Dodatkowo rynek zaczął jednak dyskontować ostatnie działania, które podjął FED i zapowiedziała administracja George’a Busha. Inwestorzy liczą także, iż 30 stycznia b.r. stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych zostaną po raz kolejny obniżone, co mogłoby jednak zapobiec groźbie wejścia w recesję, lub co wydaje się być bardziej realne, nieco odwlec ją w czasie. Duże znaczenie miało także tzw. pokrywanie krótkich pozycji, które często potęguje odbicia podczas bessy i sprawia, że są one dość gwałtowne i trudno przewidywalne w czasie. Niemniej jednak dobre nastroje z Wall Street udzieliły się także inwestorom w Azji (japoński rząd dodatkowo zapowiedział preferencje podatkowe dla inwestujących na giełdzie) i w Europie. W efekcie sesja na giełdzie w Warszawie zaczęła się i skończy na sporych plusach. Powrócił apetyt na ryzyko, co doprowadziło do umocnienia się złotego – kurs euro spadł do 3,6140 zł, dolara do 2,4600 zł, a franka 2,2560 zł. W ślad za nim zyskiwały także pozostałe waluty naszego regionu. Tracił natomiast amerykański dolar, co można dość łatwo wytłumaczyć oczekiwaniem na kolejną obniżkę stóp procentowych w USA w przyszłym tygodniu. Dodatkowo wypowiedzi kolejnych przedstawicieli Europejskiego Banku Centralnego (np. Axela Webera) jeszcze bardziej oddaliły szanse na cięcie stóp procentowych w perspektywie najbliższych tygodni. Europejskiej walucie nie zaszkodziła także (EUR/USD 1,4695) afera związana z niefrasobliwymi działaniami jednego z pracowników Societe Generale, który naraził ten bank na straty aż 4,9 mld EUR. Zdaniem członka ECB z Francji, Christiana Noyera, tamtejszy system bankowy nie jest zagrożony, podobnie jak kondycja finansowa banku SG. Niemniej jednak, niezależnie od przyczyn poniesionej teraz straty, najpewniej rozgorzeje dyskusja nt. kondycji europejskiego systemu finansowego w kontekście kryzysu subprime w USA (zwłaszcza, że SG odpisał też ponad 1,5 mld EUR za sprawą amerykańskich inwestycji). Ten fakt może wprowadzać w najbliższym czasie nieznaczną nerwowość na rynkach.
W kraju otrzymaliśmy garść informacji i niestety nie do końca dobrych. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na dynamikę sprzedaży detalicznej, która w grudniu wbrew optymistycznym prognozom przekraczającym 20 proc. r/r, wzrosła tylko o 12,0 proc. r/r i to za sprawą drożejącej żywności. To nieco podważa teorię o wyraźnie rosnącej skłonności Polaków do konsumpcji i jednocześnie oddala perspektywę agresywnych podwyżek stóp procentowych przez RPP w tym roku. Zwłaszcza, że także opublikowane w ubiegłym tygodniu dane o produkcji przemysłowej i płacach, były w grudniu niższe od oczekiwań. Dodatkowo członkowie RPP będą zwracać uwagę na niestabilną sytuację na rynkach światowych. Tym samym o ile styczniowa podwyżka stóp procentowych jest pewna, to nad ich wzrostem do poziomu 6,0 proc. warto się poważnie zastanowić. Może się okazać, że cykl zakończy się na poziomie 5,50-5,75 proc., a to może w perspektywie kilku miesięcy mieć wpływ na notowania złotego.
A co w najbliższym czasie? Wydaje się, że giełdy tak bardzo pragną korekty, że będzie ona kontynuowana. Paliwem dla niej będą oczekiwania związane z przyszłotygodniowym posiedzeniem FED i tym samym wszelkie pozostałe informacje mogą być ignorowane. W Warszawie kluczowe będzie pokonanie 3000 pkt. na indeksie WIG20, co otworzyłoby drogę do wzrostów w okolice 3200-3250 pkt. wyznaczane przez ekstrema z sierpnia 2007 r. Te dobre nastroje będą jednocześnie wspierać złotego, który może w ciągu najbliższych dni może umocnić się w okolice 3,5950-3,60 zł za euro i 2,41-2,42 zł za dolara. Będzie to jednak dobra okazja do ponownego zajęcia pozycji przeciwko naszej walucie już z dłuższą, średnioterminową perspektywą.