł do 49,1 pkt, wyraźnie powyżej oczekiwań, zbliżając się do granicy oddzielającej recesję od ekspansji. To wciąż poziom lekko recesyjny, ale kierunek zmian – z dołu w stronę 50 pkt – jest dla inwestorów ważniejszy niż sam fakt, czy linia została już przekroczona. W połączeniu z poprawą nastrojów w usługach i stabilnym rynkiem pracy rodzi to przekonanie, że rynek złotego ma za sobą najbardziej nerwowy okres, a gospodarka weszła w fazę bardziej zrównoważonego, szerokiego ożywienia.
W takim otoczeniu naturalnie wraca pytanie o dalsze ruchy Rady Polityki Pieniężnej. Środowe posiedzenie – już 3 grudnia – budzi duże emocje, ale według szacunków rynku prawdopodobieństwo cięcia stóp jest wciąż ograniczone, w okolicach 30 proc. Niższa inflacja podnosi ryzyko symbolicznej obniżki, ale jednocześnie RPP zdaje sobie sprawę, że agresywne luzowanie mogłoby podkopać zaufanie do złotówki i odwrócić część ostatniego umocnienia. To dlatego kontrakty na stopy i wyceny na rynku obligacji wskazują raczej na scenariusz jednorazowego, niewielkiego ruchu w dół – jeśli w ogóle – niż na początek nowego cyklu cięć.
Swoją rolę odgrywa także otoczenie zewnętrzne. Dolar amerykański pozostaje pod presją po serii danych z gospodarki USA, które potwierdzają miękkie hamowanie – bez dramatycznego załamania, ale też bez argumentów za utrzymaniem bardzo restrykcyjnej polityki monetarnej. Rynek niemal jednomyślnie zakłada grudniową obniżkę stóp Fed o 25 punktów bazowych, a w wycenach pojawiają się już pierwsze scenariusze kolejnych cięć w 2026 roku. W efekcie globalny popyt na USD słabnie, a waluty rynków wschodzących z dodatnimi realnymi stopami – takie jak PLN – zyskują na atrakcyjności.
Nie można pominąć sytuacji w strefie euro, która pośrednio również wspiera złotówkę. Europejski Bank Centralny po serii wcześniejszych ruchów wszedł w fazę wstrzymania, sygnalizując, że kolejne decyzje będą uzależnione od ścieżki inflacji i kondycji gospodarki. Mimo ostrzeżeń EBC o ryzykach dla stabilności finansowej – wysokie wyceny aktywów, zadłużenie publiczne, płynność funduszy – inwestorzy wciąż traktują euro jako stosunkowo bezpieczną walutę „rdzenia”, co stabilizuje relacje EUR/PLN w dobrze znanym przedziale 4,20–4,30. Dopóki relacja euro do dolara pozostaje stabilna, a EBC nie zaskakuje rynków, złotówka ma komfort umacniania się bez gwałtownych szoków z zewnątrz.
W tle cały czas obecny jest wątek geopolityczny. Miniony weekend przyniósł kolejną rundę rozmów pomiędzy USA a Ukrainą w sprawie tzw. programu pokojowego, jednak rynki coraz trzeźwiej oceniają szanse na szybkie porozumienie z Rosją. Początkowa euforia, wyceniająca możliwość szybkiej deeskalacji, została już w dużej mierze zdjęta z notowań, także w przypadku PLN. Premia za potencjalny pokój w kursie polskiego złotego w praktyce zanikła, a inwestorzy przyjmują obecnie bardziej ostrożne założenie: konflikt może trwać długo, ale ryzyko scenariuszy skrajnych jest ograniczane przez wsparcie Zachodu dla Kijowa. To podejście stabilizuje wyceny, nawet jeśli nie daje impulsu do spektakularnego umocnienia złotówki.
Na poziomie poszczególnych par walutowych widać różnice w zachowaniu. W relacji do euro złotówka porusza się bliżej dolnej części przedziału konsolidacji, co jest korzystne dla importerów i mniej wygodne dla eksporterów, ale wciąż mieści się w granicach, które większość firm uznaje za „do ogarnięcia” w budżetach. Wobec dolara amerykańskiego sytuacja jest bardziej dynamiczna – ruchy USD/PLN są większe niż na EUR/PLN, co odzwierciedla globalne wahania wokół ścieżki stóp Fed. Frank szwajcarski pozostaje klasyczną bezpieczną przystanią, jednak brak nowych, silnych wstrząsów geopolitycznych powoduje, że CHF/PLN krąży wokół 4,5, zamiast testować skrajne poziomy z minionych kryzysów.
Osobnym rozdziałem pozostają waluty powiązane z surowcami – przede wszystkim dolar kanadyjski i korona norweska. Dolar kanadyjski, przy poziomach w okolicach 2,60 PLN, odzwierciedla mieszankę niższych cen ropy, ostrożnej postawy Bank of Canada i umiarkowanego apetytu na ryzyko. Korona norweska, mimo niedawnych podwyżek stóp przez Norges Bank i solidnej pozycji fiskalnej Norwegii, w relacji do złotówki nie imponuje – około 0,36 zł za 1 NOK świadczy o tym, że inwestorzy widzą dziś większy potencjał w Polsce niż w typowo surowcowej walucie z Północy. Dla polskich firm importujących towary z Kanady czy Norwegii taki układ oznacza realną ulgę kosztową.
W szerszym obrazie można powiedzieć, że złotówka korzysta dziś z trzech jednoczesnych trendów: spadającej inflacji w kraju, słabości dolara na świecie i względnej stabilizacji w strefie euro. To sytuacja komfortowa, ale nie pozbawiona ryzyk. Każde ostre załamanie nastrojów na globalnych rynkach – czy to przez gwałtowną korektę w sektorze technologii, czy przez niespodziewany zwrot w polityce banków centralnych – szybko przypomniałoby, że PLN wciąż jest walutą rynków wschodzących, podatną na odpływ kapitału w stronę „twardych” walut jak USD czy CHF. Na razie jednak bazowy scenariusz jest bardziej optymistyczny: utrzymanie mocnego złotego z możliwością dalszego, stopniowego umocnienia, jeśli RPP nie zaskoczy rynków zbyt agresywnym cięciem, a globalne otoczenie pozostanie sprzyjające aktywom ryzykownym.
Polski złoty PLN jest na początku grudnia walutą, którą inwestorzy wyraźnie premiują za kombinację rozsądnej polityki pieniężnej, przyzwoitego wzrostu i malejącej inflacji. Dla gospodarki oznacza to jednocześnie niższe koszty obsługi długu zagranicznego, lepsze warunki dla importerów oraz presję na wzrost produktywności u eksporterów, którzy nie mogą już liczyć wyłącznie na słabą walutę jako źródło przewagi konkurencyjnej. Jak długo takie zrównoważenie uda się utrzymać, w dużej mierze zależeć będzie od kolejnych decyzji RPP, reakcji rynków na grudniowe posiedzenie Fed i EBC oraz tego, czy geopolityka pozostanie w tle, czy znów wyjdzie na pierwszy plan.