W handlu porannym popyt na dolara amerykańskiego jest nieco wyraźniejszy, ale nie na tyle, by wywołać istotny zwrot trendu; rynek złotego pozostaje wąski i spójny z „wakacyjnym” poziomem zmienności, nawet jeśli kalendarz makro na kolejne dni jest gęstszy.

Równolegle do rynku walut, krajowy dług skarbowy lekkim krokiem oddaje ostatnie zwyżki cen. Rentowność polskich 10-latek oscyluje w okolicach 5,52–5,54 proc., co jest odbiciem szerokiego ruchu na globalnych stopach wolnych od ryzyka. W grze jednocześnie kilka czynników: przeciągający się kryzys budżetowy w USA i towarzysząca mu niepewność co do publikacji części danych, polityczny impas we Francji z niskimi szansami na szybkie zawiązanie rządu oraz rozstrzygnięcie wewnętrznych wyborów w Japonii, gdzie zwycięstwo w obozie rządzącym interpretuje się jako potencjalny impuls do mocniejszej stymulacji fiskalnej. Ten miks zwiększa globalną premię za ryzyko, ale w skali dnia nie wybija złotówki z kanału.

Krajowy punkt ciężkości to jednak polityka pieniężna. Posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w środę oraz konferencja prezesa Adama Glapińskiego w czwartek ustawiają krótką agendę dla par z PLN. Rynek bazowo zakłada utrzymanie parametrów polityki bez zmian: stopa referencyjna NBP pozostaje na 4,75 proc., a komunikat i odpowiedzi na pytania będą ważniejsze niż literalna decyzja. Decydenci mają argumenty do cierpliwości. Najnowszy odczyt CPI uspokaja dynamikę cen i oddala ryzyko szybkiego odbicia presji popytowej, ale jednocześnie nie zamyka dyskusji o ścieżce stóp w IV kwartale. Scenariusz delikatnego luzowania o 25 pb w horyzoncie kilku tygodni pozostaje na stole – zwłaszcza jeśli listopadowa projekcja inflacyjna pokaże bardziej komfortowy obraz średnioterminowy. „Jastrzębia” niespodzianka, jeśli w ogóle, polegałaby raczej na mocniejszym zaakcentowaniu ryzyk proinflacyjnych oraz elastyczności reakcji na dane; wtedy złotówka mogłaby podejść pod lokalne maksima z ostatnich tygodni.

Warto pamiętać o punkcie wyjścia: inflacja CPI we wrześniu wyniosła 2,9 proc. r/r, a więc znalazła się poniżej konsensusu i w paśmie celu NBP. W praktyce to „komfortowa pauza” – realne stopy pozostają dodatnie, a ceny surowców energetycznych i żywności nie generują obecnie silnego impulsu wzrostowego. W takim otoczeniu bank centralny może pozwolić sobie na cierpliwość i poczekać na pełny zestaw prognoz oraz sygnały z rynku pracy, zwłaszcza że dynamika płac i zatrudnienia tradycyjnie działa z opóźnieniem względem zmian stóp. Nie bez znaczenia jest też sytuacja fiskalna: kalendarz decyzji budżetowych na przełomie roku będzie dodatkiem do układanki, lecz nie powinien zmieniać krótkoterminowego obrazu.

Na szerokim rynku FX, dolar amerykański otrzymuje mieszany sygnał. Z jednej strony niepewność fiskalna w Waszyngtonie ma tendencję do podbijania awersji do ryzyka i chwilowego popytu na płynność w USD; z drugiej, spadająca przewidywalność publikacji makrodanych i wątek polityczny mogą ograniczać przestrzeń do konsekwentnego umocnienia. W rezultacie EUR/USD pozostaje zakotwiczony w przedziale bliskim 1,17, a ruchy na parach z PLN są wypadkową tego dryfu i krajowych informacji. Jeśli warto zwrócić na coś uwagę, to na fakt, że korelacja krótkoterminowa między EUR/USD a USD/PLN znów się zacieśniła – przez co każdy zwrot na głównej parze szybciej filtruje się do wyceny złotówki.

Kursy walut względem PLN na teraz nie odbiegają od piątkowych zamknięć. Funt brytyjski porusza się w rejonie 4,88–4,90 za funt brytyjski, CHF trzyma okolice 4,55–4,57, a NOK (korona norweska) mieści się przy 0,364–0,366. Dolar kanadyjski stabilizuje się wokół 2,60–2,61 na parze CAD/PLN, co przy utrzymujących się widełkach na ropie i spokojnym rynku stopy nie zaskakuje. Te poziomy wpisują się w szerszy obraz „boczniaka” na rynek złotego, gdzie lokalne newsy głównie kalibrują krótkoterminowe oczekiwania, a wejścia i wyjścia większego kapitału uzależnione są od globalnych czynników ryzyka.

