Dodatkowym wsparciem dla cen ropy naftowej były wczorajsze dane zaprezentowane przez Amerykański Instytut Paliw (API). Instytucja ta podała, że w minionym tygodniu zapasy ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych spadły o 5,2 mln baryłek do poziomu 438,7 mln baryłek. To spadek większy od oczekiwań, oscylujących na poziomie między -3,5 mln a -3,8 mln baryłek. Dzisiaj swoje wyliczenia dotyczące zapasów paliw w USA przedstawi Departament Energii. Ma on dostęp do większej liczby danych niż API, jednak kierunek zmian zapasów, pokazywany przez obie instytucje, na ogół jest ten sam.

Z kolei ciekawostką, aczkolwiek o niewielkim znaczeniu cenotwórczym, było wczoraj uchwalenie we Francji ustawy zabraniającej wydobywania ropy naftowej i gazu ziemnego na terenie tego kraju od 2040 r. To precedens na skalę światową, gdyż żadne inne państwo nie zdecydowało się dotychczas na taki krok – jednak z drugiej strony ma on raczej znaczenie symboliczne, ponieważ wydobycie ropy i gazu we Francji wynosi łącznie zaledwie około 6 mln baryłek rocznie, co zaspokaja zaledwie około 1% francuskich potrzeb w tym zakresie.

MIEDŹ

Wzrostowa seria na wykresie miedzi.

Po słabym początku bieżącego miesiąca, notowania miedzi zaczęły odrabiać straty. Już od dwóch tygodni na wykresie tego surowca dominuje strona popytowa, zapewniając cenom miedzi praktycznie nieprzerwaną serię zwyżek. Obecnie cena tego metalu w Stanach zjednoczonych oscyluje już w okolicach 3,16 USD za funt.

Ceny miedzi wciąż utrzymują się w średnioterminowym i długoterminowym trendzie wzrostowym. Perspektywy dla notowań tego metalu na kolejny rok są całkiem dobre – jednak nie ze względu na optymizm dotyczący wielkości popytu (chociaż w tym zakresie raczej nie powinno być negatywnych niespodzianek), lecz ze względu na obawy dotyczące podaży miedzi. Na rynku wydobywczym może być bowiem nerwowo w 2018 roku za sprawą kończących się licznych kontraktów na pracę w kopalniach miedzi, co może być źródłem presji na wzrost płac i, co często za tym idzie, napięć związanych ze strajkami, zwłaszcza że wiele firm wydobywczych zapowiada raczej zwolnienia niż podwyżki. Wśród zagrożonych protestami kopalń jest chilijska Escondida, odpowiadająca za około 5-6% całkowitej globalnej produkcji miedzi.