Takie oczekiwania sprawiają, że scenariusz zakładający w najbliższych miesiącach kontynuację tego szerokiego trendu bocznego, a w II połowie roku dalszy wzrost notowań EUR/USD, wydaje się realny.
Na gruncie analizy fundamentalnej losy eurodolara są uzależnione natomiast od tego, że rynki finansowe, podobnie jak w 2007 roku, dalej będą wierzyć w tzw. decoupling, czyli brak interakcji pomiędzy gospodarką USA a światowymi gospodarkami. Mówiąc wprost, czy inwestorzy dalej będą podzielać dość powszechną w 2007 roku wiarę, że ewentualna recesja w USA nie odbije się negatywnie na światowym wzroście gospodarczy (to zaprzeczenie znanego od lat powiedzeniu, że jak USA kichnie, to świat ma grypę).

To czy rynki wierzą w decoupling, a przede wszystkim w to, czy to zjawisko wystąpi, ma duże znaczenie dla kształtowania się sytuacji na forexie. O ile bowiem recesja w Stanach Zjednoczonych jest w znacznym stopniu zdyskontowana, to silne spowolnienie w Europie, a zwłaszcza recesja gospodarcza, nie jest zawarta w cenach.

Jak jest to istotny czynnik można się przekonać w ostatnich dniach. Pomimo rosnących obaw o kondycję amerykańskiej gospodarki, niespodziewanej obniżki stóp procentowych przez Fed o 75 punktów bazowych przed tygodniem oraz oczekiwań na cięcie o 50 punktów w tym tygodniu, co mocno zwiększy dysproporcje pomiędzy stopami w USA (3 proc.) i strefie euro (4 proc.), kurs EUR/USD nie tylko nie wspiął się do nowych rekordowych poziomów, ale nawet w znaczący sposób nie zaatakował szczytów z listopada i pierwszej połowy stycznia (1,4862 i 1,4863 na wykresie dziennym).

Ten brak wiary w decoupling, powoli dostrzegany na rynku walutowym i coraz wyraźniej widoczny m.in. w publikacjach ekonomicznych, podziela również były szef Fed Alan Greenspan. W ubiegłym tygodniu wyraził on pogląd, że "pewna forma globalnej recesji jest nieunikniona".