W poniedziałek przed południem złotówka utrzymuje się w łagodnie umocnionych rejonach. Według bieżących notowań rynku Forex para EUR/PLN oscyluje w okolicach 4,23–4,24, a USD/PLN w rejonie 3,68, co oznacza niewielkie zmiany względem piątkowego zamknięcia. CHF/PLN porusza się w pobliżu 4,55, a GBP/PLN pozostaje powyżej 4,80 zł, odzwierciedlając zarówno siłę funta, jak i stabilną pozycję PLN. Średnie kursy NBP z ostatniej tabeli (21 listopada) pokazują podobny obraz: dolar amerykański na poziomie 3,6868 zł, euro 4,2489 zł, frank szwajcarski 4,5768 zł, a funt brytyjski 4,8154 zł. Dolar kanadyjski wyceniany jest na 2,6162 zł, natomiast korona norweska na 0,3593 zł.
EUR/PLN, USD/PLN, CHF/PLN i GBP/PLN poruszają się dziś w bardzo wąskich przedziałach, co potwierdza, że rynek złotego pozostaje stabilny mimo istotnych impulsów z zagranicy. Zmienność na głównych parach z PLN jest wyraźnie niższa niż w okresach, gdy toczyły się dyskusje o gwałtownej eskalacji wojny czy o kolejnym cyklu agresywnych podwyżek stóp przez Fed. Jednocześnie w tle widać delikatne przesunięcie w stronę walut bardziej ryzykownych: złotówka zachowuje się lepiej niż część innych walut rynków wschodzących, korzystając z faktu, że Polska ma relatywnie mocne fundamenty i dodatnie realne stopy procentowe.
Najmocniejszym z nowych impulsów jest zmiana nastrojów wokół konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. W ostatnich dwóch dniach amerykańska administracja oraz władze w Kijowie poinformowały o „zaktualizowanym i doprecyzowanym” planie pokojowym, nad którym negocjacje toczą się w Genewie. U.S. Secretary of State Marco Rubio określił najnowszą rundę rozmów jako „prawdopodobnie najlepszy dzień w całym procesie”, podkreślając, że dokument jest „żywym planem”, który ma być dopasowywany do oczekiwań stron. Z kolei doradcy prezydenta Wołodymyra Zełenskiego mówią o „postępie”, ale zaznaczają, że kluczowe spory – terytoria, gwarancje bezpieczeństwa, kwestia NATO – wciąż nie zostały rozstrzygnięte.
Nadzieje na zarys porozumienia pokojowego w wojnie rosyjsko-ukraińskiej wspierają apetyt na ryzyko w Europie Środkowej, obniżając jednocześnie premię za ryzyko geopolityczne w wycenie złotówki. Rynki patrzą przy tym głównie przez pryzmat potencjalnych skutków gospodarczych: złagodzenia części sankcji na rosyjskie surowce, odblokowania części eksportu oraz dalszego spadku cen energii w Europie. To właśnie tu widać najszybszą reakcję – notowania ropy Brent utrzymują się dziś w okolicach 62–63 USD za baryłkę, najniżej od ponad miesiąca, a europejski TTF dla gazu znajduje się w rejonie 30 EUR/MWh, również blisko lokalnych minimów.
Spadek cen ropy Brent w okolice 62–63 USD i gazu TTF do około 30 EUR/MWh to realny zastrzyk ulgi dla strefy euro i Polski, która wciąż odczuwa skutki wcześniejszego szoku energetycznego. Niższe koszty importu energii poprawiają bilans handlowy, zmniejszają presję na inflację i ograniczają ryzyko kolejnych podwyżek stóp w Europie. Dla PLN oznacza to, że z jednej strony maleje ryzyko gwałtownego osłabienia w scenariuszu kolejnego „szoku gazowego”, z drugiej jednak – ewentualne mocne ożywienie gospodarcze w strefie euro mogłoby w średnim terminie skłaniać EBC do ostrożniejszego cięcia stóp, co również wpływałoby na relacje EUR/PLN. Na razie jednak rynek przyjmuje kombinację niższych cen energii i umiarkowanych oczekiwań inflacyjnych jako czynnik sprzyjający walutom regionu.
