Oznacza to, że po chwili wytchnienia i przetrawienia do końca czwartkowych wydarzeń inwestorzy postanowili rozpocząć tydzień od zajęcia pozycji na rynku, zgodnych ze wskazaniami perspektyw dla stóp procentowych w USA i Strefie Euro.
Komentarz Jean Claud Trichet do decyzji EBC o pozostawieniu stóp procentowych bez zmian był dość precyzyjny i w zasadzie sprowadzał się do podkreślenia restrykcyjnego nastawienia banku centralnego i jego gotowości do zrobienia wszystkiego by przeciwdziałać efektom drugiej rundy. Z kolei wydźwięk wystąpienia Bena Bernanke był całkowicie odmienny, gdyż on akurat mocno akcentował kłopoty amerykańskiej gospodarki oraz zdecydowanie FED, by wyciągnąć ją z wiszącej nad horyzontem recesji, nawet gdyby to wymagało gwałtownych posunięć.
Obok nadziei inwestorów na gwałtowne cięcie stóp w USA już na styczniowym posiedzeniu FOMC, dolarowi szkodziły też oczekiwania, co do zaplanowanych na ten tydzień publikacji raportów finansowych największych banków za IV kwartał. Perspektywa doniesień o kolejnych wielomiliardowych stratach instytucji finansowych mocno zaszkodziła giełdom, ale też ponownie rozbudziła obawy o stan koniunktury w USA. Nic dziwnego, że nastawienie do amerykańskiej waluty jest tak negatywne, skoro krążą głosy, że największy amerykański bank, Citi będzie musiał zawiązać rezerwy na straty związane z załamaniem się rynku kredytów subprime sięgające nawet 24 mld USD. Tak wysoka suma dość skutecznie przemawia do wyobraźni inwestorów odstraszając ich tym samym od dolara, ale również od ryzykownych aktywów.
Światowe perturbacje wydają się nie dotykać złotówki, która pomimo silnych spadków na warszawskiej giełdzie i utrzymującej się awersji do ryzyka nie tylko nie została przeceniona, ale nawet zyskała na wartości. Taką sytuację zawdzięczamy oczywiście rosnącemu eurodolarowi, którego wpływ jest na razie silniejszy od wpływu obaw o światową koniunkturę.