Na rynku międzybankowym, na głównych platformach Forex, kursy walut wobec PLN o poranku 18 listopada układają się następująco: para USD/PLN jest notowany w okolicach 3,65, EUR/PLN oscyluje wokół 4,23–4,24, a GBP/PLN pozostaje blisko 4,80. Dolar kanadyjski w relacji do złotówki kosztuje około 2,60, zaś korona norweska NOK/PLN jest notowana tuż powyżej 0,36 zł. Równolegle najnowsza tabela średnich kursów NBP z poniedziałku pokazuje zbliżone poziomy: 3,64 zł za dolar amerykański, 4,22 zł za euro, 4,58 zł za franka, 4,79 zł za funta i około 0,36 zł za NOK, co potwierdza obraz umiarkowanego osłabienia złotego, ale bez oznak paniki.
W tle tych notowań stoi globalna układanka, w której pierwsze skrzypce grają Stany Zjednoczone. Kilka dni temu zakończył się najdłuższy w historii shutdown rządu federalnego, który przez ponad sześć tygodni paraliżował działanie administracji, opóźniał publikację kluczowych danych makroekonomicznych i podsycał nerwowość na rynkach. Po przyjęciu przez Kongres kompromisowej ustawy finansującej rząd przynajmniej do końca stycznia inwestorzy odetchnęli, ale pytanie o długofalowy wpływ tego epizodu na wzrost gospodarczy i politykę fiskalną USA pozostaje otwarte.
Od momentu ogłoszenia porozumienia dolar przeszedł kilkudniową fazę osłabienia, gdy część inwestorów zamykała długie pozycje w oczekiwaniu na „wysyp” zaległych danych, a indeks dolara cofał się z wcześniejszych szczytów. W ostatnich godzinach sytuacja zaczyna się jednak odwracać. Z informacji napływających z rynku kontraktów terminowych wynika, że prawdopodobieństwo obniżki stóp Fed już w grudniu spadło do około 40–45 proc., podczas gdy jeszcze tydzień temu sięgało blisko 60 proc.
Kolejni przedstawiciele Rezerwy Federalnej sugerują ostrożność. Wiceprzewodniczący Fed Philip Jefferson mówił w poniedziałek, że bank centralny musi „działać powoli” przy dalszych cięciach, wskazując na rosnące ryzyko dla rynku pracy. Z kolei członek Rady Christopher Waller w świeżym wystąpieniu bronił koncepcji kontynuowania cięć, ale również podkreślał konieczność uważnego ważenia danych o inflacji i zatrudnieniu.
Ten rozdźwięk w przekazie władz monetarnych sprawia, że dolar amerykański jest w ostatnich dniach targany sprzecznymi siłami: z jednej strony rynek gra scenariusz łagodzenia polityki, z drugiej – obawia się, że zbyt szybkie cięcia mogłyby podsycić presję cenową. Na razie bilans tych sił sprzyja raczej lekkiej odbudowie dolara niż jego dalszemu, gwałtownemu osłabieniu, co naturalnie odbija się na parach z PLN.
Na tym tle rynek złotego próbuje wypracować własną równowagę. Krajowe fundamenty wyglądają znacznie spokojniej niż globalne nagłówki: bezrobocie utrzymuje się na relatywnie niskim poziomie, a wzrost gospodarczy – choć daleki od boomu – pozostaje dodatni. Najważniejszą informacją ostatnich tygodni był jednak wyraźny spadek inflacji. Według danych GUS i statystyki publicznej inflacja CPI w październiku wyniosła 2,8 proc. rok do roku, co oznacza ruch minimalnie w dół z 2,9 proc. miesiąc wcześniej i sytuowanie się bardzo blisko celu inflacyjnego NBP na poziomie 2,5 proc.
Na ten odczyt niemal natychmiast zareagowała Rada Polityki Pieniężnej. Na posiedzeniu 4–5 listopada RPP obniżyła stopę referencyjną o 25 punktów bazowych, do 4,25 proc., kontynuując ostrożny cykl łagodzenia. Jednocześnie w komunikacie podkreślono znaczącą niepewność co do perspektyw globalnej koniunktury i inflacji, co w praktyce oznacza brak zobowiązań do dalszych, szybkich cięć. NBP w najnowszej projekcji zakłada stopniowe „doklepywanie” inflacji w okolice celu w horyzoncie kilku kwartałów, bez potrzeby drastycznego zacieśniania lub luzowania.
Prezes banku centralnego zwrócił niedawno uwagę, że stopa w okolicach 4 proc. „nie byłaby wysoka”, jeśli inflacja na dłużej utrzyma się w pobliżu 2,5 proc. To jasny sygnał dla rynku, że w bazowym scenariuszu przedział 3,5–4,0 proc. może stać się nową „normalnością” dla stóp w Polsce, o ile nie dojdzie do silnego zaskoczenia po stronie cen lub aktywności gospodarczej. Ten przekaz – w połączeniu z faktem, że inflacja wróciła w przedział dopuszczalnych odchyleń od celu – działa stabilizująco na PLN, bo ogranicza ryzyko gwałtownego ciśnienia na dalsze, głębokie cięcia.
W efekcie złotówka wciąż pozostaje jedną z mocniejszych walut regionu, mimo rosnącej globalnej awersji do ryzyka. Widać to zwłaszcza w zachowaniu pary EUR/PLN, która – mimo chwilowych wyskoków po stronie euro – od wielu tygodni porusza się w relatywnie wąskim przedziale i dziś na rynku Forex jest notowany nieco powyżej 4,23. Dla eksporterów to poziom nadal akceptowalny, choć oznaczający mniejszą korzyść kursową niż w czasie, gdy euro kosztowało powyżej 4,40 zł. Dla importerów z kolei stabilne, umiarkowane umocnienie PLN w relacji do wspólnej waluty łagodzi presję kosztową.