W tle wciąż rozbrzmiewa Azja. Zwycięstwo Sanae Takaichi w wewnętrznych wyborach LDP jest odczytywane jako sygnał, że Tokio może sięgnąć po bardziej zdecydowane instrumenty wsparcia fiskalnego, a Bank Japonii ostrożniej podchodzić będzie do normalizacji warunków monetarnych. Przekłada się to na słabszego jena i lepszy sentyment do tokijskich akcji, ale dla PLN to przede wszystkim kanał przez USD/JPY i globalne rentowności: jeśli wzrosną, w krótkim terminie może to ograniczać aprecjację walut rynków wschodzących, choć efekt ten nie jest mechaniczny ani natychmiastowy.

Technicznie obraz PLN pozostaje konstruktywny. EUR/PLN testuje okolice miesięcznych minimów, a przy 4,25 widać gęstszą strefę wsparcia wynikającą z letnich konsolidacji. W przypadku USD/PLN strefa 3,60–3,66 pozostaje kluczowa i dobrze oddaje zależność od eurodolara: przełamanie 1,17 na EUR/USD w górę zapewne obniżyłoby kwotowania w okolice 3,60, natomiast powrót do niższego korytarza na głównej parze mógłby odsunąć test tego poziomu w czasie. Silne wsparcie na EUR/PLN w rejonie 4,23 jest w zasięgu przy bardziej „jastrzębim” tonie RPP, ale bez wyraźnego zaskoczenia komunikacyjnego bazą pozostaje dalsze „przeczekanie” w obecnym paśmie.

Warto odnotować kilka praktycznych implikacji dla firm. Dla importerów i eksporterów najcenniejsza pozostaje dyscyplina w zarządzaniu ryzykiem, bo niska zmienność sprzyja nadmiernej pewności siebie. Rozsądnym podejściem może być dywersyfikacja zabezpieczeń: część ekspozycji domykana krótkoterminowo (2–4 tygodnie), część przez struktury opcyjne dopasowane do profilu ryzyka i marży. Przy umiarkowanie pozytywnym miksie fundamentów – złotówka korzysta z dodatnich realnych stóp i niższej inflacji – asymetria krótkoterminowych ryzyk przesuwa się raczej na korzyść utrzymania częściowej ekspozycji na umocnienie PLN, z jasnym zastrzeżeniem, że globalne ryzyka polityczne potrafią w każdej chwili wywołać przejściowe „risk-off”.

Sygnały z RPP będą w tym tygodniu kluczowe nie tylko dla walut, lecz także dla krzywej dochodowości. Jeżeli przekaz podkreśli gotowość do działania, ale zarazem warunkowość decyzji listopadową projekcją, rynek długu może kontynuować lekką korektę przy długim końcu, a krótki koniec pozostanie zakotwiczony. Gdyby jednak padły mocniejsze sformułowania o ryzykach wzrostu inflacji w 2026 r. lub trwałości presji płacowej, spread polskich obligacji do Bundów mógłby przejściowo się poszerzyć, wzmacniając złotego głównie wobec euro. W przeciwnym scenariuszu – bardziej gołębie akcenty – PLN zareaguje tylko kosmetycznie, bo rynek już od kilku tygodni wycenia ostrożne łagodzenie w IV kwartale.

Podsumowując, rynek złotego zaczyna tydzień w trybie stabilizacji: kursy walut wobec PLN mieszczą się w wąskich przedziałach, a kierunek krótkoterminowo wyznaczy komunikacja banku centralnego i zachowanie EUR/USD. Bez wyraźnego zaskoczenia ze strony RPP bazowym scenariuszem pozostaje dalsze krążenie wokół obecnych poziomów – z potencjałem do prób umocnienia przy „jastrzębszym” akcencie w czwartek. Zmienność i płynność są obecnie sprzymierzeńcami zarządzających ryzykiem; najważniejsze, by nie mylić spokoju rynku z brakiem ryzyka.

Na zakończenie krótkie „notowania na teraz”, zgodnie z porannym stanem rynku Forex: EUR/PLN około 4,25, USD/PLN 3,63–3,65, EUR/USD blisko 1,17, GBP/PLN 4,88–4,90, CHF/PLN 4,55–4,57, NOK/PLN 0,364–0,366, CAD/PLN 2,60–2,61. Wpisują się one w opisany wyżej obraz równowagi i „czekania na RPP”.