Według danych rynkowych gaz TTF był 8 maja 2026 r. notowany w okolicach 44–45 euro za MWh, czyli o ok. 28 proc. wyżej niż rok wcześniej. To nadal przepaść wobec szczytu z 2022 r., gdy europejski gaz dochodził do ok. 345 euro za MWh, ale rynek znów jest wystarczająco napięty, by każda informacja o LNG, magazynach czy pogodzie ruszała cenami.
Dlaczego gaz znowu drożeje?
Najważniejszy problem nie polega na tym, że Europie brakuje gazu „tu i teraz”. Problem polega na tym, że Europa musi równocześnie zasilać bieżące zużycie, odbudować zapasy przed zimą i konkurować o LNG z Azją. Po kryzysie z 2022 r. kontynent ma więcej terminali LNG, lepszą infrastrukturę i mniejsze uzależnienie od rosyjskich rurociągów. Ale to nie znaczy, że rynek stał się odporny na szoki.
Gas Infrastructure Europe podało, że 1 kwietnia 2026 r. unijne magazyny gazu były wypełnione w ok. 28 proc., czyli zawierały ok. 314 TWh, albo 29 mld m sześc. gazu. To poziom wyraźnie niższy niż w poprzednich trzech latach i zbliżony do poziomów sprzed kryzysu energetycznego. GIE ostrzegło, że bez stałych zatłoczeń do magazynów już od wiosny Europa może wejść w kolejną zimę z mniejszą elastycznością systemu, zwłaszcza przy mrozach albo zakłóceniach dostaw.
Do tego dochodzi mniej oczywisty mechanizm: same ceny mogą zniechęcać do zatłaczania gazu. Jeżeli gaz z dostawą bliską jest droższy niż kontrakty na późniejszy termin, importerom i spółkom energetycznym trudniej uzasadnić kupowanie surowca teraz tylko po to, żeby odłożyć go do magazynów. Innymi słowy: bezpieczeństwo energetyczne wymaga zapasów, ale rynek nie zawsze daje jasny sygnał, że ich budowanie się opłaca.
Magazyny są kluczowe, ale nie rozwiązują wszystkiego
Po 2022 r. Unia Europejska postawiła na obowiązkowe cele magazynowe. Obecne reguły zakładają, że kraje UE mają osiągać 90 proc. wypełnienia magazynów w okresie od 1 października do 1 grudnia, a nie już sztywno 1 listopada. Nowe przepisy dają też krajom więcej elastyczności, jeśli warunki rynkowe są trudne albo pojawiają się ograniczenia techniczne.
To ważna zmiana. W teorii 90 proc. magazynów przed zimą brzmi jak prosty bezpiecznik. W praktyce zbyt agresywne kupowanie gazu latem może samo pompować ceny. Jeśli państwa i spółki muszą „za wszelką cenę” zatłoczyć magazyny, rynek to widzi i podbija stawki. Dlatego Bruksela próbuje znaleźć równowagę między bezpieczeństwem dostaw a unikaniem sztucznego popytu.
Dla odbiorców końcowych oznacza to, że cena gazu zależy nie tylko od samej zimy. Liczą się także ceny latem, tempo uzupełniania magazynów, dostępność LNG i konkurencja z Azją. Zima jest testem systemu, ale rachunki często zaczynają się kształtować dużo wcześniej.
LNG pomaga Europie, ale nie jest magiczną tarczą
Europa w ostatnich latach mocno rozbudowała możliwości importu LNG. Nowe terminale i rozbudowy infrastruktury w takich krajach jak Niemcy, Polska, Włochy, Chorwacja czy Belgia zwiększyły zdolności regazyfikacyjne i poprawiły bezpieczeństwo dostaw.
To realna poprawa. Terminal LNG pozwala kupić gaz z USA, Kataru czy innych kierunków, zamiast polegać na jednym rurociągu. Ale LNG ma cenę globalną. Jeśli Azja płaci więcej, część ładunków płynie do Azji. To oznacza, że Europa jest bezpieczniejsza niż w 2022 r., ale bardziej wystawiona na globalną konkurencję.
Gaz skroplony jest elastyczny, lecz ta elastyczność działa w dwie strony: ładunki mogą przypłynąć do Europy, ale mogą też odpłynąć tam, gdzie cena jest lepsza.
Czy wrócą rachunki jak w czasie kryzysu?
W scenariuszu bazowym — nie. Dzisiejszy rynek nie wygląda jak lato 2022 r. Wtedy Europa gwałtownie traciła rosyjskie dostawy rurociągowe, magazyny były przedmiotem paniki zakupowej, a ceny gazu osiągały poziomy, które bardziej przypominały rynek awaryjny niż normalny handel energią. Obecne ceny, choć wyższe niż rok temu, są kilkukrotnie niższe od kryzysowego maksimum.
Ale „nie wrócą do poziomów kryzysowych” nie znaczy „rachunki nie wzrosną”. Dla gospodarstw domowych najważniejsze są trzy kanały przełożenia:
- cena hurtowa gazu, czyli m.in. TTF i ceny na regionalnych giełdach,
- taryfy i decyzje regulacyjne, szczególnie w Polsce,
- zużycie, czyli pogoda, standard budynku i sprawność instalacji.
