Nie ma tu przypadku, ponieważ rynek liczy po raz kolejny na pomoc ze strony Fed. Po tym jak słabsze dane doprowadziły do ostrego zwrotu w polityce Fed w 2019 roku, zaś po wybuchu pandemii Fed wprost zalał rynki pieniędzmi, recesja zaczęła kojarzyć się inwestorom z czymś pozytywnym. Stąd pogarszające się dane postrzegane są w korzystnym świetle, bo mają zmusić Fed do wycofania się z podwyżek i kolejnej pomocy rynkom – tzw. pivotu.

W inflacyjnej układance dane z rynku pracy są szczególnie ważne dla Fed. Bank postrzega mocny rynek pracy jako sprzyjający inflacji, zatem rosnące zatrudnienie i niska stopa bezrobocia dają mu więcej pola do twardej walki z inflacją. Natomiast ostatnio pojawiły się raporty sugerujące ochłodzenie i tego rynku. Słabiej (choć nadal solidnie) wypadają raporty o nowych ofertach pracy, stopniowo rosną nowe rejestracje bezrobotnych. To wszystko sprawiło, że pojawiły się głosy o możliwym spadku zatrudnienia. Paradoksalnie właśnie na taki raport liczy rynek! Wychodząc z założenia, że połączenie spadku cen surowców wraz ze słabnącym rynkiem pracy przełożyłoby się na szybkie zakończenie cyklu Fed.

Raport poznamy o 14:30. Poza zmianą zatrudnienia (oficjalny konsensus widzi 250 tys. nowych miejsc pracy) ważne będą dane o płacach (oczekiwany wzrost o 4,9% r/r). Im wyższe zatrudnienie i płace, tym gorzej rynek odbierze raport.

Początek piątkowego handlu na walutach jest dość spokojny. O 9:30 euro kosztuje 4,7120 złotego, dolar 4,6051 złotego, frank 4,8133 złotego, zaś funt 5,5993 złotego.