To zaś w pierwszej konsekwencji rodzi pytania o sytuację na rynku ropy naftowej. W ubiegłym tygodniu cena baryłki Brent wzrosła z 66 do 74 dolarów (przejściowo nawet do 78,5 dolara) i choć jest to już znacznie wyższy poziom niż na początku maja (mniej niż 60 dolarów), to jednak cenom daleko do tego, co obserwowaliśmy po agresji wobec Ukrainy (nawet 130 dolarów) i w zasadzie jest to powrót do poziomów (i to raczej ich niższych warstw) z lat 2023-24.

Większej reakcji na razie nie ma, gdyż nawet ta jest bardziej efektem premii za ryzyko niż jakiejkolwiek istotnej zmiany fundamentalnej na rynku ropy. A to ze względu na fakt, iż Iran eksportuje surowiec głównie do Chin i w tej materii i tak nic się nie zmieni. Z kolei blokada cieśniny Ormuz jest mało prawdopodobna. Byłby to zaiste szok mogący sprowadzić recesję na globalną gospodarkę, gdyż przypływa tamtędy ok 20% światowej podaży, jednak taki ruch jest niezwykle trudny do wykonania. Po pierwsze, Iran mógłby mieć problem z samą logistyką takiej blokady. Po drugie, uderzyłaby ona we wszystkie kraje zatoki, antagonizując je wobec Teheranu. Przegranych byłoby jednak więcej, a wśród nich Chiny, czyli główny sojusznik Iranu. Wreszcie Irańczycy zamknęliby tym samym swój własny szlak importowy. Tym samym taki ruch wydaje się skrajnie mało prawdopodobnym aktem rozpaczy i rynki interpretują to w ten sposób.

W tym tygodniu przed nami przede wszystkim posiedzenie Fed. Kolejne niższe od oczekiwań dane o inflacji z USA otwierają przestrzeń dla Fed do dyskusji nad powrotem do obniżek stóp procentowych. Amerykański bank centralny nie zrobi tego teraz, ale może taki ruch zasygnalizować. Z punktu widzenia dolara to kolejny element ryzyka, gdyż aktualnie obniżka wyceniona jest dopiero na wrzesień. O godzinie 9:00 w poniedziałek euro kosztuje 4,27 złotego, dolar 3,69 złotego, frank 4,54 złotego, zaś funt 5,01 złotego.