Będzie tak dopóty, dopóki nie pojawią się pierwsze istotne problemy związane z formowaniem rządu i wdrażaniem reform. Ewentualne ruchy w górę, jakie mogą wtedy nastąpić, nie powinny jednak być ani mocne ani długotrwałe. Warto zatem rozważyć wdrożenie strategii zabezpieczających przed dalszym wzrostem wartości złotego w perspektywie najbliższych miesięcy.
Dzisiejsze publikacje danych makroekonomicznych nie zmieniły sytuacji na rynku: PMI w Eurolandzie, odczytane na poziomie 51,5 pkt. Wobec prognozowanych 53 nie zachwyciło, lecz sytuację poprawił odczyt PMI w sektorze usług: 55,6, wobec prognozowanych 54,5. Po tych danych trwały na eurodolarze ataki na 1,42, zakończone bez powodzenia. Istotna wiadomość napłynęła około godziny 10:00, gdy eksperci MFW przestrzegli, że dolar może słabnąć w sposób nadzwyczaj gwałtowny, co mogłoby zachwiać światową gospodarką na tyle, że obniżyłoby się jej tempo wzrostu.
Niekorzystne dla dolara dane z godziny 16:00 (spadek rocznej sprzedaży domów na rynku wtórnym o 8% wobec spodziewanych 3,7%) nie zmieniły istotnie jego kursu względem euro, pozwoliły za to na aprecjację jena. Wydaje się zatem, że inwestorzy wycenili już w wartości dolara problemy na wtórnym rynku nieruchomości i starają się uciec od ryzyka ku japońskiej walucie. Nie należy jednak lekceważyć jutrzejszych danych z pierwotnego rynku nieruchomości: to, co dzieje się ze sprzedażą nowych domów ma większy wpływ na kondycję amerykańskiej gospodarki niż wydarzenia na rynku wtórnym. Spadek sprzedaży nowych domów istotnie zmniejsza tempo wzrostu PKB, ale również wskaźniki produkcji przemysłowej i produkcji dóbr trwałego użytku. Wygląda więc na to, że dolar wciąż może tracić na wartości. W jakim jednak tempie? Najprawdopodobniej dość stabilnym. Najbliższa szansa na pozytywny dla USD sygnał to posiedzenie FOMC – szansa to jednak niewielka.