Równolegle trwa ważna dyskusja w Stanach Zjednoczonych. Po serii wystąpień przedstawicieli Fed – w tym prezesa oddziału nowojorskiego Johna Williamsa – rynki terminowe zaczęły agresywniej wyceniać scenariusz łagodzenia polityki pieniężnej już na grudniowym posiedzeniu FOMC. Rynki wyceniają już około 70 procent szans na grudniowe cięcie stóp przez Fed, podczas gdy jeszcze tydzień temu większość inwestorów zakładała utrzymanie status quo. Dane z narzędzia CME FedWatch wskazują, że prawdopodobieństwo obniżki o 25 pb wzrosło do ok. 71 proc., co jest skokiem z poziomów 30–40 proc. z początku zeszłego tygodnia. Jednocześnie w samym Fed narastają różnice zdań – przedstawiciele bardziej „jastrzębiego” skrzydła, tacy jak Susan Collins z oddziału bostońskiego, mówią wprost, że nie widzą „pilnej potrzeby” cięcia stóp w grudniu, wskazując na wciąż podwyższoną inflację.
Na rynku walutowym efekt tej debaty jest na razie ograniczony. Indeks dolara (DXY) pozostaje w rejonie 100 punktów, a według porannego przeglądu Reutersa „dolar pozostaje stabilny, bo inwestorzy czekają na czwartkowe święto Dziękczynienia i obserwują zachowanie jena”. EUR/USD utrzymuje się w okolicach 1,15, co oznacza, że ani euro, ani dolar amerykański nie zyskały w ostatnich godzinach wyraźnej przewagi. To tłumaczy, dlaczego ruchy na parach z PLN mają raczej charakter techniczny i lokalny, a nie są częścią większego globalnego trendu.
Dla rynku złotego kluczowe jest połączenie tych wszystkich wątków: szans na złagodzenie napięć geopolitycznych, niższych cen energii i coraz bardziej realnej perspektywy grudniowego luzowania za oceanem. Rynek złotego od miesięcy pozostaje zakotwiczony w przedziale 4,22–4,30 na EUR/PLN, a obecne notowania bliżej dolnej granicy tego korytarza pokazują, że inwestorzy nadal postrzegają złotówkę jako jedną z bezpieczniejszych walut EM. Nie bez znaczenia jest także krajowe tło: wzrost gospodarczy na poziomie około 3 proc., inflacja zbliżająca się do celu NBP i stopy procentowe na poziomie 4,25 proc. tworzą środowisko dodatnich realnych stóp, rzadko spotykane wśród dużych gospodarek rozwijających się.
Jeśli spojrzeć na poszczególne waluty w relacji do PLN, obraz jest dość spójny. Dolar amerykański – kluczowy punkt odniesienia dla globalnych przepływów kapitału – pozostaje w rejonie 3,68 zł. Dla importerów oznacza to wciąż relatywnie korzystny poziom względem szczytów z okresu pandemii i pierwszych miesięcy wojny, dla eksporterów zaś – umiarkowaną, ale akceptowalną presję na marże. Euro, przy kursach w okolicach 4,23–4,25 zł, wpisuje się w tę samą narrację: stabilny, wąski korytarz, ale bez klarownego trendu umocnienia lub osłabienia.
W ujęciu sektorowym uwagę przyciąga frank szwajcarski (CHF) i funt brytyjski. CHF/PLN w rejonie 4,55–4,58 to poziom istotny dla kredytobiorców frankowych, ale w porównaniu z wcześniejszymi latami ryzyko gwałtownego skoku kursu wydaje się dziś mniejsze – częściowo dzięki spokojniejszemu otoczeniu geopolitycznemu, częściowo dzięki łagodniejszej retoryce SNB. Funt brytyjski utrzymuje się powyżej 4,80 zł, odzwierciedlając wciąż wysokie stopy w Wielkiej Brytanii i oczekiwania, że Bank Anglii będzie bardzo ostrożny z ich obniżkami. Z punktu widzenia polskich firm handlujących z Wyspami oznacza to, że przewaga kosztowa wynikająca z tańszego PLN nieco maleje, choć wciąż pozostaje.
