Z punktu widzenia naszych lokalnych inwestorów (zarówno tych grających na GPW jak i na walutach) pozostaje jedynie przeczekać tę burzę.
Nasza waluta ponownie wypada lepiej od lecących na łeb, na szyję innych walut z koszyka emerging markets. Paradoksalnie to czynniki obecnie prowokujące wyprzedawanie bardziej ryzykownych aktywów, czyli obawy o wzrost w USA i strefie euro pomogą złotemu, gdy już zamknie się okres publikowania wyników przez amerykańskie spółki sektora finansowego, gdyż będą oznaczały redukcję stóp w dwóch największych gospodarkach świata, premiując naszą walutę nawet gdy RPP nie podniesie stóp 4 razy w tym roku a jedynie 2-3.
Na rynku kontraktów terminowych w Eurolandzie implikowane stopy krótkoterminowe zaczynają wyceniać około 50% szans na obniżkę. Traderzy oczekują jednak, że w USA stopy spadną jeszcze o około 50 – 75 punktów bazowych tak więc obecne umocnienie dolara ma w sobie więcej z profilaktycznej redukcji portfeli, aniżeli fundamentów ekonomicznych.
Krótkoterminowe oscylatory techniczne sugerują już bardzo bliskie wyczerpanie impetu zmian na eurozłotym i USDPLN oraz EURUSD. Obecną sytuację można porównać do handlu w sierpniu ubiegłego roku, gdy po raz pierwszy ujawniła się skala problemu w sektorze subprime mortgages. Jen umacniał się do euro i dolara, a złoty stracił prawie 10 groszy do poziomu rzędu 3,85 EURPLN (to, co może nieco odróżniać tamtą sytuację od dzisiejszej to dużo większa dynamika zmian na USDPLN). Pamiętajmy jednak, że historia lubi się powtarzać, zwłaszcza na rynkach finansowych – po skokowym wzroście kurs eurozłotego spadał nieprzerwanie przez 2 miesiące.