W takim otoczeniu polski złoty wszedł w nowy miesiąc bez gwałtownych zwrotów, ale z wyraźnym „radarem” nastawionym na wieści z Waszyngtonu i z europejskich urzędów statystycznych.

Rano, tuż przed godziną 09:00 czasu polskiego, wyceny na rynku międzybankowym wyglądały następująco: USD/PLN 3,7388, EUR/PLN 4,2725, CHF/PLN 4,5969 oraz GBP/PLN 4,9379. Te poziomy wpisują się w obraz ostatnich dni: umiarkowana stabilizacja po dynamicznym lipcu i rosnące napięcie przed publikacjami, które tradycyjnie potrafią przestawić oczekiwania na stopy procentowe w głównych gospodarkach. Warto podkreślić, że złotemu nieco pomogła wyższa od przewidywań dynamika cen w kraju — wstępny odczyt CPI za lipiec pokazał 3,1% r/r, co oddaliło wizję szybkiego powrotu do bardziej agresywnego luzowania w polityce pieniężnej i na moment wsparło notowania PLN. To wsparcie okazało się jednak ograniczone, ponieważ uwaga rynku natychmiast przeniosła się na nowy rozdział w polityce handlowej USA.

W centrum wydarzeń znalazły się ogłoszone pierwszego sierpnia cła. Pakiet jest niejednorodny: część stawek okazała się niższa niż w pierwotnych zapowiedziach wiosennych, ale są i takie, które poszybowały w górę, uderzając w wąsko zdefiniowane, lecz wrażliwe segmenty wymiany. Najgłośniejszym punktem poranka stała się decyzja dotycząca Szwajcarii. Prezydent Donald Trump wprowadził 39% cło na produkty importowane ze Szwajcarii, co sytuuje tę stawkę w ścisłej czołówce restrykcji handlowych nakładanych aktualnie przez Stany Zjednoczone. Ranga decyzji jest tym większa, że stawka przebiła wcześniej sugerowane 31% i wyraźnie przekracza poziomy zastosowane wobec Unii Europejskiej, Japonii czy Korei Południowej. Kontekst jest dwojaki: z jednej strony Biały Dom argumentuje potrzebą ograniczenia deficytu handlowego ze Szwajcarią, z drugiej — chęcią przeniesienia części produkcji na terytorium USA, by skrócić łańcuchy dostaw i wzmocnić krajowy przemysł. Berno zareagowało „głębokim żalem”, uruchamiając starania o korektę decyzji. Czasu jest niewiele: jeśli rozmowy nie przyniosą przełomu do 7 sierpnia, taryfy mają wejść w życie. Dla rynku FX kluczowe jest, jak szybko i jak twardo zareaguje na to frank. Frank szwajcarski osłabił się dziś do euro, ale w ujęciu wielomiesięcznym pozostaje walutą bardzo mocną — na tyle, że lokalna inflacja zjechała do okolic zera, a SNB sprowadził stopę do 0%. Przy braku presji cenowej i ryzyku schłodzenia koniunktury nie można wykluczyć scenariusza, w którym bank centralny z Zurychu ponownie otwiera dyskusję o zejściu stóp w terytorium ujemne, jeśli szok handlowy okaże się dotkliwy i trwały.

Drugą główną linią napięcia są stosunki z Kanadą. Amerykańska administracja zdecydowała o podniesieniu stawki celnej z 25% do 35% na produkty spoza zakresu porozumienia USMCA. Uzasadnienie łączy wątki gospodarcze z bezpieczeństwem: Waszyngton wiąże decyzję z koniecznością walki z przemytem narkotyków i „niezadowalającym postępem” po stronie kanadyjskiej. W wymiarze rynkowym ta argumentacja oznacza jedno: cło ma znaczącą warstwę polityczną, a więc i większą nieprzewidywalność. Jednocześnie utrzymano strukturę wobec partnerów w Europie i Azji Wschodniej: w odniesieniu do UE, Japonii i Korei bazowa stawka wynosi 15%, przy czym wybrane sektory surowcowe — stal, aluminium, miedź — pozostają pod rygorem znacznie wyższych, około 50% taryf. Tu pojawia się istotny przypis: wszystkie te jurysdykcje zadeklarowały zwiększone inwestycje w USA, co ma łagodzić presję polityczną. Skala i tempo materializacji tych deklaracji będą jednak testowane, a każde opóźnienie może wracać na nagłówki wraz z groźbą rewizji stawek.

