Według porannych notowań na rynku Forex, w okolicach godziny 9:00 za dolara amerykańskiego trzeba zapłacić około 3,65 zł, za euro około 4,23 zł, frank szwajcarski kosztuje w przybliżeniu 4,57 zł, a funt brytyjski 4,80 zł. Około tej samej godziny USD/PLN jest notowany w pobliżu 3,65, EUR/PLN około 4,23, CHF/PLN przy 4,58, a GBP/PLN blisko 4,80, co oznacza niewielkie, kilkugroszowe zmiany względem wczorajszego zamknięcia. Równolegle najnowsza tabela średnich kursów NBP pokazuje 3,6525 zł za 1 USD, 4,2331 zł za 1 EUR, 4,5865 zł za 1 CHF, 4,8038 zł za 1 GBP, 2,6023 zł za 1 CAD oraz 0,3604 zł za 1 NOK.
Takie poziomy oznaczają, że dzisiejsze kursy walut są dla złotówki umiarkowanie niekorzystne w porównaniu z najlepszymi momentami roku, ale jednocześnie dalekie od historycznie słabych poziomów z czasów dwucyfrowej inflacji. Zmiany w ciągu ostatnich dni mieszczą się najczęściej w przedziale poniżej 1 proc., co – z punktu widzenia importerów, eksporterów czy kredytobiorców walutowych – oznacza raczej konieczność bieżącej kontroli kosztów niż nerwowe ruchy zabezpieczające.
Krajowe fundamenty, które stoją za takim zachowaniem PLN, są dziś wyjątkowo ważne. Według GUS i NBP inflacja CPI w Polsce w październiku wyniosła 2,8 proc. rok do roku, a inflacja bazowa – po wyłączeniu cen żywności i energii – 3,0 proc. Inflacja CPI w Polsce w październiku wyniosła 2,8 proc. rok do roku, a inflacja bazowa 3,0 proc. To najniższe poziomy od kilku lat i jednocześnie wartości bardzo bliskie celu NBP (2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o 1 pkt proc.).
Z drugiej strony gospodarka nie hamuje. Szybki szacunek GUS wskazuje, że w trzecim kwartale 2025 roku PKB Polski wzrósł realnie o 3,7 proc. w ujęciu rocznym, co jest najlepszym wynikiem od trzech lat i stawia kraj w ścisłej czołówce Unii Europejskiej. Stopa bezrobocia rejestrowanego we wrześniu wyniosła 5,6 proc., a według Eurostatu – po odsezonowaniu – około 3,2 proc., co potwierdza, że rynek pracy pozostaje napięty, nawet jeśli dynamika zatrudnienia nieco słabnie.
Na tym tle Rada Polityki Pieniężnej kontynuuje ostrożne łagodzenie polityki. Rada Polityki Pieniężnej 5 listopada obniżyła stopę referencyjną NBP do 4,25 proc., ścinając ją o 25 punktów bazowych – to druga jesienna „ćwiartka” po wcześniejszym ruchu we wrześniu. Pozostałe stopy – lombardowa, depozytowa i redyskontowa – również zostały obniżone o 0,25 pkt proc. W komunikacie po posiedzeniu podkreślono, że decyzje będą nadal podejmowane „w zależności od napływających danych”, co rynek odczytał jako brak sztywnej ścieżki dalszych cięć.
Przy inflacji blisko celu oznacza to dodatnie realne stopy procentowe – rzadkość wśród gospodarek regionu. Z punktu widzenia inwestorów portfelowych rynek złotego pozostaje więc atrakcyjny: obligacje skarbowe oferują sensowną realną rentowność, a ryzyko gwałtownego powrotu wysokiej inflacji w horyzoncie najbliższych kwartałów wydaje się ograniczone, choć oczywiście nie można go całkowicie wykluczyć.
Obraz komplikuje sytuacja za oceanem. Rezerwa Federalna na koniec października ścięła przedział stopy funduszy federalnych do 3,75–4,00 proc., dokonując drugiej z rzędu obniżki o 25 punktów bazowych. Rynek terminowy wycenia dziś z dużym prawdopodobieństwem kolejne cięcie w grudniu oraz dalsze obniżki w 2026 roku, w łącznej skali 50–75 punktów bazowych. To sprawia, że globalne przepływy kapitału są coraz bardziej wrażliwe na każdy nowy odczyt inflacji czy danych z rynku pracy w USA.
Amerykański dolar nie jest więc już jednoznacznym „królem rynku walutowego”, ale wciąż ma silne oparcie w relatywnie wysokich stopach i skali gospodarki. Dla złotówki oznacza to, że przestrzeń do mocnego umocnienia wobec USD jest ograniczona, zwłaszcza przy jednoczesnych – choć znacznie łagodniejszych – cięciach stóp w Polsce. Dziś na wykresie USD/PLN widać raczej wąski przedział 3,60–3,70 niż wyraźny trend spadkowy lub wzrostowy. Dla zwykłego odbiorcy oznacza to, że dolar amerykański pozostaje umiarkowanie drogi, ale bez gwałtownych skoków, które pamiętamy z okresu szoku energetycznego.
