Zwłaszcza, że na horyzoncie brak jest czynników mogących zatrzymać deprecjacje amerykańskiej waluty.
W sytuacji gdy zarówno analiza techniczna, jak i fundamentalna, wskazuje na dalsze wzrosty EUR/USD, niemal powszechnie akceptowalną strategią jest „kupno korekt”. Obecnie jedynym ryzykiem jest skoordynowana interwencja banków centralnych. Niewątpliwie dalsza wyprzedaż dolara w relacji do euro czy japońskiego jena, zwiększa prawdopodobieństwo takiego posunięcia. W poprzednim tygodniu na zagrożenie interwencją zwracali uwagę analitycy Morgan Stanley i Goldman Sachs. W ich opinii, rekordowe osłabienie dolara może sprowokować pierwszą od 13 lat skoordynowaną interwencję banków centralnych. Nie sposób jednak przewidzieć kiedy ono nastąpi i na jakim poziomie.
W poniedziałek na rynek trafi duża grupa raportów makroekonomicznych z USA. Inwestorzy dowiedzą się m.in. jak kształtowała się dynamika produkcji przemysłowej w lutym (prognoza: -0,1 proc.), napływ kapitałów netto w styczniu (prognoza: 60 mld USD) oraz deficyt na rachunku obrotów bieżących w IV kwartale 2007 roku (prognoza: 184,4 mld USD). Przy aktualnych antydolarowych nastrojach, już nieznacznie gorsze od prognoz dane, mogą przecenić „zielonego”. Lepsze dane natomiast nie muszą go wzmocnić.
Z uwagi na napiętą sytuację na rynkach finansowych, w najbliższych dniach należy oczekiwać, że banki centralne mogą podejmować działania zmierzające do stabilizacji sytuacji. Te działania (m.in. interwencja walutowa)), nie przesądzając czy będą one skuteczne czy też nie, mogą odbić się znacznie większym echem na rynku walutowym, niż zaplanowane publikacje makroekonomiczne.
O godzinie 10:36 kurs EUR/USD testował poziom 1,5780 dolara.