Choć dzisiejszy spór toczy się przede wszystkim w relacjach z europejskimi i północnoamerykańskimi partnerami, cień nad rynkiem wisi również od strony Chin. Obecnie obowiązuje konstrukcja łączna rzędu około 30%, z czego 10% wynika z cła podstawowego, a 20% z komponentu związanego z walką z przemytem narkotyków. Początek lipca przyniósł „tymczasowe zawieszenie broni”, lecz jeśli do 12 sierpnia nie dojdzie do trwalszego porozumienia, agendę może zdominować dyskusja o dodatkowych 30 punktach procentowych. Dla wycen walut gospodarek otwartych to scenariusz, który niemal z definicji podnosi awersję do ryzyka, wzmacnia dolara i wywołuje odpływy z rynków peryferyjnych. Rynek złotego ma w pamięci wszystkie epizody handlowych przepychanek minionej dekady: każda rundka ceł kończyła się oscylacją kapitału między „bezpiecznymi przystaniami” a aktywami wyżej oprocentowanymi, ale bardziej wrażliwymi na globalne szoki.

Na lokalnym gruncie, poza cełną układanką, liczą się dziś dwie rzeczy: wskaźniki wyprzedzające koniunktury oraz wstępna inflacja w strefie euro. Oczekiwania rynku ustawiają się na poziomie 1,9% r/r, co potencjalnie dodaje argumentów zwolennikom wcześniejszego poluzowania w EBC, jeśli tylko spójna z tym będzie również dynamika bazowa. W praktyce słabsza inflacja u partnera handlowego zwykle stabilizuje relację z EUR, a w warunkach wakacyjnych obrotów bywa wręcz kotwicą dla EUR/PLN. Jednocześnie dzisiejsze PMI z Europy i USA pomogą odpowiedzieć na pytanie, czy niespodzianki we francuskiej i niemieckiej produkcji przełożą się na jesienny harmonogram decyzji banków centralnych. Na tę warstwę nakłada się wreszcie popołudniowy test w postaci danych z amerykańskiego rynku pracy. Raport NFP, publikowany o 14:30, jest zmienny z natury; konsensus na „ponad 100 tys. miejsc pracy” bardziej porządkuje oczekiwania niż je kotwiczy. NFP od lat pełni rolę przełącznika sentymentu: zaskoczenie w górę wzmacnia dolar amerykański, pcha rentowności w górę i zwykle osłabia waluty regionu CEE; zaskoczenie w dół robi odwrotnie, przynajmniej w krótkim horyzoncie.

Dla importerów i eksporterów z Polski poranne kwotowania to chwila oddechu. EUR/PLN 4,2725 i USD/PLN 3,7388 tworzą komfortową, znaną z ostatnich sesji półkę, na której łatwiej planować transakcje zabezpieczające. Wspomniany wcześniej CHF/PLN 4,5969 jest z kolei wypadkową dwóch sił: przewlekle mocnego franka, któremu sprzyja globalna niepewność, i oczekiwania, że szwajcarska polityka pieniężna pozostanie ultrałagodna, skoro ceny praktycznie nie rosną. Funt brytyjski, notowany w okolicach 4,9379, jest najbardziej wrażliwy na sygnały z Banku Anglii i publikacje z rynku pracy na Wyspach; dziś jednak to dane zza oceanu będą dla niego barometrem krótkoterminowym. W tle pozostają waluty surowcowe: dolar kanadyjski — bezpośrednio w orbitach decyzji taryfowych — oraz korona norweska, reagująca na ropę i oczekiwania wobec Norges Banku. Przy niskiej zmienności ropy NOK nie ma argumentu do skoku, ale wrażliwość tej waluty na przepływy „risk-on/risk-off” czyni z niej dobry wskaźnik ogólnego nastroju na surowcach.

