Wczorajsze wyjście EBC z ujemnych stóp procentowych było bez wątpienia wydarzeniem historycznym. Rada Prezesów przechodzi jednak do podejścia polegającego na podejmowaniu decyzji z posiedzenia na posiedzenie. Pamiętamy, że w czerwcu komunikowano mały krok w lipcu (25 pb) oraz większy we wrześniu. W tym momencie EBC wycofał się z klarownych deklaracji o mocniejszej podwyżce na początku jesieni, uzależniając ją od napływających danych dotyczących inflacji. Można przypuszczać, że EBC po prostu zamienił kolejnością decyzje o wzroście stóp procentowych. Co najważniejsze ostateczny pułap, do którego może zaprowadzić cykl podwyżek, w żaden sposób się nie zmienił. Dlatego też euro nie było w stanie zyskać względem dolara podczas wczorajszego handlu.
Mocniejsza wczorajsza zmiana parametrów polityki monetarnej była z pewnością możliwa dzięki wprowadzeniu nowego narzędzia o nazwie TPI (Transmission Protection Instrument) – który ma na celu ograniczanie rozszerzania się spread’ów między obligacjami państw strefy euro. Radę skłoniły do tego ostatnie duże rozbieżności w rentownościach między papierami włoskimi a niemieckimi. TPI to nic innego jak skup obligacji. Jednak, żeby dany kraj otrzymał takie wsparcie musi spełnić kilka warunków, m.in. prowadzić zrównoważoną politykę makroekonomiczną oraz fiskalną (zgodną z ramami fiskalnymi UE).
Euro nie osłabiło się bardziej tylko dlatego, że kryzys energetyczny został przesunięty jedynie w czasie. Gaz do Europy znów płynie i na moment to ryzyko zostało zażegnane. Ale niepewność pozostaje. UE wezwała wczoraj do znacznego ograniczenia zużycia gazu o 15 proc. w ciągu najbliższych ośmiu miesięcy i zagroziła obowiązkowym racjonowaniem. Prezydent Rosji zapowiedział dalsze ograniczenie dostaw na przyszły tydzień. Nie można również wykluczyć całkowitego odcięcia.
Notowania pary EUR/USD są aktualnie "zamknięte" w wąskiej konsolidacji pomiędzy poziomami 1,0270 a 1,0153.