Piątkowe dane o inflacji z Polski za wrzesień okazały się niemałym zaskoczeniem. Dynamika cen konsumpcyjnych wyraźnie przyspieszyła osiągając poziom z lutego (2,2 proc. rdr) – najwyższy od grudnia 2012 r. Odczyt potwierdza narastanie presji inflacyjnej będący efektem dobrej sytuacji na rynku pracy, szybko rozwijającej się gospodarki oraz globalnemu wzrostowi cen surowców (przede wszystkim ropy naftowej).
Na publikację złoty zareagował (chwilowym) umocnieniem, ponieważ raport zwiększa oczekiwania na szybsze niż sądzono (i niż podaje w oficjalnych komunikatach NBP) podwyżkę stóp procentowych. Dotychczas 3 przedstawicieli Rady Polityki Pieniężnej dopuszczało w swoich wypowiedziach scenariusz poparcia takiego wniosku w głosowaniach przed końcem roku. Jeden opowiada się za obniżeniem stóp, zaś reszta z 10-osobowego grona, w tym prezes A. Glapiński, stoi na stanowisku, że stopy przez kolejne 3-4 kwartały powinny pozostać niezmienione. W listopadzie opublikowana zostanie najnowsza runda prognoz makroekonomicznych NBP. Podtrzymanie wysokich wartości wskaźników CPI (my spodziewamy się ich wyhamowania do ok. 2 proc. na przełomie roku) może zmienić układ sił w Radzie na mniej oczywisty niż dotąd, co będzie skutkować ciekawymi posiedzeniami po nowym roku.
Ponieważ zakładamy lekkie wychłodzenie inflacji w I poł. 2018 r., podtrzymujemy opinię, że stopy w Polsce nie wzrosną co najmniej przez kolejne 12 miesięcy. Dlatego pojawiające się okresy rozbudzonych nadziei inwestorów na wyższe oprocentowanie NBP w średnim terminie (tak jak po piątkowej publikacji GUS) rozpatrujemy jako okazję do zajęcia pozycji przeciwnych do większości (kupno obligacji, sprzedaż złotego) w oczekiwaniu na szybkie wychłodzenie nastrojów i powrót do handlu opartego o globalne wahania apetytu na ryzyko.
Dominujący w krótkim terminie wpływ czynników globalnych, związanych z wahaniami nastrojów (risk on/risk off) potwierdza zachowanie złotego z ostatnich godzin handlu. Rodzima waluta miała na przełomie tygodnia solidne podstawy, by trwale się umocnić. Dane o inflacji CPI zwiększające oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych, decyzja FTSE Russell o przekwalifikowaniu Polski – jako pierwszego kraju z tej części Europy – do rynków rozwiniętych czy dzisiejszy odczyt indeksu PMI to silne pozytywne impulsy dla waluty. Lecz jak widać nie w krótkim terminie. Rynki weszły w fazę zwiększonej awersji do ryzyka z powodu obaw o restrykcyjniejszą politykę pieniężną Fed, co jeszcze przez jakiś czas podtrzyma słabość złotego.
W przeciwieństwie do Polski, w gospodarkach USA i strefy euro wrzesień nie przyniósł zwiększenia presji inflacyjnej. Eurostat podał, że wskaźnik CPI utrzymał się na poziomie z sierpnia (1,5 proc. rdr), zaś w ujęciu bazowym spadł do 1,1 proc. z 1,2 proc. miesiąc wcześniej. Dane zwiększają pole manewru Europejskiego Banku Centralnego w kluczowym okresie podejmowania decyzji w sprawie przyszłości programu skupu obligacji (QE) po 2017 r.
Jednak pośpiechu w normalizowaniu polityki monetarnej wykazywać nie musi również amerykańska Rezerwa Federalna. Kluczowe dane pokazujące procesy cenowe generowane popytowo wskazały na spadek presji inflacyjnej. Bazowy indeks wydatków na konsumpcję PCE obniżył się we wrześniu do najniższego poziomu od października (1,3 proc. wobec 1,4 proc. w sierpniu). Czyżby Fed zaniechał jednak podwyżki stóp procentowych w grudniu chcąc lepiej przyjrzeć się efektom zmniejszenia sumy bilansowej? Gdyby tak się stało, byłby to sygnał do nawrotu słabości dolara w końcówce roku.