Na tym tle ciekawie wyglądają waluty surowcowe. Dolar kanadyjski i korona norweska pozostają pod presją słabszych cen surowców, zwłaszcza ropy naftowej, której notowania w ostatnich tygodniach wyraźnie zniżkowały. Przy średnim kursie NBP na poziomie 2,6162 zł za 1 CAD oraz około 0,3593 zł za 1 NOK, inwestorzy widzą w tych walutach raczej potencjalne źródło zmienności niż „bezpieczną przystań”. Dla części uczestników rynku taki układ oznacza szansę na dywersyfikację portfela o ekspozycję na kraje uzależnione od eksportu ropy – inni z kolei traktują CAD i NOK jako naturalne „proxy” do gry pod scenariusz dalszych spadków lub odbicia w cenach surowców energetycznych.
W najbliższych dniach punktem ciężkości dla kursów walut może być kalendarz makroekonomiczny w USA. Jeszcze przed czwartkowym Świętem Dziękczynienia rynek pozna m.in. dane o inflacji producenckiej (PPI), sprzedaży detalicznej i zamówieniach na dobra trwałego użytku. Ze względu na wcześniejszy paraliż części administracji federalnej publikacje te są opóźnione i nabierają dodatkowej wagi – inwestorzy traktują je jako uzupełnienie obrazu gospodarki przed grudniowym posiedzeniem Fed. W drugiej połowie tygodnia płynność na rynku będzie mocno ograniczona, bo amerykańskie giełdy w czwartek będą zamknięte, a w piątek handluje się w skróconym trybie. To z kolei oznacza, że ewentualne zaskoczenia danymi z pierwszej części tygodnia mogą przy niskich obrotach przełożyć się na gwałtowniejsze ruchy na dolarze, a w konsekwencji na pary z PLN.
Na horyzoncie pozostaje też oczywiście pytanie o to, jak daleko mogą posunąć się rozmowy pokojowe w sprawie Ukrainy. Oficjalne komunikaty mówią o „znaczącym postępie”, ale jednocześnie podkreślają, że żadna decyzja nie zapadła, a dokument wciąż ewoluuje. Z polskiej perspektywy równie ważne jak sam kształt porozumienia jest to, czy jego przyjęcie faktycznie doprowadzi do trwałej normalizacji dostaw surowców i obniżenia premii za ryzyko w regionie, czy też pozostawi wiele punktów zapalnych. Odpowiedź na to pytanie będzie jednym z głównych czynników determinujących średnioterminową ścieżkę dla PLN oraz szerzej – dla walut Europy Środkowej.
Największym ryzykiem dla PLN pozostaje nagły odwrót od ryzyka, a nie krajowe dane makroekonomiczne. Gdyby negocjacje pokojowe utknęły w martwym punkcie, a jednocześnie Fed zasugerował w grudniu bardziej „jastrzębi” kurs niż obecnie wyceniają rynki, moglibyśmy zobaczyć powrót EUR/PLN w okolice górnej części przedziału 4,22–4,30, a USD/PLN w stronę 3,80 zł. Scenariuszem bazowym pozostaje jednak utrzymanie złotówki w obecnym, relatywnie wąskim korytarzu wahań i testowanie niższych poziomów, jeśli globalny apetyt na ryzyko pozostanie podtrzymany.
Nadzieje na pokój i perspektywa łagodniejszego Fed – sprzyja scenariuszowi dalszej stabilizacji złotówki, przy umiarkowanie słabym dolarze amerykańskim i ograniczonej przewadze walut „bezpiecznej przystani” takich jak CHF. Jeżeli nadchodzące dane z USA i kolejne komunikaty z Genewy nie przyniosą poważnych rozczarowań, polski złoty ma szansę zakończyć listopad w roli jednej z najbardziej stabilnych walut regionu – co jeszcze kilka lat temu wydawało się scenariuszem zarezerwowanym głównie dla korony czeskiej czy forinta wspieranego programami EBC.