Przekładając to na poszczególne pary: USD/PLN w rejonie 3,65–3,66 odzwierciedla kombinację dwóch sił – łagodniejszego Fedu i stopniowo luzującego, ale nadal ostrożnego NBP. Ewentualne mocniejsze dane z USA (szczególnie z rynku pracy) mogłyby przesunąć kurs bliżej 3,70, natomiast słabsze odczyty i potwierdzenie ścieżki obniżek stóp przez Fed otwierałyby drogę w kierunku 3,60.
EURO/PLN w okolicach 4,23–4,24 to z kolei wypadkowa bardzo powolnego wzrostu w strefie euro oraz lepszych danych z polskiej gospodarki. W trzecim kwartale PKB całej UE rósł w tempie około 1,5 proc. rok do roku, podczas gdy Polska osiągnęła 3,7 proc., co naturalnie sprzyjało wcześniejszemu umocnieniu złotówki. Obecny poziom euro oznacza dla eksporterów nieco mniejszą premię kursową niż w latach 2022–2023, ale jest daleki od takiej siły złotego, która mogłaby realnie dusić konkurencyjność.
W relacji do „bezpiecznej przystani” z Alp PLN wygląda nieco gorzej. Kurs CHF/PLN w rejonie 4,58–4,59 pozostaje źródłem dyskomfortu dla części kredytobiorców zadłużonych we franku, którzy nie doczekali się jeszcze powrotu do poziomów w okolicach 4 zł. Szwajcarski bank centralny po serii wcześniejszych podwyżek utrzymuje dziś relatywnie restrykcyjną politykę, a frank nadal korzysta z globalnych napięć geopolitycznych i okresowych spadków na giełdach. Z punktu widzenia złotówki oznacza to, że CHF pozostanie jedną z najtrudniejszych walut do trwałego „odrobienia”.
Znacznie ciekawsza jest sytuacja, jaką tworzy funt brytyjski. BoE w listopadzie po raz kolejny utrzymał stopę bazową na poziomie 4 proc., przy bardzo wyrównanym głosowaniu 5 do 4. Jednocześnie w Wielkiej Brytanii najnowsze dane pokazują spadek inflacji CPI do 3,6 proc. rok do roku w październiku, najniżej od kilku miesięcy. To zestaw, który zwiększa prawdopodobieństwo obniżki stóp już w grudniu. Dziś GBP/PLN wciąż oscyluje wokół 4,80, ale rynek zaczyna brać pod uwagę scenariusz, w którym w 2026 roku to Londyn będzie ciął stopy szybciej niż Warszawa – co z czasem mogłoby sprzyjać stopniowemu umocnieniu PLN wobec GBP.
Na tle dużych par nie warto zapominać o walutach surowcowych. Dolar kanadyjski w relacji do PLN jest dziś wyceniany na około 2,59–2,60, blisko poziomów z ostatnich tygodni. Bank Kanady sygnalizuje ostrożność, a rynek ropy – kluczowego dla Kanady surowca – pozostaje pod wpływem mieszanki obaw o globalny popyt i decyzji kartelu OPEC+. Dla polskich firm powiązanych z rynkiem kanadyjskim oznacza to raczej stabilne, przewidywalne koszty transakcyjne, bez dużych skoków kursu CAD/PLN.
Podobnie zachowuje się korona norweska. Według NBP średni kurs NOK wynosi około 0,36 zł, a notowania rynkowe oscylują w bardzo wąskim przedziale 0,361–0,362 zł za 1 NOK. Norges Bank po wcześniejszych podwyżkach przyjął ostrożny, ale już raczej neutralny ton, a ceny ropy – choć wyższe niż na początku roku – nie wróciły do poziomów, które w przeszłości windowały NOK do roli jednej z najmocniejszych walut świata. Dla osób zarabiających w Norwegii i wymieniających środki na PLN oznacza to stabilne, ale nie rekordowo wysokie przeliczniki.
Na koniec warto podkreślić, że dolar kanadyjski i korona norweska (NOK) zachowują się jak klasyczne waluty surowcowe: ich wpływ na codzienne życie większości Polaków jest ograniczony, ale dla części eksporterów, pracowników migracyjnych czy firm korzystających z usług offshore te pary walutowe stanowią ważny element układanki ryzyka. W połączeniu z głównymi parami USD/PLN, EUR/PLN, CHF/PLN i GBP/PLN tworzą one szerszy obraz tego, jak postrzegany jest dziś polski rynek w oczach globalnego kapitału.
Złotówka wchodzi więc w końcówkę roku z mocnymi fundamentami, ale wrażliwa na każdy zwrot w globalnej polityce pieniężnej. Po stronie „plusów” są: najniższa od lat inflacja, solidny wzrost PKB, stosunkowo niskie bezrobocie i wciąż dodatnie realne stopy. Po stronie ryzyk – oczekiwany cykl cięć stóp przez Fed, niepewność co do ścieżki BoE, wolniejszy wzrost w strefie euro oraz potencjalne zawirowania geopolityczne. Dla uczestników rynku praktyczny wniosek jest prosty: złotówka pozostaje walutą względnie stabilną, ale wymaga aktywnego zarządzania ryzykiem, zwłaszcza tam, gdzie ekspozycja na USD, CHF, GBP czy NOK jest istotna z punktu widzenia bilansu firmy lub domowego budżetu.