W zasadzie EBC od początku nie powinien przyjmować ich pod zastaw, gdyż nie posiadają one ratingu inwestycyjnego, jednak EBC dla ratowania strefy euro w poprzednim kryzysie był gotów zrobić wszystko. Tak też uczynił, a teraz się z tego wycofuje. Tym samym można stwierdzić, że Grecja zostanie wykluczona z programu QE, który ruszy od marca.

Bank Centralny zaznaczył jednak, że banki komercyjne w Grecji potrzebujące płynności mogą zwrócić się w ramach programu ELA (emergency liquidity assistance) do swojego banku centralnego. Ten z kolei może przyjmować swój dług jako zabezpieczenie dla pożyczek. Jednak w ramach tego programu są one wyżej oprocentowane (1,55%) niż pieniądz, który płynął z EBC (0,05%). W efekcie Mario Draghi zrzuca ze swoich barków ciężar ponoszenia dalszej odpowiedzialności za ewentualne bankructwo Grecji i przerzuca je na tamtejszy bank centralny.

Decyzja jest niewątpliwie pochodną tego, iż nowy rząd Grecji zawiesił rozmowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Komisją Europejską oraz właśnie Europejskim Bankiem Centralnym. To właśnie te instytucje pożyczyły Helladzie już 240 mld euro i bez ich dalszej pomocy pieniądze mogą skończyć się już pod koniec lutego.

Zobaczymy, czy taka forma nacisku ze strony EBC jest jedynie swego rodzaju szantażem rządu Grecji i zmuszeniem go do potrzymania reform, czy też może powoli działaniem do odłączenia tego kraju ze strefy euro, co niewątpliwie wszystkim by wyszło na dobre.