Co z polską polityką pieniężną? Dzisiejszy porządek dnia nie zawiera decyzji RPP, ale każdy odczyt inflacyjny i każda zmiana warunków finansowych za granicą filtruje się do wycen FRA i wyobrażeń o ścieżce stóp. Złotówka w naturalny sposób korzysta z otoczenia, w którym inflacja oscyluje bliżej celu NBP, a gospodarka nie generuje nagłych wstrząsów popytowych. Jednocześnie, jeżeli cła i globalne napięcia handlowe doprowadziłyby do pogorszenia nastrojów na rynkach akcji i do odpływu kapitału portfelowego z rynków wschodzących, PLN stałby się uczestnikiem gry, a nie jej arbitrem. Wówczas najważniejsze byłoby, czy nasza gospodarka zachowa względną odporność, a polityka fiskalna nie pogłębi wahań. Z punktu widzenia krótkoterminowego handlu istotne jest, że start nowego miesiąca przynosi tradycyjne przepływy: rebalansowanie portfeli, rozliczenia eksporterów i importerów, a także rolowania zabezpieczeń. Te elementy, choć mało medialne, nierzadko decydują o 1–2 groszach ruchu bez wyraźnego nagłówka.

Wątek ceł zasługuje na jeszcze jedną uwagą praktyczną. Kiedy taryfy dotyczą relatywnie niewielkich, wyspecjalizowanych przepływów, rynek bywa skłonny bagatelizować ich znaczenie. Jednak w świecie produkcji just-in-time, gdzie marże i harmonogramy są napięte, nawet ograniczona liczbowo podwyżka może „nadgryźć” łańcuch dostaw i w krótkim czasie wywołać efekt domina. Waluty reagują często nie na samą stawkę, lecz na zmianę percepcji ryzyka. Jeśli inwestorzy uznają, że ryzyko kolejnych ruchów jest asymetryczne i dotknie dalszych sektorów, premia za bezpieczeństwo wzrośnie — co zwykle wspiera dolara i franka, a osłabia koszyk EM, w tym PLN. Stąd tak duże znaczenie mają komunikaty o negocjacjach i o tym, czy wyznaczone daty graniczne (jak 7 i 12 sierpnia) przynoszą kompromisy, czy eskalacje.

Perspektywa Szwajcarii jest o tyle specyficzna, że tamtejsza gospodarka wchodziła w lato z bardzo niską inflacją i miękką polityką pieniężną. Wzrost barier handlowych, o ile zostanie utrzymany, może skłonić przedsiębiorstwa do rewizji planów eksportowych, a bank centralny — do utrzymywania wyjątkowo łagodnego nastawienia dłużej, niż to sugerowały dotąd projekcje. Z punktu widzenia posiadaczy kredytów frankowych w Polsce taki miks krótkoterminowo bywa ambiwalentny: mniej restrykcyjny SNB to potencjalnie łagodniejsze otoczenie dla CHF, lecz gdy rynki globalne uciekają do „bezpiecznych przystani”, frank najczęściej i tak zyskuje. To właśnie podwójny charakter tej waluty tłumaczy, dlaczego jej dzisiejsza wycena — pomimo kłopotów po stronie handlu — utrzymuje się w pobliżu 4,60 zł.

W przypadku Kanady sprawa jest bardziej zero-jedynkowa. Podwyższone cła na produkty nieobjęte USMCA podbijają niepewność w sektorach niezwiązanych bezpośrednio z porozumieniem i mogą zadziałać hamująco na inwestycje skierowane na rynek amerykański. Jeżeli jednocześnie ceny ropy nie dostarczą mocnej poduszki, dolar kanadyjski będzie bardziej wrażliwy na mocniejsze publikacje z USA niż na własne dane, co historycznie przekłada się na oscylację CAD/PLN wokół ruchów USD/PLN. Dla przedsiębiorców rozliczających kontrakty w CAD przekaz jest jasny: sierpień może przynieść szarpane ruchy, w których jednym dniem rządzą nagłówki o handlu, a drugim — payrollsy i dynamika płac za oceanem.

