Źródło: Marek Rogalski, Główny Analityk DM BOŚ SA•
Opublikowano:
Po zwyżce polskiej waluty obserwowanej w poniedziałek rano nie ma już śladu. We wtorek rano za euro płaci się 4,3250 zł, a za dolara 4,0350 zł - to odpowiednio o 3 i 4 grosze więcej. Wpływ na to ma fakt wygaszenia pierwszej reakcji rynków na informacje z Francji - para EURUSD jest dzisiaj notowana w okolicach 1,0715. Przed nami II tura wyborów parlamentarnych (7 lipca) i dopiero ona wskaże, jaka będzie faktyczna pozycja Zjednoczenia Narodowego - im bliżej 289 posłów, tym większe będą spekulacje, co do ewentualnych transferów z innych ugrupowań.
A to już może się rynkom nie spodobać. Przed nami też szereg danych z USA, które pozwolą ocenić, na ile FED obetnie stopy we wrześniu. Wpływ na to może mieć też dzisiejsze popołudniowe wystąpienie Jerome Powella w portugalskiej Sintrze - może być ono ważniejsze od publikowanych jutro zapisków z czerwcowego posiedzenia FED. Pozostając w temacie EURUSD warto też zwrócić uwagę na doniesienia z Partii Demokratycznej - obóz zwolenników Joe Bidena jest silny i nie myśli o wymianie kandydata, co może utorować Donaldowi Trumpowi drogę powrotu do Białego Domu w listopadzie - a to może być argument za mocniejszym dolarem. W kraju jutro mamy posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Nie oczekuje się zmian w komunikacie, ani w narracji dotyczącej perspektyw obniżki stóp procentowych. Tym samym dla złotego bardziej liczyć się będzie sytuacja globalna.