Ucieszy to tych, którzy planują wakacyjne wyjazdy do krajów „dolarowych”, ale też wpłynie na dalszy wzrost indywidualnego importu towarów ze Stanów Zjednoczonych.
Złoty: Nowy tydzień to nowe rozdanie – tak mówią walutowi traderzy. Te obecne jest dość dobre dla złotego. W poniedziałek o godz.10:46 za euro płacono średnio 3,3550 zł, dolar był wart 2,1180 zł, frank 2,09 zł, a funt 4,2290 zł. Polską walutę wspierają oczekiwania, co do dalszych posunięć ze strony Rady Polityki Pieniężnej (w dzisiejszej prasie Andrzej Wojtyna przyznał, iż RPP powinna reagować na zewnętrzne szoki cenowe, a obecna sytuacja na świecie przypomina tą z końca lat 70-tych), które mogą podgrzać jutrzejsze prognozy resortu finansów, co do czerwcowej inflacji. Istotne są także czynniki międzynarodowe – dzisiejsze szacunki wskaźnika HICP w strefie euro w czerwcu i zaplanowana na czwartek podwyżka stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny, powinny dodać kilka punktów „jastrzębim” członkom Rady Polityki Pieniężnej. Z kolei słabnący na świecie dolar tylko zwiększa zainteresowanie zagranicznymi inwestycjami, w tym także w naszym regionie (w poniedziałek rano do rekordowego poziomu względem euro umocniła się czeska korona). Jednocześnie piątkowa sesja pokazała, iż zawirowania na rynkach akcji nie mają większego znaczenia dla kształtowania się złotego. Pewną zagadką może być jednak zachowanie się rynku jutro – otwarcie nowego półrocza, a także w sytuacji, kiedy ceny ropy na rynkach światowych przekroczyłyby w tym tygodniu poziom 145 USD za baryłkę (obecnie 142,80 USD).
Euro/dolar: Weekendowe spotkanie szefów banków centralnych w szwajcarskim Banku Rozliczeń Międzynarodowych nie przyniosło na razie żadnych rozstrzygnięć, które mogłyby wpłynąć na notowania euro/dolara – być może więcej dowiemy się podczas zaplanowanej na godz. 12:15 konferencji prasowej. Z kolei dzisiaj rano głos zabrał przebywający w Moskwie Sekretarz Skarbu USA, Henry Paulson. Jego mantra o tym, że silny dolar pozostaje wciąż w interesie USA, a długoterminowe fundamenty amerykańskiej gospodarki są solidne, nie wpłynęła jednak na inwestorów. Bo większe obawy budzi zaplanowana na godz. 11:00 publikacja wstępnych danych o czerwcowej inflacji HICP w strefie euro. Pojawiają się opinie, iż odczyt powyżej oczekiwanych 3,9 proc. r/r mógłby dać ECB argumenty do dalszych podwyżek poza tą zaplanowaną na czwartek. Dzisiaj głos zabiorą także unijny Komisarz Joaquin Almunia, szef Europejskiego Banku Centralnego, a także Jean-Claude Juncker z Eurogrupy. Z kolei w kolejnych dniach poznamy trochę danych z USA: jutro indeks ISM dla przemysłu, w środę szacunki firmy ADP, co do liczby nowych etatów poza rolnictwem, a w czwartek oficjalny odczyt Departamentu Pracy, a także indeks ISM dla usług. W piątek Amerykanie świętują Dzień Niepodległości. Analiza kalendarza pokazuje, że najbardziej gorącym punktem tygodnia będzie czwartek o godz. 14:30, kiedy to wystąpienie Jean-Claude Tricheta poprzedzone zostanie wspomnianymi wcześniej danymi o liczbie nowych etatów poza rolnictwem w amerykańskiej gospodarce. Nietrudno się domyśleć, że ruchy na parze EUR/USD mogą być dość gwałtowne i być może inwestorzy nie akceptujący dużego ryzyka, powinni w tym dniu zrobić sobie wolne. A co pokazuje analiza techniczna? Przede wszystkim istotność strefy oporu 1,5818-40, którą właśnie rynek zaczął testować (o godz. 10:46 kurs EUR/USD wynosił 1,5833). Jego pokonanie otworzy drogę do ataku na rejon 1,59 i dalej 1,60. Jednak jakiekolwiek „zawahanie” rynku wokół 1,5840 doprowadzi do dość silnej korekty w okolice 1,57.
Funt/dolar: Fatalne nastroje wśród brytyjskich konsumentów, które wg. badania przeprowadzonego przez instytut Gfk spadły w czerwcu do najniższego poziomu od 1990 r., nie wpłynęły znacząco na notowania GBP/USD. Para ta jest coraz bliżej testowania psychologicznego poziomu 2,0000, który był wyznaczany w analizie sprzed 2 tygodni. O godz. 10:46 kurs GBP/USD wynosił 1,9955. Wydaje się jednak, że na udany atak powyżej 2,0000 będziemy musieli jeszcze nieco poczekać. Fundamenty brytyjskiej gospodarki są gorsze, niż europejskiej i tym samym notowania GBP/USD nie powinny naśladować tego, co dzieje się na EUR/USD. Jutro rano inwestorzy otrzymają świeżą dawkę informacji z brytyjskiego rynku nieruchomości, która powinna sprowokować w/w korektę. Wsparciem mogą stać się okolice 1,9830-70.