Dla inwestorów i kredytobiorców kluczowe jest to, czy RPP podtrzyma dotychczasową narrację o ostrożności i cierpliwości, czy też wpuści do gry choćby cień sugestii, że kolejny etap polityki pieniężnej może być łagodniejszy. Decyzja RPP może dziś stać się najsilniejszym impulsem dla rynku złotego, niezależnie od tego, co wydarzy się równolegle na świecie.
Wiele wskazuje na to, że stopy procentowe w Polsce pozostaną bez zmian, a poziom 4,00 proc. będzie utrzymany. Taki wynik nie byłby zaskoczeniem ani dla rynku obligacji, ani dla uczestników Forex, bo w ostatnich dniach oczekiwania zostały w dużej mierze „ułożone” właśnie pod stabilizację. Problem w tym, że stabilizacja potrafi być złudna. Przy obecnym rozkładzie pozycji inwestorów wystarczy jedno zdanie w komunikacie lub jedna wyraźniejsza sugestia w tonie wypowiedzi, aby rynek zaczął grać pod nowe scenariusze. PLN jest dziś bardziej wrażliwy na przekaz niż na samą decyzję, bo decyzja jest w cenach, a przekaz już nie do końca.
Z perspektywy polskiego złotego to ważny moment, bo ostatnie tygodnie przyniosły wyraźne ochłodzenie tego, co jeszcze niedawno działało jak naturalna przewaga: wysokiej premii odsetkowej. Inwestorzy przez długi czas mogli patrzeć na Polskę jak na rynek z relatywnie atrakcyjnym oprocentowaniem, szczególnie w zestawieniu z częścią krajów europejskich. Taki układ wspierał złotówkę w momentach gorszego sentymentu. Teraz jednak pojawia się coraz więcej pytań, czy ta przewaga będzie utrzymywana równie długo, jak zakładano jeszcze miesiąc czy dwa temu. Każde „gołębie” przesunięcie w narracji RPP oznacza słabszą tarczę dla złotówki, a to natychmiast podbija wrażliwość na ruchy globalne.
W tym kontekście rynek wyraźnie patrzy na kurs EUR/PLN, który od pewnego czasu wygląda na „zaspany”, ale w rzeczywistości może być tylko w fazie oczekiwania. To właśnie ta para najczęściej reaguje pierwsza, gdy inwestorzy zaczynają wyceniać zmianę polityki monetarnej w Polsce. Złotówka potrafi wtedy oddać część siły bez większego ostrzeżenia, bo ruch nie musi wynikać z paniki, tylko z chłodnej kalkulacji: jeśli realna stopa procentowa będzie maleć, to trzymanie PLN przestaje być tak atrakcyjne jak wcześniej. Rynek złotego jest dziś ustawiony na wyłapywanie sygnałów o przyszłych obniżkach, nawet jeśli nikt nie ogłosi ich wprost.
Równolegle w tle cały czas pracuje dolar. Para USD/PLN jeszcze wczoraj zbliżała się w okolice 3,62, a rynek dostał mocny przykład tego, jak duże znaczenie ma to, co dzieje się na EUR/USD. Spadek eurodolara był dla dolara amerykańskiego paliwem, którego nie zatrzymały nawet dane o inflacji CPI z USA. Odczyt wypadł zgodnie z oczekiwaniami, w okolicach 2,7 proc. r/r, ale inwestorzy nie potraktowali go jako argumentu do wyprzedaży dolara. W ostatnich dniach mocniej przebiło się przekonanie, że pierwsza obniżka stóp w 2026 roku może pojawić się dopiero w połowie roku, co automatycznie zmienia ustawienie rynku. Dolar amerykański znów wrócił do roli bezpiecznego schronienia, a dla PLN oznacza to trudniejsze warunki, szczególnie jeśli RPP zacznie miękko sygnalizować gotowość do luzowania.
