Zbiegło się to w czasie z publikacją indeksu PMI dla polskiego przemysłu, który pierwszy raz od 11 miesięcy wzrósł, sięgając w styczniu poziomu 40,3 pkt. wobec 38,3 pkt. w grudniu. Wydaje się jednak, że umocnienie złotego po publikacji tych danych, było zwykłym zbiegiem okoliczności. Nota bene, nie trwało ono długo.
Znaczącego wpływu na dzisiejsze notowania złotego nie miała publikacja prognoz styczniowej inflacji CPI przez Ministerstwo Finansów (3,2 proc. wobec 3,3 proc. w grudniu). Takiego wpływu był też pozbawiona wypowiedź Jana Czekaja z Rady Polityki Pieniężnej. Oświadczył on, że stopy procentowe powinny dalej szybko spadać i nie wykluczył obniżenia stopy referencyjnej poniżej 3 proc. z obecnych 4,25 proc.
Ta, bardzo gołębia wypowiedź jest o tyle istotna, że reprezentuje on umiarkowane skrzydło w Radzie. Tym samym, jeżeli przyjąć, że najbliższe dane makroekonomiczne z Polski w dalszym ciągu będą pokazywały obraz silnie hamującej gospodarki, to obniżka stóp procentowych o 50 pb (do 3,75 proc.) na lutowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, nie tylko jest w dużej mierze przesądzona, ale ta wypowiedź nawet może lekko uchylać furtkę do większego cięcia (w tej chwili jednak prawdopodobieństwo takiego scenariusza nie przekracza 20 proc.).
Zarówno dziś, jak i w kolejnych dniach, podstawowym czynnikiem decydującym o losach złotego, w dalszym ciągu zmieniające się nastawienie do ryzyka. Im większa będzie awersja, tym złoty będzie słabszy. I odwrotnie.
O godzinie 12:10 za dolara trzeba było zapłacić 3,4907 zł, a za euro 3,4364 zł.