W mniejszym stopniu jest to wynik kolejnych ostrych wypowiedzi Donalda Trumpa (rynki zdążyły się do tego przyzwyczaić), a bardziej wpływ mają doniesienia nt. zaostrzenia nadzoru nad chińskimi spółkami notowanymi w USA, które uchwalił Senat (teraz dodatkowo będą musiały one też udowodnić, że nie są kontrolowane przez rząd). Co dalej? Ważne będzie to, jak na ostatnie posunięcia USA (Huawei, a teraz to) zareagują Chińczycy – do tej pory zdaje się, że nie chcieli eskalować konfliktu, chociaż w chińskich mediach (Global Times) pojawiały się spekulacje nt. stworzenia „ listy niewiarygodnych spółek” itd.
W temacie danych makro wczorajsze zapiski z posiedzenia FED nie miały większego znaczenia. Dzisiaj mamy dzień z usługowymi PMI, a także ISM (w USA) za kwiecień. Doniesienia nie wyglądają źle, ale szału nie ma. Niemniej interpretacja odczytów PMI stała się ostatnio trudna, co jednocześnie zmniejszyło znaczenie tych odczytów.
OKIEM ANALITYKA – Nowa rzeczywistość, trudne relacje
Teoretycznie wątki, jakie pojawiły się w ostatnich godzinach w temacie relacji amerykańsko-chińskich, nie wnoszą wiele nowego. Ostra retoryka Trumpa i jego otoczenia wobec Chin ma miejsce od pewnego czasu, a przyjęcie przez Senat ustawy utrudniającej chińskim firmom funkcjonowanie na amerykańskich giełdach, bo poprzedzone wcześniejszymi spekulacjami i działaniami – giełda Nasdaq wprowadziła chociażby surowsze kryteria wobec nowych emisji dokonywanych przez chińskie spółki. Kluczowe pytanie brzmi, zatem: czy te pogarszające się relacje będą nową rzeczywistością, którą rynek się nie przejmie, czy też Chiny powiedzą twardo dość i zaczną wprowadzać działania odwetowe? Od pewnego czasu plotkuje się o wprowadzeniu listy niewiarygodnych spółek, czy konieczności renegocjacji umowy handlowej z USA, jaka została podpisana w styczniu. Pierwsze uderzyłoby w największe amerykańskie koncerny prowadzące działalność w Chinach, drugie przywróciłoby rzeczywistość wojny handlowej, jaka miała miejsce w zeszłym roku. W obu przypadkach zwiastowałoby to rynkowy kataklizm, stąd też inwestorzy cały czas wierzą w to, że politycy będą kierować się rozsądkiem i zimna wojna w dyplomacji, nie zamrozi relacji gospodarczych. Ale czy zupełnie wyklucza to tzw. chwile strachu, które mogą pojawić się w wyniku „nieodpowiedzialnych wypowiedzi”?