Jeśli szukać punktu równowagi w tym gąszczu informacji, to wciąż będzie nim polityka pieniężna USA. Choć nowy miesiąc zaczyna się od tematów handlowych, ostatecznie to wycena stóp Fed i trajektoria inflacji w USA decydują o sile USD w dłuższym horyzoncie, a więc pośrednio także o kondycji PLN. W scenariuszu, w którym NFP przychodzi słabszy, a kolejne dane cenowe potwierdzają dezinflację, rynek może znów zagrać pod łagodniejszy Fed i osłabienie dolara. W scenariuszu odwrotnym — mocne payrollsy, lepka inflacja, jastrzębie komentarze — USD/PLN ma przestrzeń do ruchu w górę, nawet jeśli w Europie inflacja mięknie i EBC sygnalizuje cierpliwość.

W krótkim ujęciu operacyjnym inwestorzy i przedsiębiorcy staną dziś przed klasycznym dylematem: czy zabezpieczać kursy przed publikacjami, ryzykując utracenie ewentualnych korzyści, czy poczekać na obraz po danych, ryzykując przegapienie ruchu? Przy tak gęstym kalendarzu wielu uczestników rynku wybiera podejście hybrydowe — częściowe hedgingi z opcją rewizji po 14:30. Szczególnie wrażliwi są importerzy z ekspozycją na USD i CHF, gdzie jednorazowe zaskoczenia potrafią wygenerować dynamiczne, kilkugroszowe świece. Eksporterzy rozliczający wpływy w EUR i GBP mają komfort nieco większy, choć i tu wybór między „tu i teraz” a „po publikacji” rzadko bywa oczywisty.

Warto pamiętać, że sierpień bywa miesiącem zdradliwym pod względem płynności. Wakacyjne obroty i cieńsze księgi zwiększają podatność rynku na ruchy wynikające z pojedynczych zleceń. Dlatego dzisiejsze spokojne poranne poziomy nie są gwarancją spokojnego popołudnia. Kursy walut mogą w kilkanaście minut od publikacji danych zmienić półkę o 1–2%, jeżeli zbiegną się niespodzianka w NFP, rewizje płac, komentarze z Fedu i nowe doniesienia o negocjacjach celnych. W takim środowisku to dyscyplina i scenariuszowanie, a nie intuicja, dają przewagę.

Na tle wszystkich napięć los złotówki na starcie miesiąca nie wygląda źle. Stabilne poziomy poranne, prewencyjnie ostrożne nastawienie rynku i brak lokalnych wstrząsów makro tworzą warunki do utrzymania balansu. Jeżeli Europa dowiezie inflację zgodną z oczekiwaniami, a polityczne emocje wokół ceł nie zamienią się w efekt kuli śnieżnej, polski rynek może zakończyć dzień bez większych szkód. Jednocześnie to dopiero początek sierpnia — miesiąca, w którym nawet krótkie komunikaty potrafią przesunąć globalny kapitał niczym chorągiewkę na wietrze.

Rynek złotego otwiera nowy miesiąc w cieniu handlowych decyzji USA i w świetle makroekonomicznych reflektorów. Po jednej stronie mamy imponującą liczbę ruchomych części — cła 39% na Szwajcarię, 35% na Kanadę, możliwe 30 punktów dodatkowej taryfy wobec Chin, utrzymane wysokie stawki dla wybranych metali w Europie i Azji. Po drugiej — dane, które w sekundę potrafią przestawić krzywą stóp i wyceny walut, z NFP jako kluczowym elementem popołudnia. Pomiędzy nimi rozpięty jest PLN, który w ostatnich dniach był nieco wyprzedany, ale wciąż korzysta z krajowej ścieżki inflacyjnej i z relatywnej przewidywalności wycen dla EUR/PLN. Niezależnie od preferencji inwestycyjnych jedno pozostaje stałe: w takich dniach dyscyplina, dywersyfikacja i klarowny plan działania to najlepsza waluta.