W efekcie rynki próbują przesuwać akcenty na inne kwestie, o ile nie pojawią się kolejne niepokojące statystyki. Mieszane informacje mamy w temacie relacji USA-Chiny. Amerykańscy dyplomaci twierdzą, że ostatnie spotkanie na Hawajach niewiele wniosło, chociaż dodają, że Chińczycy powtórzyli swoje zobowiązania do wypełnienia zapisów umowy handlowej ze stycznia b.r. Niemniej Donald Trump w swoim stylu pogroził palcem dając do zrozumienia, że administracja jako jeden z rozważanych scenariuszy działań ma całkowite zerwanie relacji handlowych z Chinami.

Dzisiaj na giełdach wygasają serie kontraktów terminowych na indeksy, stąd też warto być wyczulonym na wahania intraday, oraz ich wpływ na postrzeganie innych aktywów.

Wystarczyły zapewnienia dr. Fauciego, że scenariusz ponownego lockdownu w USA nie będzie rozważany, oraz słowa głównego epidemiologa w Chinach, że epidemia w Pekinie może zacząć wygasać, aby inwestorzy zaczęli ignorować to, czym żyli w ostatnich dniach, czyli obawy przed drugą falą pandemii COVID-19 i jej potencjalnymi skutkami. Zwróćmy jednak uwagę na ogromne różnice pomiędzy USA, a Chinami. W Pekinie zdecydowano się na lockdown dla niektórych dzielnic i przywrócenie szeregu ograniczeń w całym mieście, podczas kiedy w USA tego zupełnie się nie robi. Chińczycy zdają się być wyczuleni i podejmują ostre działania na początku, podczas kiedy Amerykanom grozi długofalowa, pełzająca pandemia. Teoretycznie można ten fakt ignorować, ale w ostatecznym rozrachunku to nastroje konsumentów będą kluczowe. Reasumując, niezależnie od słów doktora Fauciego, rynki mogą pozostać wrażliwe na doniesienia nt. COVID-19, jakie napłyną po weekendzie.