Na rynku Forex dolar amerykański jest obecnie notowany lekko powyżej 3,60 zł, co oznacza kontynuację umiarkowanego umocnienia USD obserwowanego od kilku sesji. Jednocześnie kurs euro pozostaje poniżej 4,21 zł, potwierdzając, że para EUR/PLN wciąż porusza się w wąskim, dobrze zdefiniowanym przedziale konsolidacyjnym. Frank szwajcarski utrzymuje się w rejonie 4,52–4,54 zł, zachowując status bezpiecznej przystani, choć bez gwałtownego napływu kapitału. Funt brytyjski wyceniany jest obecnie w okolicach 4,82–4,84 zł, reagując głównie na lokalne dane makroekonomiczne z Wielkiej Brytanii, natomiast korona norweska (NOK) pozostaje słaba, oscylując w pobliżu 0,35–0,36 zł.

Wydarzenia polityczne w Wenezueli, które jeszcze przed weekendem budziły obawy o potencjalną eskalację napięć, nie przełożyły się na gwałtowne ruchy na rynku walutowym. Inwestorzy szybko uznali, że infrastruktura wydobywcza i eksportowa ropy naftowej pozostała nienaruszona, co ograniczyło ryzyko szoku podażowego na rynku energii. W efekcie notowania ropy nie tylko nie wzrosły, ale wręcz ponownie znalazły się pod presją, co osłabiło waluty surowcowe i ograniczyło wpływ wydarzeń geopolitycznych na szeroki rynek.

Zdecydowanie bardziej widoczna była reakcja rynku metali szlachetnych. Złoto i inne kruszce wykorzystały napięcia geopolityczne jako pretekst do technicznego odbicia, szczególnie po spadkach obserwowanych jeszcze przed końcem roku. Skala ruchu pozostaje jednak umiarkowana, co sugeruje, że uczestnicy rynku nie zakładają obecnie scenariusza gwałtownej destabilizacji globalnej gospodarki. To z kolei sprzyja utrzymaniu relatywnego spokoju na rynku walutowym, w tym również na rynku złotego.

Dla PLN kluczowe znaczenie ma w tym momencie zachowanie rynków bazowych, zwłaszcza Wall Street. Piątkowa sesja w USA zakończyła się umiarkowanymi wzrostami indeksów, a kontrakty terminowe sygnalizują stabilne nastroje także na początku nowego tygodnia. Brak silnej awersji do ryzyka ogranicza odpływ kapitału z rynków wschodzących, co tłumaczy, dlaczego złotówka nie reaguje nerwowo na doniesienia geopolityczne. Dopóki sentyment na globalnych giełdach pozostaje względnie neutralny, presja na osłabienie PLN jest ograniczona.

Wyraźnym punktem odniesienia dla rynku pozostaje para EUR/USD. Zejście notowań eurodolara poniżej poziomu 1,17 wzmocniło dolara na szerokim rynku, co automatycznie przełożyło się na wzrost USD/PLN powyżej 3,60. Jednocześnie rynek znalazł techniczne wsparcie w rejonie 1,1670, co zahamowało dynamikę dalszego ruchu. W praktyce oznacza to, że złoty znalazł się w fazie przejściowej, w której brak silnych impulsów zewnętrznych skutkuje ograniczoną zmiennością.

Istotnym czynnikiem pozostają również oczekiwania wobec polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych. Nadchodzące dane makroekonomiczne z USA będą kluczowe dla dalszej wyceny dolara, a tym samym dla kierunku notowań USD/PLN. Rynek coraz wyraźniej dopuszcza scenariusz utrzymania relatywnie jastrzębiego nastawienia Rezerwy Federalnej, co sprzyja amerykańskiej walucie w krótkim terminie. To jeden z powodów, dla których dolar zyskuje, mimo że skala ruchów pozostaje umiarkowana.

Na tle globalnych czynników polski złoty korzysta z relatywnie solidnych fundamentów krajowej gospodarki. Stabilny rynek pracy, oczekiwany wzrost gospodarczy oraz napływ środków unijnych stanowią istotne wsparcie dla PLN. Jednocześnie jednak waluta pozostaje wrażliwa na zmiany sentymentu międzynarodowego, co ogranicza potencjał do wyraźniejszego umocnienia w krótkim terminie. Każde pogorszenie nastrojów na Wall Street lub dalsze umocnienie dolara mogłoby szybko przełożyć się na presję na złotówkę.

Szczególnie słabo na tle złotego wypadają waluty surowcowe. Dolar kanadyjski oraz korona norweska należą obecnie do najsłabszych walut, co jest bezpośrednio związane z korektą na rynku ropy. Dla osób osiągających dochody w tych walutach oznacza to utrzymującą się presję na realną wartość zarobków po przeliczeniu na złote.

W szerszym ujęciu rynek złotego rozpoczyna 2026 rok w stanie wyraźnego wyczekiwania. Inwestorzy zdają się zakładać, że temat Wenezueli został już w dużej mierze zdyskontowany, a kluczowe impulsy dopiero nadejdą wraz z kolejnymi publikacjami danych makroekonomicznych oraz decyzjami banków centralnych. Obecna stabilizacja nie powinna być traktowana jako trwały spokój, lecz raczej jako przerwa przed kolejną fazą rynkowych przetasowań.