W Polsce rachunek gospodarstwa domowego nie reaguje natychmiast na każdy ruch TTF. Cena dla odbiorców domowych jest regulowana taryfą. URE zatwierdził zmianę taryfy myORLEN, dawniej PGNiG Obrót Detaliczny, obowiązującą od 25 lutego do 30 czerwca 2026 r. Cena gazu ziemnego dla gospodarstw domowych wynosi 197,29 zł/MWh, co oznacza spadek o ok. 7 zł/MWh, czyli 3,4 proc., wobec poprzednich stawek.
myORLEN podaje, że od 25 lutego 2026 r. ceny netto bez akcyzy dla grup W.1–W.4, S.1–S.4 oraz Z.1–Z.4 wynoszą 19,729 gr/kWh, a dla grup W.5, S.5 oraz Z.5 — 19,691 gr/kWh. Ta taryfa obowiązuje do 30 czerwca 2026 r.
Wniosek jest prosty: polskie gospodarstwa domowe są częściowo osłonięte przed natychmiastową zmiennością rynku hurtowego, ale nie są od niej odcięte na zawsze. Jeśli wysokie ceny gazu w Europie utrzymają się dłużej, presja prędzej czy później pojawi się przy kolejnych taryfach.
Co może podbić rachunki zimą?
Najbardziej niebezpieczny byłby zestaw kilku czynników naraz: chłodna jesień, mroźna zima, niski wiatr w Europie, słabe zatłaczanie magazynów latem, drogie LNG i zakłócenia geopolityczne. Sam jeden czynnik zwykle nie wystarcza do pełnego kryzysu. Problem zaczyna się wtedy, gdy nakładają się na siebie popyt na ogrzewanie, większe zużycie gazu w energetyce i ograniczona podaż LNG.
To pokazuje, dlaczego gaz jest tak wrażliwy. Nawet jeżeli gospodarstwa domowe zużywają mniej, elektrownie gazowe mogą pracować mocniej, gdy brakuje wiatru albo trzeba bilansować system elektroenergetyczny. Wtedy gaz przestaje być tylko paliwem do ogrzewania, a staje się także polisą bezpieczeństwa dla prądu.
Co to znaczy dla Państwa?
Dla gospodarstwa domowego ogrzewającego dom gazem najważniejsza nie jest sama informacja, że TTF wzrósł o kilka euro. Ważne jest to, czy wzrost utrzyma się przez kilka miesięcy i czy przełoży się na kolejną taryfę. Krótkie skoki cen na rynku hurtowym mogą nie zmienić rachunku natychmiast. Trwałe podwyższenie cen gazu, szczególnie przed sezonem zimowym, jest już inną historią.
Najbardziej narażone są domy słabo ocieplone, duże budynki jednorodzinne, mieszkania z wysokim zużyciem ciepłej wody oraz odbiorcy, którzy mają stare kotły i źle ustawioną instalację. Przy gazie rachunek bardzo często rośnie nie dlatego, że sama cena wzrosła o kilkanaście procent, ale dlatego, że wysoka cena spotyka się z wysokim zużyciem.
W praktyce warto patrzeć na cztery rzeczy:
- Poziom magazynów w UE. Jeżeli jesienią magazyny będą wyraźnie poniżej celu, rynek może doliczyć premię za ryzyko.
- Ceny LNG w Azji. Jeżeli Azja płaci wyraźnie więcej niż Europa, LNG może odpływać z europejskiego rynku.
- Pogodę i wiatr. Mroźna, bezwietrzna zima jest dla gazu najgorszym połączeniem.
- Nowe taryfy w Polsce po 30 czerwca 2026 r. To one będą najbliższym realnym punktem przełożenia rynku hurtowego na rachunki wielu gospodarstw domowych.
Trzy scenariusze na kolejną zimę
Scenariusz łagodny
Lato pozwala spokojnie uzupełnić magazyny, LNG jest dostępne, zima jest przeciętna albo ciepła. Wtedy ceny mogą pozostać podwyższone wobec minimów, ale bez powrotu do paniki. Rachunki w Polsce zależą głównie od decyzji taryfowych, a nie od nagłego kryzysu podaży.
Scenariusz napięty
Magazyny są uzupełniane wolniej, LNG jest drogie, a jesień przynosi pierwsze chłody. Wtedy ceny hurtowe mogą utrzymywać się wysoko, a presja na przyszłe taryfy rośnie. Dla gospodarstw domowych oznacza to ryzyko wyższych rachunków w kolejnych okresach rozliczeniowych.
Scenariusz kryzysowy
Dochodzi do poważnych zakłóceń podaży LNG lub rurociągów, zima jest mroźna, a magazyny startują z niewystarczającego poziomu. To scenariusz, w którym ceny mogłyby ponownie gwałtownie wzrosnąć. Nie jest dziś bazowy, ale właśnie przed takim układem Europa próbuje się zabezpieczyć magazynami i LNG.
Werdykt: ryzyko wróciło, ale to jeszcze nie powtórka z 2022 roku
Rachunki za ogrzewanie gazowe nie powinny automatycznie wrócić do poziomów z najgorszej fazy kryzysu energetycznego. Dzisiejszy rynek ma więcej infrastruktury, więcej doświadczenia i niższe ceny niż w 2022 r. Ale komfort z lat spadających cen też się kończy. Gaz w Europie znów jest droższy, magazyny startują z niższego poziomu, a LNG stało się globalną grą o ładunki.
Dla polskich gospodarstw domowych najważniejsze jest to, że obecna taryfa łagodzi natychmiastowe uderzenie rynku. To jednak nie jest gwarancja niskich rachunków na kolejne lata. Jeżeli droższy gaz w Europie utrzyma się przez lato i jesień, następne decyzje taryfowe mogą być mniej przyjemne niż ostatnie obniżki.
Źródła: Trading Economics, Gas Infrastructure Europe, ACER, Komisja Europejska, URE, myORLEN, Reuters.