Więcej emocji przynosi para USD/PLN. Na dzisiejszym otwarciu dolar amerykański jest notowany w rejonie 3,65 zł, delikatnie powyżej wczorajszych poziomów. To odzwierciedla nie tylko lekką globalną poprawę notowań dolara po fali domykania krótkich pozycji, ale też ostrożność inwestorów przed serią zaległych odczytów z amerykańskiej gospodarki, które w najbliższych dniach zaczną schodzić z opóźnieniem z powodu zakończonego właśnie shutdownu. Jeśli dane o inflacji i rynku pracy okażą się mocniejsze od oczekiwań, rynek może dodatkowo ograniczyć wycenę grudniowej obniżki stóp Fed, co pchnęłoby USD/PLN w okolice 3,70. Słabsze odczyty dałyby z kolei złotówce szansę na powrót w okolice 3,60 za dolara.
W parze z frankiem szwajcarskim złoty wciąż odczuwa skutki globalnej nerwowości. CHF/PLN pozostaje w okolicach 4,58–4,59 zł, korzystając z rosnącego popytu na „bezpieczne przystanie”. Szwajcarska waluta zyskała dodatkowo po ostatnich informacjach o porozumieniu handlowym ze Stanami Zjednoczonymi, które poprawiło postrzeganie perspektyw szwajcarskiego eksportu i umocniło status franka jako stabilnej przystani na czasy zawirowań. Dla posiadaczy kredytów denominowanych we franku oznacza to, że mimo poprawy sytuacji inflacyjnej w Polsce, raty pozostają wyraźnie wyższe niż w okresie, gdy kurs CHF/PLN oscylował bliżej 4 zł.
Na rynku funta obraz jest bardziej zniuansowany. Funt brytyjski pozostaje pod presją słabszych danych z tamtejszej gospodarki i toczącej się dyskusji o tempie ewentualnych cięć stóp przez Bank Anglii, ale w relacji do złotego wciąż jest drogi – GBP/PLN jest notowany w okolicach 4,80. Z punktu widzenia polskich gospodarstw domowych, które pracują w Wielkiej Brytanii i przelewają środki do kraju, oznacza to wciąż korzystny przelicznik, choć skala „premii” w porównaniu z euro jest dziś mniejsza niż kilka lat temu. Dalszy kierunek pary zależeć będzie od tego, czy Londyn szybciej niż Warszawa przejdzie do głębszego łagodzenia polityki monetarnej – wtedy złotówka miałaby szansę na stopniowe odzyskiwanie pola.
Warto przyjrzeć się także walutom surowcowym. Dolar kanadyjski w relacji do PLN porusza się dziś w okolicach 2,60. Taki poziom to wypadkowa umiarkowanie słabego CAD na tle dolara amerykańskiego oraz niższych niż w poprzednich latach cen ropy, które ograniczają atrakcyjność Kanady jako „gry na surowce”. Bank Kanady – podobnie jak większość banków centralnych G10 – sygnalizuje ostrożność i nie spieszy się z dalszym zacieśnianiem, co utrudnia CAD wyjście z cienia USD. Dla polskich firm powiązanych z rynkiem kanadyjskim oznacza to raczej spokojne, niewielkie zmiany kosztów transakcyjnych w nadchodzących tygodniach.
W podobnym gronie plasuje się korona norweska. NOK/PLN według większości serwisów rynkowych oscyluje dziś wokół 0,36 zł, a zatem znacznie niżej, niż przy szczytach sprzed kilku lat, gdy wysokie ceny ropy wywindowały koronę w górę. Obecnie Norges Bank po serii wcześniejszych podwyżek wybiera ton bardziej gołębi, a niższe ceny surowców sprawiają, że popyt na NOK jako „czystą” ekspozycję na ropę jest ograniczony. Dla tysięcy Polaków pracujących w Norwegii to ciągle przyzwoity, ale nie rekordowy kurs wymiany, a dla importerów z tego kierunku – względnie korzystny poziom kosztów.
Na marginesie tych ruchów w walutach wciąż ważnym barometrem nastrojów pozostają metale szlachetne. Po dynamicznych wzrostach z początku miesiąca, gdy srebro i złoto zyskiwały jako bezpośredni beneficjenci obaw związanych z shutdownem, w ostatnich dniach notują korektę. Mocniejszy dolar i spadające oczekiwania na szybkie cięcia stóp w USA ciągną ceny kruszców lekko w dół, co z kolei sprzyja stabilizacji dolara i pośrednio ogranicza przestrzeń do gwałtownego umocnienia złotówki.
Rynek złotego wchodzi w końcówkę roku z relatywnie komfortowej pozycji, ale w otoczeniu bardzo dużej zewnętrznej niepewności. Polski złoty korzysta z faktu, że inflacja zeszła w okolice celu NBP, a stopy procentowe – choć obniżone – nadal zapewniają dodatnią realną rentowność aktywów w PLN. Jednocześnie każdy nowy komunikat z Fed, każdy odczyt inflacji w USA oraz każdy sygnał polityczny związany z amerykańskim budżetem może w ciągu godzin przesunąć notowania USD/PLN czy EUR/PLN o kilka groszy. Dla przedsiębiorstw oznacza to konieczność aktywnego zarządzania ryzykiem walutowym, a dla inwestorów – świadomość, że waluty pozostaną w najbliższych tygodniach jednym z głównych kanałów, przez które rynek będzie wyceniał globalne napięcia.