I tu pojawia się kluczowy punkt dzisiejszej układanki: RPP może nie „ruszyć” stóp, ale i tak wpłynąć na kursy walut bardziej niż niejedna niespodzianka w danych z zagranicy. Rynek dobrze pamięta sytuacje, w których wystarczył drobny zwrot w komunikacji banku centralnego, by notowania złotego zrobiły dwa czy trzy grosze w kilka godzin. Szczególnie gdy globalnie klimat jest nerwowy, a inwestorzy i tak szukają pretekstu do ustawienia się bardziej defensywnie. Jeśli komunikat zostanie odebrany jako bardziej ostrożny, PLN może spróbować złapać oddech. Jeśli natomiast pojawi się sugestia, że ścieżka stóp zaczyna schodzić w dół, to reakcja może być szybka. Dziś nie chodzi o to, co zrobi RPP, tylko jak rynek to przeczyta.
Na ten moment Forex pokazuje umiarkowaną stabilizację notowań, choć w powietrzu czuć napięcie typowe dla dnia decyzyjnego. Dolar amerykański jest notowany w okolicach 3,615 za 1 USD, euro jest notowane przy 4,210 za 1 EUR, funt brytyjski jest notowany w pobliżu 4,858 za 1 GBP, a frank szwajcarski jest notowany w rejonie 4,515 za 1 CHF. Rynek patrzy także na waluty surowcowe i skandynawskie, bo w okresach podwyższonej zmienności potrafią one jako pierwsze pokazać zmianę nastroju. Dolar kanadyjski bywa wrażliwy na wahania cen surowców, a korona norweska jest często szybkim papierkiem lakmusowym dla europejskiego sentymentu.
W praktyce jednak dzisiejsze wydarzenia mogą rozegrać się w sposób, który inwestorzy znają aż za dobrze. Pierwsza reakcja po decyzji może być spokojna, nawet lekko „uspokajająca”, ale dopiero kolejne godziny pokażą, czy rynek zaczął budować nowe pozycje. Gdy komunikat jest neutralny, inwestorzy często potrzebują czasu, aby ustawić go w szerszym kontekście. Z kolei gdy komunikat ma choćby lekko gołębi wydźwięk, ruchy potrafią być natychmiastowe, bo rynek nie chce zostać po złej stronie trendu. Złotówka jest dziś w miejscu, gdzie liczy się pierwsze wrażenie, a nie dopiero analiza po fakcie.
Ważnym elementem pozostaje też pytanie, czy RPP będzie próbowała „zarządzać” oczekiwaniami rynku, czy raczej pozwoli, aby oczekiwania same się ułożyły pod wpływem danych. Inwestorzy mają świadomość, że inflacja w Polsce stopniowo schodzi, a jednocześnie dynamika wzrostu gospodarczego w Europie nie daje mocnych argumentów za agresywnym utrzymywaniem restrykcyjnej polityki pieniężnej. Ale jednocześnie zbyt wczesne otwarcie drzwi do obniżek mogłoby uderzyć w walutę, a to w Polsce zawsze jest tematem wrażliwym. RPP stoi dziś przed wyborem: spokój na rynku czy większa elastyczność na przyszłość.
Dla uczestników rynku walutowego to dzień, w którym łatwo o nadinterpretacje. Jedno słowo w komunikacie może zostać uznane za „przygotowanie rynku”, nawet jeśli intencja była inna. Z drugiej strony brak sygnałów też może być odczytany jako sygnał sam w sobie, bo oznacza, że bank centralny nie chce wchodzić w dyskusję o szybkich cięciach. W efekcie rynek będzie dziś grał nie tylko pod stopy, ale pod psychologię i sposób, w jaki RPP układa priorytety. Największym ryzykiem dla PLN nie jest decyzja, tylko zaskoczenie w tonie komunikatu.
Na koniec warto podkreślić, że dzisiejsza decyzja wpisuje się w szerszy obraz rynku, w którym dolar amerykański znów ma wiatr w żagle, a globalny kapitał częściej wybiera bezpieczeństwo niż ryzyko. W takim otoczeniu złotówka nie musi tracić gwałtownie, żeby znaleźć się pod presją. Czasem wystarczy, że przestanie mieć argumenty do wzrostu. A właśnie o argumenty toczy się dziś gra: czy RPP utrzyma wrażenie stabilności i przewidywalności, czy też rynek zacznie dopisywać do komunikatu własną historię o nadchodzących obniżkach. Jeśli inwestorzy poczują, że cykl luzowania jest bliżej, kursy walut mogą ruszyć szybciej, niż wygląda to rano.