Mechanizm, o którym mówię to zależności zewnętrzne, od których zależą notowania polskiej waluty – szczególnie w krótkim okresie. Składa się on z dwóch czynników – notowań pary EURUSD oraz poziomu awersji do ryzyka. Kiedy euro zyskuje wobec dolara, fundusze inwestowane w Europie mogą być w dalszej kolejności lokowane w aktywach nowych członków Unii. W sytuacji braku turbulencji na rynkach finansowych taka operacja może dodatkowo podnieść stopę zwrotu z inwestycji. W rezultacie wzrost kursu EURUSD to nie tylko przełożenie „crossowe” – czyli spadek USDPLN i wzrost EURPLN, ale z reguły spadek w obydwu przypadkach, przy czym oczywiście znacznie silniejszy w przypadku USDPLN (relacja „crossowa” musi zostać zachowana, gdyż inaczej pojawiłyby się możliwości arbitrażu). Wzrost apetytu na ryzyko to również dobra wiadomość dla złotego. Polska jest bowiem ciągle zaliczana do grona rynków wschodzących. Z reguły niska awersja do ryzyka występuje w okresie dobrej koniunktury gospodarczej, niskich stóp procentowych w najważniejszych gospodarkach i towarzyszy jej dobry sentyment na rynkach akcji. Spadek EURUSD i wzrost awersji do ryzyka powoduje oczywiście odwrotne konsekwencje.
Od pewnego czasu można było zauważyć, iż złoty był w stanie umacniać się gdy choć jeden z tych dwóch czynników był sprzyjający. Gdy jednak obydwa stają się nieprzychylne, nasza waluta traci na wartości dość szybko. Tak się dzieje właśnie teraz. Powodów dekoniunktury na światowych giełdach nie trzeba chyba nikomu już tłumaczyć. Co więcej, ostatnie sesje wskazują, iż coraz większa grupa inwestorów spoza USA zaczyna przyjmować scenariusz wyraźniejszego spowolnienia w skali globalnej. To powoduje, iż kapitał będzie odpływał do najbezpieczniejszych walut takich jak jen czy frank. Nieco bardziej złożona jest natura ruchów na parze EURUSD. Jeśli popatrzymy na wykres tej pary zaobserwujemy, iż euro nie zdołało pokonać listopadowego szczytu na poziomie 1,4965, zaś wkrótce po tym nieudanym ataku nastąpiły wyraźne spadki. To sytuacja sprzyjająca większym spadkom notowań tej pary. Co więcej, coraz częściej uważa się, iż euro nie jest już dobrą alternatywą dla dolara gdyż wzrost gospodarczy również w tym regionie spowolni dość wyraźnie. To powoduje, że umocnienie euro z ostatnich miesięcy może być częściowo odwrócone. W rezultacie, tracił będzie złoty – prawdopodobnie najbardziej wobec jena, nieco mniej wobec dolara i w dalszej kolejności wobec franka, funta i w końcu euro.
Co zatem z fundamentami? Przecież od dłuższego czasu mówi się o solidnych perspektywach wzrostu gospodarczego i podwyżkach stóp procentowych, które przecież zwiększają atrakcyjność złotówki? Fundamenty pomagają polskiej walucie w dłuższej perspektywie przekładając się na wyższą skalę umocnienia niż w przypadku choćby forinta węgierskiego, czy też pozwalają być spokojnym o to, że ominie na kryzys walutowy. Nie mogą one jednak przesądzać o zmianach kierunku notowań, czy też być przeciwwagą dla uwarunkowań zewnętrznych, zwłaszcza w krótkim okresie. Dodatkowo rynek dyskontuje już dość agresywne podwyżki stóp, a więc samo dokonanie tych podwyżek nie wzmocni dodatkowo polskiej waluty. Choć nie sądzę aby groziło nam całkowite odwrócenie umocnienia z ostatnich kilku lat, jednak polską walutę prawdopodobnie czeka korekta, być może na miarę tej z 2005 roku.