Patrząc na tę decyzję z perspektywy kilku tygodni można zaryzykować tezę, że Fed być może zdecydowałby się na mniejsze cięcie znając dane, które znamy dziś. Mowa o najważniejszych raportach – z rynku pracy, o inflacji oraz sprzedaży detalicznej. We wrześniu w Fed mogła przeważać obawa, iż amerykańska gospodarka osuwa się w głębsze spowolnienie, jednak ostatnie dane kompletnie tego nie potwierdziły. Paradoksalnie od czasu decyzji Fed rentowności amerykańskich obligacji wzrosły.

To jednak nie jedyny powód relatywnie mocnego dolara w ostatnim czasie. Paliwa dostarczyły też gorsze dane z Europy, sugerujące pogłębiające się spowolnienie i zmuszające de facto EBC do obniżenia stóp procentowych „poza harmonogramem”. EBC zaczął cykl obniżek w czerwcu, ale planował ciąć stopy jedynie raz na kwartał. Tymczasem słabsze dane zmusiły Bank do kolejnej obniżki w październiku (trzeciej w cyklu) i obniżyły oczekiwania co do docelowej stopy w strefie euro do 1,75%. W tym kontekście ważne będą publikowane w czwartek wstępne dane o aktywności biznesowej za październik.

Wreszcie, dolarowi pomagać mogą rosnące szanse Donalda Trumpa na prezydenturę. Prezydent może podnieść cła, podtrzymując inflację, co przełożyłoby się na relatywnie bardziej restrykcyjną politykę Fed.

Patrząc na rynek złotego, poniedziałek rozpoczął się spokojnie. Polska waluta minimalnie traci, ale ta przecena nie jest duża jak na ostatnią dobrą passę dolara. Ruch na USDPLN jest głównie pokłosiem spadków pary EURUSD. W Polsce dziś poznamy dane o produkcji, zatrudnieniu i wynagrodzeniach. O 9:35 euro kosztuje 4,31 złotego, dolar 3,98 złotego, frank 4,60 złotego, zaś funt 5,18 złotego.